logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

USA-Iran: pokój na kredyt

Juliusz GOJŁO | 17 czerwca 2026
Grafika: © Juliusz Gojło

Kiedy na Truth Social Donald Trump uroczyście obwieścił „The Deal with the Islamic Republic of Iran is now complete. Congratulations to all!”, wielu obserwatorów odetchnęło z ulgą. Po ponad stu dniach wojny, której najbardziej spektakularnymi skutkami były zamknięcie Cieśniny Ormuz, gwałtowny wzrost cen energii oraz groźba regionalnej katastrofy, sama perspektywa porozumienia wydawała się dobrą wiadomością. Nie wolno jednak zapominać, że między zakończeniem wojny a rozwiązaniem kwestii, które Waszyngton i Tel Awiw uznały za casus belli, istnieje zasadnicza różnica.

Im więcej informacji pojawia się na temat amerykańsko-irańskiego memorandum, tym wyraźniej widać, że nie jest ono trwałym porozumieniem pokojowym. To raczej polityczny pomost między wojną a negocjacjami – dokument, który ma utrzymać dialog przy życiu i stworzyć przestrzeń do dalszych rozmów. To niewiele, a jednocześnie znacznie więcej niż powrót do działań wojennych.

 

Krótki dokument i morze pytań

Wbrew optymistycznym komunikatom płynącym z Waszyngtonu, porozumienie nie rozstrzyga większości kwestii spornych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, o Izraelu – inicjatorze i promotorze zbrojnej konfrontacji z Teheranem – nie wspominając. Według ujawnionych informacji dokument sygnowany na razie elektronicznie przez przedstawicieli obu państw ma być formalnie podpisany niebawem w Genewie i zawiera zaledwie ogólne ramy dalszych działań. Najważniejsze z punktu widzenia Waszyngtonu (ale też i Tel Awiwu) sprawy – przyszłość programu nuklearnego, zakres międzynarodowych inspekcji, harmonogram znoszenia sankcji czy regionalna aktywność Iranu – pominięto w milczącym założeniu ich podjęcia w przyszłości. Memorandum przewiduje około sześćdziesięciodniowy okres negocjacji nad szczegółowym porozumieniem. Diabeł, jak zwykle, tkwi jednak w szczegółach i sama interpretacja warunków, na jakich termin ten miałby być dotrzymany, jest niejednoznaczna.

W praktyce mamy więc do czynienia nie z traktatem, lecz z porozumieniem o woli prowadzenia dalszych rozmów. To zarazem siła i słabość tego rozwiązania. Siła, ponieważ pozwala uczestnikom konfliktu wyjść z twarzą, a nawet ogłosić sukces i zakończyć działania wojenne bez konieczności rozstrzygania najbardziej spornych kwestii. Słabość, ponieważ zostawia ich rozwiązanie do decyzji odsuwanych w czasie. Strony wróciły dokładnie do tego samego miejsca, w którym były wielokrotnie wcześniej. Różnica polega jedynie na tym, że tym razem do stołu negocjacyjnego siadają po wojnie, która kosztowała wszystkich znacznie więcej niż poprzednie kryzysy.

Dodatkowym problemem pozostaje głęboka nieufność. Irańczycy pamiętają zerwanie przez administrację Donalda Trumpa porozumienia nuklearnego z 2015 r., a amerykańscy negocjatorzy uznają, że bez narzędzi nacisku – które Waszyngton de facto właśnie stracił w tej wojnie – irańskie deklaracje nie muszą być realizowane w praktyce. Nie pomaga również chimeryczność amerykańskiego prezydenta, którego skłonność do diametralnej zmiany stanowiska jest znana powszechnie.

300 miliardów dolarów z cudzej kieszeni

Jeszcze większe emocje niż sam dokument budzi jego wymiar gospodarczy. W przestrzeni medialnej mówi się o kwocie nawet 300 miliardów dolarów potencjalnych inwestycji dla Iranu. Nie chodzi jednak o fundusz odbudowy finansowany przez Stany Zjednoczone. Co być może najistotniejsze, administracja Trumpa wyraźnie podkreśla, że nie zamierza przekazywać Iranowi środków amerykańskich podatników ani finansować odbudowy kraju z własnych zasobów. Pomysł polega raczej na stworzeniu warunków umożliwiających napływ inwestycji, przede wszystkim z państw Zatoki Perskiej, a także na stopniowym odblokowywaniu części zamrożonych aktywów i łagodzeniu sankcji. Innymi słowy, Waszyngton nie oferuje Teheranowi pieniędzy, lecz przede wszystkim możliwość powrotu do regionalnego i światowego obiegu gospodarczego.

Jest to klasyczna polityka zachęt, czy też – brutalnie mówiąc – polityka kija i marchewki. Korzyści ekonomiczne mają być uzależnione od zachowania Iranu i jego gotowości do przestrzegania uzgodnionych ograniczeń. Teheran oczekuje jednak, że część środków zostanie odblokowana już na początku procesu, uznając to za probierz dobrej woli Waszyngtonu. Niezależnie od ostatecznych kwot sam koncept ujawnia istotny paradoks. Potencjalnymi inwestorami mają być bowiem te same państwa Zatoki, które w ostatnich tygodniach znalazły się pod odwetowym ostrzałem irańskich rakiet i dronów. Szczególną ironią jest perspektywa wydzielenia przez nie na rzecz Iranu kapitału na odbudowę zniszczeń spowodowanych przez działania zbrojne Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Także tutaj nie brakuje jednak rozbieżności interpretacyjnych. Irańskie media informują o odblokowaniu części aktywów już na początku procesu. Strona amerykańska odpowiada, że żadna znacząca ulga sankcyjna nie nastąpi przed zweryfikowaniem irańskich działań. Spór o pieniądze może więc okazać się pierwszym testem trwałości porozumienia.

 

Iran: pragmatyzm bez zgody

Nie entuzjazm, lecz ostrożność dominuje w samym Iranie. Opozycja – zarówno ta wewnątrzsystemowa jak i mniej oczywista lecz istniejąca antysystemowa – postrzega je w kategoriach prób ratowania systemu politycznego i pozycji rządzących krajem. Kontestatorzy porozumienia wśród diaspory irańskiej argumentują też, że oto po raz kolejny Zachód idzie na współpracę z reżimem odpowiedzialnym za represje wobec demonstrantów i przeciwników politycznych. W tej perspektywie miliardy dolarów inwestycji oraz łagodzenie sankcji oznaczają nagrodę dla aparatu władzy. Wśród przedstawicieli najbardziej radykalnych środowisk związanych z establishmentem Islamskiej Republiki pojawiają się silne głosy niezadowolenia. W ich ocenie porozumienie oznacza ustępstwo wobec Stanów Zjednoczonych i podważa narrację o strategicznym zwycięstwie Iranu.

Faktycznym zwycięzcą okazują się środowiska pragmatyczne i centrowe, osłabione przez bieżącą wojnę. Od lat opowiadały się one za częściową normalizacją relacji z Zachodem i odbudową gospodarki poprzez zmniejszenie napięć międzynarodowych. Wojna początkowo osłabiła ich pozycję, wzmacniając retorykę bezpieczeństwa i twardego kursu, jednak mimo wzrostu znaczenia konserwatystów ostatecznie odzyskują inicjatywę.

 

Izrael: wojna wyhamowana

Jeżeli jednak gdziekolwiek porozumienie między Waszyngtonem a Teheranem wywołało prawdziwą burzę, to przede wszystkim w Tel Awiwie. W ocenie wielu izraelskich polityków, wojskowych i komentatorów to właśnie Izrael jest głównym przegranym obecnego konfliktu. Izraelskie zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim tego, że memorandum nie rozwiązuje kwestii irańskiego programu rakietowego oraz nijak nie ogranicza działań regionalnych sojuszników Teheranu, takich jak Hezbollah czy Huti. Również przyszłość programu nuklearnego pozostaje z izraelskiej perspektywy niejasna. W rezultacie coraz częściej pojawiają się głosy, że Izrael co prawda wygrał poszczególne bitwy tej wojny, lecz przegrał jej polityczne rozstrzygnięcie.

Stąd w izraelskiej debacie coraz częściej pojawiają się głosy, że wojnę zakończono przedwcześnie. Dla wielu przedstawicieli izraelskiego establishmentu konflikt pozostał niedokończony, nierozstrzygnięty i wstrzymany, ponieważ jego logicznym zwieńczeniem miała być trwałe rozbicie Iranu jako regionalnego rywala. Jest to kolejny paradoks tej wojny: państwo, które dysponowało największą przewagą militarną, wyszło z niej z największym poczuciem zawodu, jeśli nie wręcz porażki.

 

Czas zawieszonej równowagi

Korzyści z porozumienia wykraczają poza Bliski Wschód, ponieważ dotyczą stabilności gospodarki całego świata. Memorandum ma szansę stać się podstawą długotrwałego układu, choć niekoniecznie przełoży się na pełnowymiarowy traktat pokojowy. Jego najważniejszym i szybko odczuwalnym skutkiem będzie stabilizacja globalnego rynku energii. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około jednej piątej światowego handlu ropą naftową – każde zakłócenie żeglugi natychmiast przekłada się na wzrost cen i niepewność na rynkach międzynarodowych. Już sama zapowiedź ponownego otwarcia cieśniny wywołała spadek cen surowców energetycznych. Jeżeli strony rzeczywiście zagwarantują swobodę żeglugi, a sankcje będą stopniowo ograniczane, korzyści odczują przede wszystkim państwa importujące energię – przede wszystkim w Azji, ale też w Europie. Brama została ponownie otwarta – klucz do niej jednak pozostał w tych samych rękach. Iran nadal dysponuje instrumentami, które traktuje jako ubezpieczenie na wypadek kolejnego kryzysu.

Memorandum należy postrzegać zatem nie jako zwieńczenie konfliktu, lecz jako początek nowego etapu. Jego sygnatariusze mogą ogłosić sukces, a jednocześnie niemal każdy ma powody do rozczarowania, choć Teheran akurat zdaje się najmniejsze. Iran nie tylko przetrwał ataki, ale wychodzi z wojny wzmocniony geopolitycznie, uzyskał też perspektywę gospodarczego oddechu. Stany Zjednoczone mogą przedstawić porozumienie jako dowód skuteczności presji militarnej i dyplomatycznej – i wycofać się z kosztownej wojny bez dalszego angażowania swoich sił zbrojnych. Izrael zadał przeciwnikowi poważne straty, lecz nie osiągnął swoich najważniejszych celów politycznych i niewątpliwie pozostaje z poczuciem zawodu.

Przez najbliższe 60 dni negocjatorzy będą musieli zmierzyć się z pytaniami, których na niecałych dwóch stronach dokumentu nie sposób było zawrzeć: to irański program nuklearny, przyszłość regionalnych sojuszników Teheranu i jego wpływów w regionie, harmonogram i warunki odblokowywania zamrożonych aktywów, a w domyśle też pozycja Izraela, który nie czuje się stroną umowy. Razem tworzy to obraz niewyobrażalnej złożoności. Jeśli strony wykorzystają ten czas do wypracowania szczegółowych rozwiązań, memorandum może stać się początkiem nowej równowagi regionalnej. Jeśli nie – okaże się kolejnym rozejmem odraczającym następną odsłonę tego samego konfliktu.

Po ponad stu dniach wojny świat zyskał przede wszystkim czas na refleksję i negocjacje. Oby był on należycie spożytkowany.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, wyłącznie w celu umożliwienia dostępu do witryny i zapewnienia jej podstawowych funkcji. Nie wykorzystujemy Państwa danych w celach marketingowych, nie przekazujemy ich podmiotom trzecim w celach marketingowych i nie wykonujemy profilowania użytkowników. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne.