logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Gowin przed Komisją Śledczą

J. Paweł GIEORGICA | 13 stycznia 2024
Fot. Kancelaria Sejmu / Aleksander Zieliński

Na prezydenckie wybory kopertowe w 2020 roku (które się nie odbyły) z publicznej kasy wydano ponad 76 milionów złotych. Czy wydano je z naruszeniem prawa? Sejm RP zlecił Komisji Śledczej zbadanie, czy organizacja oraz przygotowanie wyborów doprowadziły do niekorzystnego rozporządzenia finansami skarbu państwa. A jeśli tak, to kto powinien za to odpowiedzieć?

Kwota strat przekracza granice wyobraźni przeciętnego obywatela. Ważniejsze od niej (suma ta nie była w gruncie rzeczy istotna dla nawet zadłużającego się budżetu państwa) jest jednak rozliczenie okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości. Notabene, właściwymi podmiotami dla przeprowadzenia śledztwa w takiej sprawie i osądzeniem winnych w normalnym praworządnym państwie wydają się raczej: prokuratura, sądy, organy kontroli państwa. Wcześniej to się nie stało, ponieważ – jak powszechnie wiadomo – państwo PiS w ostatnich ośmiu latach praworządnym już nie było, więc i tę sprawę, jak wiele innych, starano się zatuszować i przemilczeć. Decydował o tym prezes Kaczyński, który sprawował faktycznie pełnię władzy w państwie, nie ponosząc przy tym osobistej odpowiedzialności za skutki swoich decyzji.

Kiedy nadszedł konstytucyjny czas przeprowadzenia wyborów prezydenckich, wciąż w sytuacji krytycznego stanu pandemicznego, doszło do wybuchu kryzysu wewnątrz obozu władzy. Powstał on na tle wyboru najlepszego (mając na uwadze interes głównej partii rządzącej) sposobu przeprowadzenia głosowania. Chodziło o wykorzystanie sytuacji pandemii dla zwiększenia szans i doprowadzenia do zwycięstwa kandydata prawicowego, Andrzeja Dudy. Prezes PiS oraz podporządkowana mu wąska grupa rządowych wykonawców jego decyzji parła do przeprowadzenia wyborów wyłącznie korespondencyjnych, bez oglądania się na negatywne skutki społeczne (szybsze rozprzestrzenianie się wirusa SARS-CoV-2). Komisji Śledczej powołanej przez Sejm nowej kadencji zlecono zatem przeprowadzenie takiego dochodzenia, które doprowadziłoby do odkrycia mechanizmu patologii całego systemu rządzenia w końcowym etapie kształtowania się autorytarnego systemu władzy. Wtedy to właśnie narodziło się państwo, w którym grupa na czele z prezesem PiS opanowała wszystkie nerwy systemu i nie musiała się już liczyć się z nikim, mając poczucie pełnej bezkarności przy łamaniu prawa.

Głównym świadkiem dochodzenia na pierwszych posiedzeniach Komisji miał być wicepremier z czasów, którymi Komisja się zajmuje – Jarosław Gowin. Był on wówczas jedynym przeciwnikiem wyborów kopertowych w obozie Zjednoczonej Prawicy. Trzeba było się z nim liczyć ze względu na kilkunastoosobowe zaplecze jego kanapowej partii –  posłów skłaniających się do przejścia na stronę opozycji w celu utworzenia nowego rządu wraz opozycją parlamentarną (PO). Opór Gowina wobec planów Kaczyńskiego spotkał się z bardzo ostrą reakcją tego ostatniego i w ślad za tym całego obozu władzy. Wicepremier został poddany różnego rodzaju naciskom, groźbom, inwigilacji, szantażowi ze strony wykonawczego aparatu przymusu państwa. W pierwszym efekcie wywierana presja szybko doprowadziła do jego dymisji. Brak jedynego oponenta sprawił, że rządząca grupa sprawnie, acz bezprawnie przejęła kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej, która faktycznie była jedynym prawomocnym organem władzy do przeprowadzenia procesu wyborczego. Gowin został doprowadzony do stanu zagrażającej jego życiu choroby psychicznej i próby samobójczej. Po przeprowadzonych wyborach jeszcze wrócił do rządu, ale szybko pozbawiono go jego zaplecza politycznego i ostatecznie wycofał się z polityki.

Media nadmuchały wielki balon oczekiwań wobec zeznań Gowina. Okazał się on bardziej mokrym ze strachu kapiszonem niż kluczowym świadkiem koronnym na procesie Kaczyńskiego i jego grupy – może się ostatecznie okazać, że przestępczej. Powiedzieć, że zeznając przed Komisją Gowin nic nowego nie powiedział, to nic nie powiedzieć. Parafrazując wypowiedź Jerzego Urbana (który po złożeniu zeznań na posiedzeniu komisji śledczej ds. afery Rywina stwierdził, że powiedział więcej, niż wiedział), można sądzić, że Gowin powiedział dużo mniej niż wiedział, niż mógł i chciał powiedzieć.

Przyjęta przez przewodniczącego Komisji Dariusza Jońskiego strategia prowadząca do przygotowania przedpola dla zadawania trudnych pytań kierowanych już wprost do najważniejszych bardziej prominentnych świadków, w tym: prezesa PiS, premiera Morawieckiego i innych ministrów jego rządu, w zasadzie nie powiodła się. Wydaje się, że niemała w tym zasługa także ekipy posłów nowej opozycji – członków komisji.

Ilustrujące powyższy tekst zdjęcie Jarosława Gowina w Sejmie zostało wykonane 30 kwietnia 2020 roku, dokładnie w czasie wydarzeń z udziałem tego polityka będących teraz przedmiotem dociekań Komisji Śledczej.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności