logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Dyplomacja w ruinie

Zdzisław A. RACZYŃSKI | 10 grudnia 2023
Fot. Janusz OMIETAŃSKI

Jeszcze przyjdzie nam odkryć i uzmysłowić pełną skalę zniszczeń, jakie w polskiej polityce wyrządziły ośmioletnie rządy Prawa i Sprawiedliwości! Zdewastowano nie tylko instytucje państwa oraz regulacje i zasady, którymi powinny się one kierować w swojej działalności. Deformacji i znieprawieniu uległo myślenie o państwie, prawie i moralności. Spustoszenie w polityce jest bodajże najbardziej zauważalne w obszarze stosunków zagranicznych, ponieważ rozbudowane relacje z innymi podmiotami ładu międzynarodowego jaskrawo wyświetlają wszystkie nasze fobie, błędy, fanaberie i zwyczajny brak kompetencji. Jednocześnie naprawa polskiej polityki zagranicznej wydaje się stosunkowo najłatwiejszym spośród wyzwań, wobec których staje nowy rząd.

Dla PiS, będącego partią antyliberalnej kontrreformacji ustrojowej, polityka zagraniczna pozostawała drugorzędnym obszarem zainteresowania, mniej ważnym w porównaniu z działaniami nakierowanymi na zmianę paradygmatu rozwoju wewnętrznego Polski. Jeśli jednak podjąć próbę sformułowania doktryny polityki zagranicznej PiS, to jej fundamenty tworzyłyby: dominacja klasycznego realizmu (albo egoizmu narodowego) w myśleniu o stosunkach międzynarodowych, prymat bezpieczeństwa militarnego, suwerenizm oraz bardzo głęboki eurosceptycyzm. PiS postrzega przyszłość Polski jako nieufnej wobec Unii Europejskiej i separującej się od niej siły regionalnej, będącej faktycznie ekspozycją interesów USA w Europie. To – w wyobrażeniach autorów tej koncepcji – miało zapewnić naszemu krajowi bezpieczeństwo militarne i samodzielną, szczególną pozycję. Potwierdzeniem drugorzędnego dla PiS znaczenia polityki zagranicznej był dobór szefów naszej dyplomacji. Pełnokrwistych, wyrazistych polityków, jak Bronisław Geremek, Włodzimierz Cimoszewicz, Radosław Sikorski, zastępowali kolejno: nieznana wcześniej nikomu Anna Fotyga, ekstrawagancki Witold Waszczykowski, „eksperyment” Jacek Czaputowicz i wreszcie bezbarwny, pogubiony Zbigniew Rau.

Do 2015 r. politykę zagraniczną Polski cechowała stosunkowo wysoka stabilność i przewidywalność, wynikająca z niezmienności głównych zasad i priorytetów, niezależnie od składu partyjnego rządzących koalicji. Bezpieczeństwo Polski zasadzało się na lojalnym i aktywnym – na miarę potencjału – członkostwie w NATO, z próbą zbudowania specjalnych relacji z USA. A także na utrzymywaniu dobrych lub przynajmniej normalnych stosunków z państwami powstałymi na terytorium byłego ZSRR, uznawanymi (chociaż nieoficjalnie) za obszar potencjalnego zagrożenia. Rządzące Polską elity wiązały rozwój i przyszłość kraju z coraz ściślejszym i szerszym uczestnictwem w polityce Unii Europejskiej, której pogłębiająca się integracja wewnętrzna (z perspektywą wyewoluowania w jakąś formę konfederacji) była rozumiana także jako optymalny sposób uniknięcia zdominowania przez niemiecką potęgę. Oczywistym i nieodzownym warunkiem pełnego udziału w integracji europejskiej było przestrzeganie wartości konstruujących UE, gdyż może ona mieć przyszłość tylko jako wspólnota wolnych, liberalnych, demokratycznych społeczeństw.

Sukces transformacji ustrojowej i stosunkowo dynamiczny rozwój gospodarczy, a także przywiązanie do wartości demokracji – deklarowane i praktykowane, w połączeniu z wielkością demograficzną, terytorialną i strategicznym położeniem kraju na wschodnich obrzeżach Unii, a w centrum kontynentu, zapewniały Polsce nieformalną rolę „lidera i wzorca przemian w regionie”. Oraz partnera czołowych państw UE w podejmowaniu ważnych tematów polityki europejskiej. Polska awansowała coraz wyżej w najróżniejszych rankingach, stawała się realnym udziałowcem w G6 UE, inicjatorem i promotorem wymiaru wschodniego polityki zewnętrznej UE, członkiem Trójkąta Weimarskiego. Opierając się na własnym doświadczeniu dyplomatycznym, mogę zaświadczyć, że rola i znaczenie Polski w stosunkach międzynarodowych i jej postrzeganie przez partnerów przewyższały nawet realne możliwości naszego kraju. By użyć słów jednego z polityków: „boksowaliśmy w wyższej kategorii wagowej niż nasza prawdziwa waga”.

Obejmując w 2015 r. rządy w Polsce, Prawo i Sprawiedliwość zakwestionowało dotychczasowe aksjomaty.

1. Odrzucono dogmat demokracji liberalnej jako zasady ustrojowej współczesnego państwa demokratycznego i podstawy wolności jednostki, przeciwstawiając jej „demokrację suwerenną”, „tradycyjne wartości chrześcijańskie i rodzinne”, „solidaryzm społeczny” i „wolę suwerena”. Więcej, faktycznie zakwestionowano trójpodział władzy, niezależność mediów i pluralizm kulturowy. Niezależnie od tego, czy źródeł tego kierunku myślenia doszukamy się w pracach Schmitta czy Ehrlicha, odnotujmy, że cytowane wyżej terminy zostały zapożyczone od ideologów kremlowskich, podobnie jak hasła o „wstawaniu z kolan” czy „odzyskiwaniu suwerenności”.

2. Przyjęte przez PiS rozwiązania ustrojowe, których celem – jak się wydaje – było przyspieszenie przeobrażeń wewnętrznych w Polsce (przy jednoczesnym uwolnieniu się z krępującego gorsetu modelu demokracji europejskiej), wchodziły w nieprzezwyciężalną sprzeczność z zasadami wyznawanymi przez kraje UE. Koncentracja uprawnień władczych państwa w sferze wykonawczej, legislacyjnej, a nawet sądowniczej, w rękach egzekutywy partii rządzącej jest konstruktem, nawiązującym do znanego w Polsce modelu „demokracji socjalistycznej”, którego nie da się pogodzić z funkcjonowaniem współczesnych państw Unii Europejskiej. Między organami UE a władzami w Warszawie powstał poważny kryzys, skutkujący głęboką obopólną nieufnością i faktycznie stopniową marginalizacją Polski.

Przedstawicieli Polski nie zapraszano już na nieoficjalne, ale bardzo istotne dla przygotowania decyzji unijnych spotkania G5 (po opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię). Nastąpił uwiąd Trójkąta Weimarskiego. W związku z narastającym napięciem na linii Moskwa–Kijów i późniejszą agresją Rosji przeciwko Ukrainie, a także w następstwie wojny między Armenią i Azerbejdżanem oraz pełnym zwasalizowaniem Białorusi Partnerstwo Wschodnie straciło impet i znaczenie.

3. Kwestionując podstawy aksjologiczne Unii Europejskiej, PiS wyraziło wotum nieufności wobec przyszłości projektu unijnego. „Perspektywa rozpadu Unii lub przynajmniej wyjścia z niej niektórych państw stała się realna” – stwierdził prof. Zdzisław Krasnodębski, jeden z czołowych ideologów PiS, podczas konwencji programowej partii w 2015 r. W obliczu niepewności (według strategów partii) co do przyszłości Unii, ogłoszono „koniec polityki płynięcia z głównym nurtem”, co oznaczało przejście do aktywnego przeciwdziałania próbom pogłębienia integracji UE.

Mentalnemu polexitowi towarzyszyły próby wskrzeszania resentymentów antyniemieckich. W ocenie PiS „rozbudowa i wzmacnianie instytucji unijnych nie udaremniło i nie osłabiło dominacji Niemiec, nie zakończyło też «koncertu mocarstw» europejskich”.

Odnotujmy dla porządku, że osłabienie UE stanowi tradycyjny cel polityki Federacji Rosyjskiej, a jej instrumentami są – podważanie spójności Unii, nieumiarkowana populistyczna krytyka decyzji jej organów oraz sianie nieufności i napięć między państwami członkowskimi.

4. Nasz kraj – wypadając z mainstreamu polityki UE i skazując się na polityczną peryferyzację – tracił autorytet międzynarodowy i realne znaczenie, wszak państwa średniej wielkości (jak Polska) budują swoją pozycję przede wszystkim poprzez wielkość regionalną. Propaganda PiS starała się tłumaczyć, że pozycja Polski wzrosła, a to dzięki takim działaniom i inicjatywom międzynarodowym jak idea Międzymorza, Grupy Wyszehradzkiej czy Trójkąta Lubelskiego (Polska–Ukraina–Litwa). Zwolenników takich twierdzeń może usprawiedliwić tylko ich ignorancja. Wszystkie te formaty aktywności międzynarodowej zostały już wymyślone i przetestowane za czasów kadencji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Niektóre z nich przetrwały, inne – jak idea Międzymorza, znana wcześniej jako format Inicjatywy Ryskiej – zostały odrzucone jako błędne w teorii i nieproduktywne (a nawet szkodliwe) w praktyce.

5. Wojna rosyjsko-ukraińska nie tylko uratowała Polskę w sensie politycznym przed marginalizacją, lecz uczyniła z naszego kraju niezbędne ogniwo międzynarodowego przeciwstawienia się rosyjskiej agresji. Polska przyjęła dużą grupę uchodźców z Ukrainy, udzieliła Ukrainie znaczącego wsparcia wojskowo-technicznego, stała się hubem pomocy międzynarodowej i bezpiecznym zapleczem dla walczącego sąsiada. Bez Polski Ukraina nie mogłaby się bronić tak długo i tak skutecznie. Rząd PiS, mimo przejawiających się antyukraińskich fobii, zachował się właściwie, ale też – przyznajmy – każdy inny rząd Polski postąpiłby podobnie.

Wojna potwierdziła niezastąpioną rolę USA jako jedynej siły militarnej, zdolnej do powstrzymania Rosji, i słabość wojskową Unii Europejskiej. A także nieprzygotowanie nawet największych krajów UE do konfrontacji zbrojnej z takimi państwami jak Rosja.

Odpowiedzią rządu Polski na zmienioną sytuację w centrum Europy stała się przyspieszona militaryzacja kraju. Proklamowany cel zbudowania najsilniejszych lądowych sił zbrojnych w Europie może być wprawdzie osiągnięty (chociaż kosztem perspektyw rozwojowych kraju), lecz nie gwarantuje jeszcze ani pełnego bezpieczeństwa, ani optymalnych dla Polski przyszłych rozwiązań politycznych.

Nawiasem mówiąc – wszystkie zarzuty o zaniedbania wojskowe poprzednich rządów należy odrzucić jako ewidentnie populistyczne. Sytuacja wojskowo-polityczna w Europie przed dziesięcioma laty była diametralnie inna i demilitaryzacja była polityką wspólną dla większości państw NATO. Podobnie jak wspólną polityką NATO i UE była próba ułożenia dobrych relacji z Rosją – „polityka resetu” USA i „czterech przestrzeni” UE.

Agresja Rosji przeciwko Ukrainie pokazała jednocześnie jak płonne i bez znaczenia są schematy tworzone przez neofitów dyplomacji. Węgry – wzorzec i przedmiot zazdrości ideologów PiS – zajęły bardzo egoistyczne, narodowe, a w rzeczywistości prawie prorosyjskie, stanowisko wobec wojny. Efemeryda Międzymorza w żaden sposób nie może być użyta jako skuteczne narzędzie we wsparciu Ukrainy. Chociażby dlatego, że tworzą je państwa niezbyt bogate i nieszczególnie silne militarnie. Okazało się, że żaden format nie ma tej wagi politycznej, co trójkąt Paryż–Berlin–Warszawa. A krytykowane za prorosyjskość i „za wszystko” Niemcy są drugim po USA dostawcą pomocy militarnej dla Ukrainy (7,5 mld euro do końca czerwca 2023 r., dla porównania: polska pomoc militarna Ukrainie to 3 mld euro).

6. Zaangażowanie naszego kraju w wojnę obronną Ukrainy zwiększyło rolę międzynarodową Polski. Trzeba wszakże chłodno skonstatować, że wzrost znaczenia jest związany z sytuacją wojny. Rozdźwięk między Warszawą a Kijowem na tle eksportu ukraińskiego zboża, który wylał się w postaci nietaktownej wymiany „uprzejmości” na forum ONZ, pokazuje, że PiS posiadło unikatową zdolność psucia spraw, których teoretycznie nie sposób zepsuć.

Z ośmiu lat rządów Prawa i Sprawiedliwości Polska wychodzi skłócona właściwie ze wszystkimi sąsiadami. Z napiętymi relacjami z Brukselą, z cieniem nieufności w kontaktach z NATO (po nagłej dymisji dwóch najwyższych dowódców Wojska Polskiego), z mocno ograniczoną zdolnością do wpływania na politykę UE oraz z obniżoną generalnie rangą międzynarodową.

Odbudowanie międzynarodowej pozycji Polski wymaga czasu, cierpliwości oraz działań jednocześnie roztropnych i zdecydowanych, a niekiedy radykalnych.

Jednym z najważniejszych czynników spajających partie anty-PiS w koalicję demokratyczną jest ich proeuropejskość. Nawet konserwatywne PSL ukryło własnych eurosceptycznych polityków gdzieś w trzecim szeregu. Przywrócenie w kraju niezależności sądownictwa i zasad praworządności pozwoli nie tylko na uzyskanie środków z KPO. Będzie też pierwszym krokiem odbudowania roli Polski jako fundamentalnie ważnej opoki demokracji liberalnej w centralnej Europie, znów stanowiącej punkt odniesienia dla mniejszych państw regionu.

Nowy szef polskiej dyplomacji (powinien nim być polityk z charyzmą i rozpoznawalny na scenie międzynarodowej) w swoim pierwszym europejskim tournée po najważniejszych (a także po sąsiednich) stolicach europejskich ma za zadanie przekonać unijnych partnerów, że hasło „Polska wraca do Europy!” jest nie tylko ładnym tytułem czołowych gazet świata, lecz realnym programem działania.

Niedobrze by się stało, jeśliby obsadzenie funkcji ministra spraw zagranicznych odpowiadało tylko potrzebie zachowania proporcji podziału stanowisk między partiami koalicji. Nowy gospodarz gmachu w alei Szucha musi mieć zarówno silną osobowość, jak i zdolności administracyjne (czym nie mógł się pochwalić żaden z ostatnich ministrów). Po to, aby przeprowadzić zdecydowaną, szybką sanację strukturalną i kadrową polskiej dyplomacji. Szef dyplomacji będzie działał nie tylko pod presją toczących się wojen i kryzysów międzynarodowych. Będą na niego naciskali koalicjanci (w zabiegach o wykrojenie kawałka dyplomatycznego tortu dla siebie) oraz szefowie innych resortów. Na dodatek będzie miał faktycznie przeciwko sobie administrację prezydenta, któremu nazywanie Unii Europejskiej „wyimaginowaną wspólnotą” nie przeszkodziło zawarować sobie w specjalnej ustawie wpływu na obsadzanie w niej reprezentacji Polski.

Osiem lat mizerii dyplomatycznej czasów PiS dowiodło, jak szkodliwe było rozparcelowanie polskiej polityki zagranicznej między trzy ośrodki: kancelarię premiera (sprawy europejskie), prezydenta (bezpieczeństwo i relacje z USA) oraz MSZ (reszta). Resort spraw zagranicznych i europejskich powinien realnie odzyskać rolę, jaką przypisywała mu obowiązująca wcześniej ustawa o działach administracji – planować, koordynować relacje Polski ze światem zewnętrznym i nimi zarządzać.

Nieodzowne jest dokonanie dogłębnego przeglądu kadrowego i usunięcie z dyplomacji polityków PiS oraz ich bezkrytycznych apologetów spośród urzędników. Smutna prawda o polskiej dyplomacji jest bowiem taka, że w ciągu ośmiu lat została ona głęboko zdemoralizowana, nasycona partyjnymi nominatami. A zawodowi dyplomaci, jako kłujący w oczy eksperci, byli rugowani w kolejnych falach czystek. Koniecznie musi również zostać ograniczona rola służb specjalnych, które właściwie przejęły Ministerstwo Spraw Zagranicznych ze szkodą dla fachowości tej instytucji i panującej w niej atmosfery.

Artykuł ukazał się w numerze 6/2023 „Res Humana”, listopad-grudzień 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności