logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Perspektywy nowej europejskiej polityki wschodniej

Aleksander KWAŚNIEWSKI | 1 marca 2023
Fot. archiwum "Res Humana"

Rozdział pióra byłego prezydenta RP z książki The Disruption of Eastern Policy. Looking East from Warsaw and Berlin1 (tytuł polski: Wstrząs w polityce wschodniej. Spojrzenie na Wschód z Warszawy i Berlina), wydanej przez warszawskie biuro Fundacji im. Friedricha Eberta. Nie była to zwykła monografia autorstwa polskich i niemieckich ekspertów od spraw międzynarodowych, lecz ważny element dokonującego się w SPD zwrotu, „przełomu czasów”, „przewrotu kopernikańskiego”, ogłoszonego w Bundestagu przez kanclerza Olafa Scholza. Analizy polskich doświadczeń, opinie polskich polityków i doradców miały zostać uwzględnione w nowym myśleniu liderów niemieckiej – rządzącej! – centrolewicy. Dość powiedzieć, że na prezentację książki do Warszawy przybył współprzewodniczący SPD Lars Klingbeil, a w towarzyszących temu wydarzeniu dyskusjach (poufnych oraz otwartej) brali udział także byli premierzy Szwecji i przewodniczący Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Magdalena Andersson i Stefan Löfven (obecny szef Partii Europejskich Socjalistów), a także przedstawiciele lewicowych partii z Europy Środkowej.

 

Tłumaczenie z języka angielskiego

Dwudziesty czwarty lutego 2022 roku z całą pewnością oznacza punkt zwrotny we współczesnej historii stosunków europejskich, a nawet światowych.

Przed rosyjską napaścią na Ukrainę Europejczycy żyli nadzieją, że ich wielki sąsiad na wschodzie może być partnerem zaufanym i niezawodnym. Nikt rzecz jasna nie zapomniał o tym, że Moskwa dokonała aneksji Krymu, wywołała wojnę w Donbasie, ingerowała w wybory i referenda w innych krajach, a syryjskie miasta zamieniła w zgliszcza. Przez osiem lat dialog polityczny znajdował się w stanie zamrożenia. Jednocześnie Europejczycy handlowali z rosyjskimi firmami państwowymi, robili interesy z oligarchami i poszukiwali możliwości współpracy z Kremlem, aby rozwiązać problemy w innych częściach świata. Nie było akceptacji dla zmian politycznej mapy siłą, ale można było wyczuć trochę naiwną wiarę, że w bliżej nieokreślonym czasie korekty dokonane na niej przez Rosję przestaną być przeszkodą dla bieżących przedsięwzięć.

Istniało też przekonanie, że wszyscy należymy do jednej kultury. Na Rosję spoglądano jako na kraj Dostojewskiego, Tołstoja, Czajkowskiego, Kandinsky’ego, Strawińskiego, Prokofiewa, Szostakowicza, Siergieja Korolowa i wielu innych, którzy wnieśli ogromny wkład w dziedzictwo ludzkości. Musiały dopiero pojawić się przerażające obrazy z Buczy, Irpinia i Mariupola, aby opinia publiczna na Zachodzie – zszokowana nieludzką brutalnością i skalą pogwałceń międzynarodowego prawa konfliktów zbrojnych – uznała, że w zachowaniu rosyjskich żołnierzy dostrzec można ślad zupełnie innego dziedzictwa, przywodzącego na myśl монголо-татарское иго (jarzmo mongolsko-tatarskie, okres dwustu lat w XIII i XIV wieku, gdy księstwa ruskie istniały jako państwa zależne, lennicy Złotej Ordy). Zbrodni wojennych dokonywano w ramach nikczemnej taktyki, najpewniej na rozkaz dowódców i przełożonych, jednak zgoda na uczestnictwo w tym teatrze okrucieństwa wymagała odrzucenia podstawowych zasad moralnych.

Wielu liderów świata zachodniego pamiętało próby zaprowadzenia demokracji w Rosji. Po zakończeniu zimnej wojny Zachód wyciągnął dłoń do Kremla w szczerym geście partnerstwa. Wiele udało się osiągnąć w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, w okresie wielkiego paneuropejskiego optymizmu. Tłumy demonstrantów doprowadziły do upadku muru berlińskiego. Środkowi Europejczycy wynegocjowali wycofanie się wojsk radzieckich z ich terytoriów oraz prawo do dokonywania własnych wyborów politycznych i w dziedzinie bezpieczeństwa. NATO i UE otworzyły się na nowe państwa członkowskie. Byłe republiki radzieckie odzyskały (lub wybiły się na) niepodległość. Rozpadł się dwubiegunowy świat.

Czy Zachód przeoczył zmianę w polityce Moskwy? Z dzisiejszej perspektywy rzeczywiście można odnieść wrażenie, że niektórzy potrzebowali zbyt wiele czasu, aby dostrzec, że Władimir Putin to nie Borys Jelcyn. Jako wspólnota nie potrafiliśmy przyznać, że nowy prezydent i nowe elity skłaniają się ku imperializmowi i – bardziej ogólnie – nie potrafiliśmy zrozumieć rosyjskich tęsknot za utraconą świetnością (które najwyraźniej wyparły pragnienie bogactwa, społeczeństwa otwartego i sprawnego państwa). Ignorowano coraz więcej dowodów – dwie wojny w Czeczenii, wojnę w Gruzji, liczne zamrożone konflikty na obszarach poradzieckich. Agresywne deklaracje traktowano jako przesadne (np. podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku). Niepokój, wyrażany przez sąsiadów Rosji, nie budził większego zainteresowania. Ostrzeżenia o nieuchronnych nadużyciach projektów Nord Stream, które miały upolitycznić rynek gazu i wzmocnić zdolność Rosji do wywierania nacisku na Europę Środkową i Zachodnią, są dobitnym przykładem tej błędnej oceny sytuacji.

Zachód od dawna zdawał sobie sprawę, że o sile gospodarczej Rosji stanowi w przeważającej mierze wydobycie i eksport surowców, ropy naftowej i gazu ziemnego, a nawet węgla. Od tej strony Rosja nie wydawała się groźna. Stany Zjednoczone przeniosły środek ciężkości uprawianej przez siebie polityki na Pacyfik, dostrzegając w Chinach rosnącą potęgę zdolną zakwestionować zastany porządek. Europa korzystała z dywidendy pokoju nawet wtedy, gdy Moskwa zaczęła informować o swoich rzekomych sukcesach na polu nowoczesnych zbrojeń. Nie można odmówić sensu koncepcji, w ramach której tanią energię wykorzystuje się do wzmocnienia gospodarki, ale jeśli już podążamy tą drogą, nie wolno przekroczyć punktu, w którym uzależnienie od dostaw jest większe niż przychód utracony przez partnera handlowego w chwili, gdy postanowi od takiej polityki odejść. Koncepcja Wandel durch Handel (zmiana przez wymianę handlową) okazała się ostatecznie zupełnie fałszywa, a odtrąbiony przez jej autorów sukces był zaledwie podstępem jednej strony, a naiwnością drugiej.

Dotychczasowa dynamika stosunków uległa wyczerpaniu. Trudno będzie w najbliższych dziesięcioleciach wyobrazić sobie zupełnie inną Rosję – odpowiadającą zachodniej wizji stosunków politycznych i gospodarczych na starym kontynencie oraz na całym świecie. NATO i Unia Europejska będą musiały więc wypracować nowe strategie, aby w optymalny sposób chronić interesy bezpieczeństwa państw członkowskich.

Konsekwencje wojny

Rosyjska napaść na Ukrainę trwa i nikt nie wie, jakie będzie rozstrzygnięcie tego konfliktu. Możemy jednak wyciągnąć pewne wnioski w oparciu o wydarzenia z ostatnich dziewięciu miesięcy.

Po pierwsze, Moskwa nie zdołała osiągnąć celów potwierdzających jej pozycję w regionie i na świecie. Rosja nie tylko nie była w stanie podporządkować sobie Ukrainy, ale wyraźnie podkopała własne przywództwo w przestrzeni poradzieckiej. Zamiast stać się wiodącym graczem światowym, czego niewątpliwie pragnął Władimir Putin, Rosja została zdegradowana do drugo- lub nawet trzeciorzędnej roli. Wojna przyspieszyła proces podziału świata, w politycznym sensie, na dwie części, potwierdzając zarazem pozycję Chin jako centrum świata antyzachodniego.

Pojawiły się nawet dyskusje na temat potrzeby pozbawienia stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, jeśli kraj członkowski dokonuje napaści na inne państwo. Nawet jeśli system sankcji okaże się niespójny i dziurawy, to wypracowanie go przez prezydenta Bidena w koordynacji z Unią Europejską i innymi państwami demokratycznymi na świecie okazało się udanym testem na to, jak społeczność międzynarodowa może skutecznie obejść taki jednostkowy problem. Warto odnotować, że Rosja nie mogła liczyć na żadne wsparcie w Organizacji Narodów Zjednoczonych, nie tylko dla samej operacji wojskowej, ale i związanych z nią działań, np. celowego ostrzału ukraińskiej sieci energetycznej u progu sezonu zimowego, wcześniejszej blokady eksportu zbóż, nielegalnych „referendów” w czterech ukraińskich obwodach oraz ukrytych – takich jak rozkaz prezydencki stawiający rosyjskie siły odstraszania nuklearnego w stan podwyższonej gotowości – i jawnych gróźb użycia taktycznej broni nuklearnej.

Szereg instytucji, m.in. Parlament Europejski i Zgromadzenie Parlamentarne NATO, wprost naznaczyły Rosję jako „państwo sponsorujące terroryzm” lub „państwo terrorystyczne”. Trudno wyobrazić sobie bardziej widowiskową utratę prestiżu przez wpływowy niegdyś kraj.

Po drugie, konsekwencje gospodarcze dla Rosji są i będą opłakane. Utraciła kraje Unii Europejskiej jako głównych nabywców ropy i gazu. Europa zdołała zabezpieczyć własne interesy w kryzysowej sytuacji i nieuchronnie przejdzie transformację ku zielonej energii z jeszcze większą determinacją i ostatecznym powodzeniem. Wiarygodność Gazpromu i rosyjskich spółek naftowych jest równa zeru. Jako dostawcom nierzetelnym, handlującym uwikłaną politycznie energią, będzie im niezmiernie trudno wybielić swój wizerunek. Rosji nie będzie łatwo zastąpić to źródło przychodu, kluczowe dla jej budżetu, eksportem do nabywców w Azji i w innych regionach, którzy nie są gotowi do tego, by zapłacić porównywalną cenę.

Jeśli sankcje utrzymają się na dłużej, rosyjska gospodarka utraci technologie oraz kapitał i na wiele lat pozostanie w XX wieku. Zwrot ku Chinom, co będzie jedynym wyjściem z tej sytuacji, jeszcze bardziej uzależni Rosję od rosnącego w siłę supermocarstwa.

Nie wspominając o tym, że koszty prowadzenia przeciągającej się wojny są niezwykle wysokie.

Po trzecie, rosyjska armia okazała się niewłaściwie wyszkolona, wyposażona i dowodzona. W chwili wybuchu wojny przywódcy polityczni i opinia publiczna na Zachodzie spodziewali się demonstracji siły, która zagrozić mogła również ich krajom. W konsekwencji kraje te pokazały gotowość zasadniczego zwielokrotnienia wydatków na obronę. Dziewięć miesięcy później jest jasne, że rosyjskim siłom zbrojnym daleko do współczesnych standardów prowadzenia wojny. Władimir Putin wytrącił z rąk swoich i swoich następców atut, który – nawet jeśli był tylko pozorny – traktowano śmiertelnie poważnie.

Wojna nie tylko zszargała renomę rosyjskiej armii, ale również wyczerpała jej możliwości materialne. Szacuje się, że wskutek sankcji odbudowa jej potencjału zajmie dziesięciolecia, a może nawet dłużej. Zachodnie środki zainwestowane w Ukrainę do czasu rozejmu, na który Kijów będzie gotów się zgodzić, odpowiadają oszczędnościom średnioterminowym w wydatkach na obronność. Istotne znaczenie ma oczywiście pytanie, czy wydatki na ten cel będą się równać dwu lub trzem procentom PKB (nieodpowiedzialnością byłoby utrzymywać je poniżej tego progu), czy będą musiały przekroczyć pięć procent.

Rosji nigdy nie wolno jednak lekceważyć. W historii najnowszej zdołała dwukrotnie podnieść się po porażkach militarnych, po raz pierwszy podczas wojny rosyjsko-japońskiej w 1904–1905 roku, a następnie po wojnie zimowej z Finlandią w 1939 roku. Zachód nie może popadać w zbytnią pewność siebie i z wygodnych pozycji hołdować przekonaniu o rosyjskiej słabości. Tak dziś wygląda sytuacja i najprawdopodobniej tak będzie wyglądać, gdy ustaną walki, musimy jednak podjąć działania, aby podtrzymać tę korzystną dychotomię. Warto dodać, że choć armia rosyjska być może nie jest tak silna, jak się spodziewano, ale nie jest jednak tak słaba, jak może nam się teraz wydawać. Wysiłki państw takich jak Polska, aby wzmocnić swój potencjał wojskowy, są zatem więcej niż uprawnione.

Trudno dziś przewidzieć, jaki wpływ będzie mieć wojna na sytuację wewnętrzną w Rosji. Setki tysięcy młodych, wysoko wykwalifikowanych Rosjan uciekły z kraju przed mobilizacją, ale zanim to nastąpiło, nie dało się zauważyć w rosyjskim społeczeństwie zbiorowego sprzeciwu wobec interwencji wojskowej. Logicznym następstwem mogą być pewne przetasowania polityczne na Kremlu, czy to wyłącznie oficjalne, czy też w sensie realnego oddziaływania na władzę, ponieważ interesy wielu wpływowych postaci ze świata polityki i biznesu znalazły się w niebezpieczeństwie. Ponieważ jednak scenariusz taki jest niepewny, a może nawet nieprawdopodobny, nie należy go przyjmować za fundament przyszłej polityki wobec Rosji.

W przeciwieństwie do Rosji, Ukraina zyskała szacunek, zaufanie i uznanie dla własnych interesów i aspiracji. Nieustępliwość prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, odwaga ukraińskich żołnierzy oraz wytrwałość ludności cywilnej, znoszącej trudy (a bywa, że i niewyobrażalne okropności wojny) we wspólnym wysiłku na rzecz obrony niepodległości kraju i demokracji, otworzyły nowe drogi do zapewnienia Ukrainie stabilnej przyszłości w ramach społeczności Zachodu. Dostawy nowoczesnego uzbrojenia, wsparcie w postaci danych wywiadowczych i przeszkolenia dla żołnierzy, a także pomoc humanitarną oraz ciepłe przyjęcie uchodźców należy postrzegać nie tylko jako dobre uczynki, ale również fundament bliskich stosunków po wojnie. To zaangażowanie ma wyraźny wymiar europejski i euroatlantycki, mimo że istotne decyzje podejmowano również w ramach G7 i formatu Ramstein.

Nowa architektura europejska

Porządek, który najprawdopodobniej wyłoni się po zakończeniu wojny w Ukrainie, cechować będą rywalizacja i rezerwa, nie zaś empatia i chęć porozumienia.

Rosja pozostanie winna wielokrotnego pogwałcenia prawa międzynarodowego, zbrodni wojennych oraz napaści zbrojnej i imperializmu. W koncepcji strategicznej z 2022 roku NATO opisuje ten kraj jako „najważniejsze i najbardziej bezpośrednie zagrożenie” dla pokoju i stabilności w obszarze euroatlantyckim. Unia Europejska i jej państwa członkowskie są dokładnie tego samego zdania. Sytuacja ta może ulec zmianie, jeśli w Rosji z całą mocą dojdzie do głosu demokratyczna i wolna od uprzedzeń opinia publiczna. Należy zatem założyć, że stosunki między Zachodem a Rosją utrzymywać się będą na niskim poziomie. Dominować będą raczej nieufność oraz polityka wzmacniania odporności własnej i powstrzymywania ekspansji przeciwnika.

Sankcje przeciwko Rosji należy utrzymywać dopóty, dopóki ta nie zakończy interwencji wojskowej w Ukrainie, nie wycofa sił zbrojnych i nie pogodzi się z przywróceniem granic państwowych z 1991 roku (po rozpadzie ZSRR), a także dopóki w pełni ich nie uszanuje. Dotyczy to zwłaszcza granic zatwierdzonych przez memorandum budapeszteńskie w 1994 roku, tym samym oznacza to uznanie Krymu za terytorium Ukrainy. Pełna (a nawet stopniowa) normalizacja stosunków powinna również zależeć od zgody Rosji na wydanie osób oskarżonych o popełnienie zbrodni wojennych w Ukrainie, zgody na reparacje za zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej, a także od decyzji o zaniechaniu prób bezpośredniej lub pośredniej ingerencji w procesy i procedury demokratyczne w innych państwach. Zachód mógłby również zażądać wspólnie wypracowanego zestawu działań na rzecz zaufania i bezpieczeństwa, które dałyby wgląd w potencjał militarny Rosji oraz jej intencje.

To byłaby znakomita okazja, aby na zawsze zapobiec zagrożeniu ze strony Rosji dla europejskiego pokoju i stabilizacji. Mogłoby to również położyć kres starym obawom Zachodu o bezpieczeństwo. W zaistniałych okolicznościach jest kluczowe, aby utrzymać szczegółowe restrykcje ograniczające dostęp rosyjskich spółek z branży zbrojeniowej, wydobywczej i innych sektorów wrażliwych do zachodniego kapitału i technologii, w tym technologii podwójnego zastosowania.

Mimo wszystko, państwa członkowskie UE i NATO będą musiały podnieść swoje zdolności obronne do poziomu wystarczającego do tego, by stworzyć przeciwwagę dla rosyjskiego potencjału militarnego – bez względu na to, jak jest obecnie i jak pozostanie przestarzały. Pokłosiem tej wojny będą wprawdzie zwiększone wydatki na obronność, jednak w następnych latach korzyści z nich z nawiązką wynagrodzą poniesione koszty.

Kraje zachodnie będą musiały przygotować się na to, aby pokryć wydatki na odbudowę Ukrainy tuż po zakończeniu działań zbrojnych. Szacuje się, że potrzeby Ukrainy przekroczyły 350 miliardów euro w czerwcu i 600 miliardów euro w listopadzie 2022 roku – a zniszczeń wojennych przybywa. Mimo że proces odbudowy z pewnością można osiągnąć dzięki wspólnym wysiłkom partnerów na całym świecie, przedsięwzięcie to będzie miało w oczywisty sposób wymiar europejski. Co więcej, w nieunikniony sposób pojawi się oczekiwanie, aby Niemcy, wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi, odegrały w tym procesie wiodącą rolę. Jedną w możliwości byłoby powołanie specjalnego funduszu unijnego wzorowanego na instrumencie #NextGenerationEU. Działania takie muszą również uwzględniać wiedzę ekspercką w zakresie kwestii, jak odbudować ukraińską gospodarkę, promując zarazem innowacje i dochowując najnowocześniejszych standardów.

Proces zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską, zainicjowany w czasie, gdy walki osiągnęły kulminację, należy bezwzględnie kontynuować i najszybciej, jak tylko to możliwe, zwieńczyć przyjęciem Ukrainy do UE. Musi się to jednak odbyć bez uszczerbku dla spójności Wspólnoty i jej zdolności działania. W razie zamrożonego konfliktu (w przypadku braku szybkiego końca) można zastosować model cypryjski.

Pomocy Ukrainie w umacnianiu demokracji, praworządności i gospodarki rynkowej, która pozwoli jej funkcjonować w systemie europejskim, musi równolegle towarzyszyć istotna zmiana wewnętrzna samej Unii. Ukraina przeciera szlak innym krajom zainteresowanym członkostwem w UE – państwom na Bałkanach Zachodnich, Mołdawii i Gruzji – których nie wolno pozostawić samym sobie. Organizacja zrzeszająca ponad 30 państw członkowskich musi mieć nowy modus operandi i postarać się o jeszcze bardziej zintegrowaną strukturę. Szkicując specjalny program pomocy nowym kandydatom, należy uwzględnić doświadczenia Partnerstwa Wschodniego.

Zmiany te są odpowiedzią na zagrożenie dla bezpieczeństwa, dlatego zdolność UE do działania w tym obszarze powinna stać się jedną z jej nowych cech charakterystycznych. W obliczu trwającego kryzysu, NATO okazało się partnerem wiarygodnym w dużej mierze dzięki zaangażowaniu prezydenta Joe Bidena. Europa jednak nie może dłużej stosować strategii uników – musi być gotowa do reakcji na możliwe zagrożenia. Te dwie organizacje muszą się oczywiście uzupełniać, nie zaś rywalizować ze sobą bądź się dublować.

Po zakończeniu wojny Ukraina powinna mieć prawo do członkostwa w NATO. Silna i zaprawiona w boju armia oraz położenie geograficzne sprawią, że kraj ten będzie wartościowym członkiem sojuszu. W praktyce może się to stać nawet przed poszerzeniem UE.

W obliczu pogłębiającego się podziału w Europie między Zachodem (Unią Europejską, Europejskim Obszarem Gospodarczym, NATO, ich państwami członkowskimi oraz krajami o podobnych wartościach) a Rosją i Białorusią, pomóc może ożywienie OBWE jako kanału komunikacji dla obu stron, mimo że od 1989 roku organizacja ta odgrywa niewielką rolę w zapobieganiu konfliktom i ich rozwiązywaniu.

Wspólna polityka to konieczność

Wszystko, o czym tu mowa, wymaga ciągłego umacniania wspólnoty euroatlantyckiej. Jej zdolność do utrzymania jednego kursu i do podejmowania wspólnych decyzji właściwie bez zawahania (z wyjątkiem Węgier) zaskoczyła Władimira Putina i była równie decydująca dla powstrzymania Rosjan na polu bitwy, co determinacja Ukraińców.

Okazało się, że zastane procedury i mechanizmy w UE i NATO łatwo można dostosować do nowych wymagań (np. finansowanie zakupów sprzętu wojskowego przekazanego Ukrainie za pomocą instrumentu na rzecz pokoju w Europie). Jedność euroatlantycką udało się głównie jednak osiągnąć za sprawą praktyki doraźnego dialogu, odbywającego się również kanałami nieoficjalnymi, a do pewnego stopnia również dzięki naciskom moralnym wywieranym przez europejską opinię publiczną. Proces decyzyjny w takich sytuacjach należy teraz usprawnić i zinstytucjonalizować.

Trzeba jasno zdefiniować cele nowej polityki bezpieczeństwa. Jednym z nich powinna być zrównoważona architektura europejska, która wyłoni się po wojnie. To, innymi słowy, oznacza, że Rosja nie będzie w stanie siać zamętu i destabilizacji w nowym układzie stosunków. Powinno to zabezpieczyć interesy europejskie i pozwolić państwom członkowskim NATO i UE, a także państwom kandydującym i partnerskim, na szybki powrót na ścieżkę rozwoju i dbania o dobrostan.

Spójność jest do tego warunkiem koniecznym. Dialog na temat bezpieczeństwa UE powinny cechować stałość i solidna struktura. Unia powinna porzucić wymóg jednomyślności w kwestii wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa po to, aby przyspieszyć podejmowanie decyzji i uelastycznić reagowanie na zmieniające się okoliczności. Wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, dziś niemal zupełnie pozbawiony władzy na mocy traktatu, powinien nabyć realne kompetencje. Europejską Służbę Działań Zewnętrznych należy przekształcić w pełnoprawny korpus dyplomatyczny. Państwa członkowskie powinny wyrazić zgodę na rzeczywiste dzielenie się informacjami (z uwzględnieniem również danych wrażliwych), pozyskanymi przez ich agencje wywiadowcze i kontrwywiadowcze.

Pomysły te są odpowiedzią na to, czego życzyli sobie obywatele UE i co zostało wyrażone podczas Konferencji w sprawie Przyszłości Europy.

Unia powinna rozwinąć też zdolności wojskowe, na które składać się będą narodowe „ciężkie” batalionowe grupy bojowe, w pełnym stanie osobowym i w pełni wyposażone, stacjonujące na terytoriach narodowych i gotowe do natychmiastowego rozmieszczenia, działające w myśl takich samych procedur jak procedury NATO. Dwadzieścia takich jednostek mogłoby wystarczyć do odstraszania Rosji po wojnie2.

Taki zestaw działań wielu uzna z pewnością za trudny i wymagający. Potrzebny będzie wysiłek, aby przekonać sojuszników i państwa członkowskie. Mógłby on przyjąć kształt polsko-niemieckiej inicjatywy dwustronnej (dwaj partnerzy o skomplikowanych doświadczeniach w relacjach z Rosją i o odmiennych na te relacje spojrzeniach) bądź inicjatywy trójstronnej – za pośrednictwem Trójkąta Weimarskiego – którą można by podjąć wtedy, gdy wszyscy partnerzy będą gotowi do przyjęcia tej perspektywy.

Demokratyczny Zachód staje przed szczególną szansą. Możemy znów, podobnie jak w latach 1989–1991, rozświetlić mrok, który przez dziesięciolecia spowijał stojące przed nami możliwości i rozmywał nasze decyzje polityczne. Możemy też w praktyce zjednoczyć niemal cały kontynent. Niekiedy, choć nieczęsto, z ponurych uwarunkowań mogą wyłonić się świetlane rezultaty. Będzie ogromną stratą, jeśli nie wykorzystamy tej szansy. Potrzebujemy dziś przywódców z wizją i odwagą!

Przypisy

1The Disruption of Eastern Policy. Looking East from Warsaw and Berlin, (red.) Joanna Andrychowicz-Skrzeba, Max Brändle, wyd. Fundacja im. Friedricha Eberta, Bonn, marzec 2023; wydanie polskie: Wstrząs w polityce wschodniej. Spojrzenie na Wschód z Warszawy i Berlina, Warszawa, kwiecień 2023.

2 Szczegółowe propozycje na ten temat przedstawiono w dwóch sprawozdaniach — wnioskach z Konferencji Ekspertów zorganizowanej przez Włodzimierza Cimoszewicza: Uwspólnotowienie polityki zagranicznej UE. Argumenty i postulaty, Warszawa 2021 oraz Przyszła uwspólnotowiona polityka bezpieczeństwa i obrony UE, Warszawa 2021.

 

 

Artykuł ukazał się w numerze 2/2023 „Res Humana”, marzec-kwiecień 2023 r. Przekład tekstu otrzymaliśmy od Wydawcy. Do tytułu redakcja „Res Humana” wprowadziła niewielką zmianę.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności