logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Marszałek Czarzasty urósł do rangi pierwszoplanowego polityka

Robert SMOLEŃ | 6 lutego 2026
Fot. Anna Strzyżak / Kancelaria Sejmu

Polska ma bogatą tradycję wielkich marszałków Sejmu (Małachowski, Trąmpczyński, Rataj, Daszyński), ale w ostatnich latach ranga tego urzędu wyraźnie podupadła. Walnie przyczyniło się do tego ośmiolecie rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy to funkcję przewodniczącego Izby sprawowały osoby bez właściwości, bezwolnie wykonujące polecenia z ulicy Nowogrodzkiej. Na ich tle pierwsza połowa obecnej kadencji wydawała się ożywczym powiewem, ale szybko zorientowaliśmy się, że lekki humor i cięte riposty Szymona Hołowni podczas prowadzenia obrad, a nawet potrzebne usprawnienie procesu legislacyjnego, nie wystarczą do dostosowania formalnej, wynikającej z dyplomatycznej precedencji, rangi drugiej osoby w państwie do realnej politycznej praktyki.

Mylili się ci,  którzy w zamiarze objęcia tej posady przez Włodzimierza Czarzastego dostrzegali wyłącznie jego chęć ukoronowania działalności publicznej i zapisania się na kartach historii. Lider Nowej Lewicy czekał na dokonanie ustalonej w listopadzie 2023 roku rotacji cierpliwie i z zimną krwią,  nie dając się sprowokować chaotycznym ruchom jego poprzednika tuż przed zbliżającą się zmianą na najważniejszym sejmowym fotelu. Wiadomo, „zwycięstwo należy do najbardziej wytrwałych”.

Po objęciu stanowiska nie osiadł na laurach. Już w pierwszych publicznych wystąpieniach – krótkiej konferencji prasowej, orędziu telewizyjnym – ustawił się jako kontrapunkt dla Karola Nawrockiego, od niedawna pełniącego funkcję prezydenta RP. Twardo ogłosił, że będzie stał na gruncie Konstytucji i chronił rząd oraz stojącą za nim większość przed atakami ze strony głowy państwa (lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu 48/50 nie kryje, że jego celem jest doprowadzenie do upadku demokratycznie wyłonionej Rady Ministrów). Na zalew wet do uchwalonych przez parlament ustaw odpowiedział groźbą weta marszałkowskiego. I rzeczywiście, żadna z inicjatyw legislacyjnych Nawrockiego nie ruszyła z miejsca; wszystkie utknęły w trybach sejmowej maszyny. Właśnie mija pierwsze półrocze tej prezydentury i najtrafniej można je określić zwrotem „brak skuteczności”. Prawdopodobnie w znacznym stopniu przyczynia się on do lekkiego, acz stałego spadku ocen działalności prezydenta (od samego początku zresztą relatywnie niewysokich).

Każda akcja wywołuje reakcję. Zakładam, że Czarzasty – polityk już doświadczony – wkalkulował to w swoją strategię. Tym bardziej, że po drugiej stronie ma rywala o specyficznej konstrukcji mentalnej.

Uderzenie przyszło jednak z niespodziewanej strony: do porządku obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego, niezwoływanej od pięciu miesięcy, wpisany został punkt dotyczący artykułu prasowego w prawicowej gazecie o sprzedaży 13,5 tys. egzemplarzy, w którym marszałkowi zarzucono „towarzysko-biznesowe kontakty” ze współautorką dwóch książek opublikowanych w wydawnictwie Muza SA (jego dominującymi udziałowcami są małżonka przewodniczącego izby poselskiej, Małgorzata, i on sam); osoba ta, Rosjanka z polskim obywatelstwem, odkupiła od małżeństwa Czarzastych także pakiet akcji w innej spółce handlowej. Wszystko to odbywało się przy odsłoniętej kurtynie, bo obie firmy są spółkami publicznymi, a w przypadku druku książki w ogóle fakt współdziałania podany jest na okładce i stronie tytułowej dzieła (oczywiście, jeśli nie publikuje się pod głęboko ukrytym pseudonimem). Z przekąsem można by powiedzieć, że – skoro de iure RBN nie jest niczym więcej niż organem doradczym prezydenta RP – bardzo szlachetnym jest zasięganie rad zainteresowanego, jak postąpić w jego sprawie. Na poważnie można domniemywać, że Nawrockiemu i jego zausznikom raczej chodziło o wykreowanie atmosfery przypominającej „aferę Olina” sprzed 30 lat. Nie wzięli sobie jednak do serca słynnego spostrzeżenia Marksa o tym, że historia – jeśli się powtarza – to za drugim razem jako farsa. Omawianie „towarzyskich kontaktów” na posiedzeniu konstytucyjnego organu, który powinien zajmować się bezpieczeństwem, i to jeszcze w czasie trwającej tuż za granicą wojny i narastania zagrożeń, jest kpiną z państwa.

Stworzyło to też okazję do przypomnienia przez Czarzastego i szefa Kancelarii Sejmu Marka Siwca kompromitujących faktów z przeszłości samego Nawrockiego. Rekontra ze strony obu polityków lewicy zapewne przysporzy im uznania po stronie tej połowy obywateli, którzy wybór obecnej głowy państwa przyjęli z niesmakiem. A z pewnością wśród tych, którzy widzą w nim zagrożenie dla demokracji i obecności Polski w zachodnioeuropejskim kręgu cywilizacyjnym, w tym UE jako jego wyrazu instytucjonalnego.

Na jeszcze szersze wody marszałek wypłynął odrzucając wyrażone wprost żądanie poparcia kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. List tej treści (wraz z przygotowaną już odpowiedzią, do wydrukowania, podpisania i wysłania) wpłynął od przewodniczących Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych oraz izraelskiego Knesetu. W odróżnieniu od wielu innych europejskich polityków, w tym wszystkich w Polsce, którzy nawet jeśli Trumpa nie cenią i krytycznie oceniają jego działania na arenie międzynarodowej, gryzą się w język i owijają słowa w bawełnę, Czarzasty powiedział wprost: tej kandydatury nie poprze, bo kandydat na tę nagrodę nie zasługuje. Na dodatek racjonalnie swoje stanowisko umotywował.

Można oczywiście zrozumieć ostrożność, z jaką po tym kruchym lodzie porusza się polski rząd. Donald Tusk i Radosław Sikorski z Czarzastym się w pełni zgadzają – słychać to dość wyraźnie w ich wypowiedziach i widać w mowie ciała – ale biorą poprawkę na kapryśność Trumpa, stacjonujące na terytorium RP amerykańskie jednostki, zamówiony sprzęt i wojnę w Ukrainie. Marszałek Sejmu nie musi aż tak bardzo bawić się w dyplomację. Dobrze, że ktoś z Polski przypomniał o wartościach i zasadach, znaczeniu prawa międzynarodowego, chaosie wynikłym z nowej polityki USA i zagrożeniu płynącym z dążeń do stworzenia globalnego koncertu mocarstw opartego na nagiej sile. Obywatelom (którzy coraz szybciej odwracają się od lokowania wszystkich nadziei w sojuszniku za oceanem) taka twarda postawa powinna się spodobać.

Wrażenie to jeszcze bardziej spotęgował niezręczny, arogancki wpis na portalu X Trumpowego ambasadora Thomasa Rose’a, w którym jednostronnie wypowiedział stosunki dyplomatyczne z polskim Sejmem. Tak to jest, jak za sprawy zagraniczne biorą się amatorzy. Ale dzięki prowadzonej przez Rose’a polemice z polskimi władzami (także z Tuskiem, który stanął ramię w ramię z marszałkiem) sprawa zyskała rozgłos ogólnoświatowy. Czarzasty może teraz być stawiany w szeregu z Emmanuelem Macronem, premierami Wielkiej Brytanii i Kanady Keirem Starmerem i Markiem Carney’em, Dunką Mette Frederiksen i innymi Europejczykami, którzy przed Trumpem nie zginają karku – przynajmniej nie zanadto.

Wygląda więc na to, że Czarzasty nie wieńczy swojej politycznej kariery, ale ją dopiero zaczyna.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, wyłącznie w celu umożliwienia dostępu do witryny i zapewnienia jej podstawowych funkcji. Nie wykorzystujemy Państwa danych w celach marketingowych, nie przekazujemy ich podmiotom trzecim w celach marketingowych i nie wykonujemy profilowania użytkowników. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne.