logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Wojna w przestrzeni informacyjnej

Adam Paweł OLECHOWSKI | 27 grudnia 2023
Tomasz HOŁUJ, "Before Nothing", technika mieszana na płótnie, 1987 (fragment)

Związane z kształtowaniem się nowego ładu międzynarodowego turbulencje w stosunkach międzynarodowych sprawiły, iż w szerszym obiegu zaczęły się pojawiać pojęcia, które do tej pory używane były w wąskich gronach oficerów sztabowych oraz specjalistów z zakresu bezpieczeństwa narodowego. Jednym z takich pojęć jest wojna informacyjna. Zaznaczyć należy, iż nie jest to pojęcie nowe. Po raz pierwszy pojawiło się ono już w latach siedemdziesiątych XX w. i to w dodatku nie w opracowaniu naukowym, lecz w związanej z zimną wojną publicystyce politycznej. W szerszym, naukowym i wojskowym obiegu zostało ono użyte jednak dopiero w latach dziewięćdziesiątych, po I wojnie w Zatoce Perskiej. Wtedy też pojawiły się jego pierwsze definicje. Przede wszystkim określono, iż wojna informacyjna nie ogranicza się tylko do komputerów, sieci komputerowych i w ogóle cyberprzestrzeni, lecz obejmuje swoim zasięgiem całą, dostępną danemu podmiotowi, przestrzeń informacyjną.

Przestrzeń informacyjna obejmuje wszelkie dostępne danemu podmiotowi informacje, przechowywane nie tylko w pamięciach komputerów, lecz również w archiwach i bibliotekach. Oprócz informacji, przestrzeń informacyjną tworzą także tradycyjne media oraz infrastruktura informacyjna i informatyczna. Bardzo ważną jej częścią są także ludzie wraz z ich wiedzą. W niektórych publikacjach przestrzeń informacyjna bywa określana mianem środowiska informacyjnego lub ekosystemu informacyjnego. Wojnę informacyjną toczy się więc po to, aby przejąć kontrolę nad przestrzenią informacyjną przeciwnika i ochronić własną przed jego atakami.

Wbrew pozorom działania, które teraz określamy mianem wojny informacyjnej, nie są niczym nowym. Prowadzone były one niemalże od zarania dziejów ludzkości. Za jeden z pierwszych podręczników tego, co współcześnie nazywamy wojną informacyjną, uznać można napisany w VI w. p.n.e. przez chińskiego stratega, Sun Tzu, traktat „Sztuka wojny”. Mistrz Sun stwierdził w nim, iż wojna jest sztuką oszukiwania i mylenia, a zwycięstwo w niej można odnieść bez walki zbrojnej, umiejętnie manipulując poczynaniami przeciwnika. Mimo upływu prawie trzech tysięcy lat traktat Mistrza Sun nie stracił swojej aktualności. Podstawowym orężem wojny informacyjnej nadal jest dezinformacja, a celem – narzucenie swojej woli przeciwnikowi. Dezinformacji nie należy przy tym utożsamiać z kłamstwem. Polega ona bowiem na opartej o presupozycje i sugestie manipulacji informacją. Innymi słowy – chodzi o przekazanie przeciwnikowi mylnej informacji, w wyniku czego podejmie on błędną, czyli korzystną dla nas decyzję.

Bardzo ważnym i tradycyjnym działaniem (szpiegostwo jest wszak drugim najstarszym zawodem) w wojnie informacyjnej jest pozyskiwanie informacji. Bez niej nie można bowiem podjąć żadnej decyzji. Poza tym, jak pisał Mistrz Sun Tzu, „kto zna siebie i przeciwnika – wygra w każdej bitwie, kto zna tylko siebie lub tylko przeciwnika może wygrać lub przegrać, kto nie zna ani siebie ani przeciwnika – zawsze przegrywa”. Informacja jest więc podstawą każdych działań. Działania związane z pozyskiwaniem informacji określa się mianem wywiadu. W zależności od źródła pozyskiwanych informacji można mówić m.in. o wywiadzie osobowym lub inaczej agenturalnym, radiowywiadzie (pozyskiwanie informacji z wymiany korespondencji radiowej) czy tzw. białym wywiadzie. „Biały wywiad” nazywany jest też wywiadem jawnoźródłowym i polega na czerpaniu informacji z otwartych źródeł, tj. środków masowego przekazu, publikacji naukowych czy oficjalnie publikowanych dokumentów i raportów państwowych. Zaskoczeniem może być fakt, iż spora część zdobywanych przez wywiad informacji pochodzi właśnie z… jawnych źródeł. W pewnym sensie wszystkie źródła informacji uzupełniają się wzajemnie. Przygotowujący analizę wywiadowczą lub raport analityk może zweryfikować pochodzącą z jawnych źródeł wiadomość informacjami agenturalnymi, lub z radiowywiadu. Jednak nawet dokładna weryfikacja zdobytych informacji może okazać się zawodna w przypadku prowadzonej przez służby specjalne przeciwnika gry inspiracyjnej.

Grę inspiracyjną można nazwać walką umysłów. To właśnie w tej wielopłaszczyznowej grze szerokie zastosowanie znajduje dezinformacja. Gra ta bowiem polega na dostarczaniu przeciwnikowi odpowiednio spreparowanych informacji, na podstawie których podejmie on korzystną dla nas decyzję. Przykładem zakrojonej na szeroką skalę gry wywiadowczej może być poprzedzająca lądowanie w 1944 r. sił aliantów w Normandii operacja Fortitude. Innym przykładem może być dostarczenie w latach międzywojennych przez radziecki kontrwywiad polskiemu wywiadowi raportu o rozwoju radzieckiego przemysłu zbrojeniowego. Co ciekawe, raport ten był w znacznej części prawdziwy. Zafałszowane były w nim jedynie fragmenty dotyczące przemysłu lotniczego. Pojawiły się tam m.in. sugestie dotyczące rozpoczęcia przez ZSRR produkcji samolotów o napędzie rakietowym. Prace nad takimi samolotami były rzeczywiście prowadzone w ZSRR na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX w. z tym, że nie zakończyły się one sukcesem. Przykład ten potwierdza to, co już napisane było wcześniej, iż dezinformacja nie jest kłamstwem, lecz opiera się na sugestii i zręcznej manipulacji informacjami.

Pozostając przy tematyce wywiadowczej, w XXI w. można zaobserwować tendencję do prywatyzowania służb wywiadowczych. Z usług prywatnych agencji wywiadowczych korzystają już nie tylko firmy i olbrzymie transnarodowe korporacje, lecz również coraz częściej władze państwowe. Korzystanie przez władze państwowe z usług prywatnych firm wywiadowczych nie jest jednak niczym nowym. Podczas amerykańskiej wojny secesyjnej władze Unii korzystały z usług agencji detektywistycznej Pinkertona. Niestety, pomysł ten nie okazał się zbyt dobry. W trosce o swój zysk właściciel tej agencji Allan Pinkerton zasypywał swych mocodawców całą masą nie zawsze prawdziwych i rzetelnych, za to drogich informacji.

Nie mniej ważnym od pozyskiwania informacji o przeciwniku działaniem w wojnie informacyjnej jest ochrona własnych zasobów informacyjnych. Odpowiedzialność za to zadanie ponosi głównie służba kontrwywiadu. Realizując je, służba kontrwywiadu może podejmować zarówno działania ofensywne, jak i defensywne. Do działań o charakterze ofensywnym należą m.in. wspomniane gry inspiracyjne. Inną ich formą jest przeniknięcie do służb wywiadowczych przeciwnika, aby stamtąd pozyskiwać informacje o skierowanej przeciwko nam jego działalności wywiadowczej. Przykładem takiego działania może być pozyskanie przez KGB szefa kontrwywiadu Wydziału Radzieckiego i Wschodnioeuropejskiego CIA, Aldricha Amesa.

Kontrwywiad defensywny to m.in. kontrola dostępu do informacji niejawnych, a także ochrona elementów infrastruktury informacyjnej oraz ważnych dla bezpieczeństwa państwa osób. Funkcjonariusze służby kontrwywiadu weryfikują więc osoby mające dostęp do informacji niejawnych, a także kontrolują przestrzeganie procedur związanych z ochroną i obiegiem informacji. Zapewniają oni też ochronę kontrwywiadowczą różnych ważnych przedsięwzięć, takich jak m.in. wizyty głów państw czy duże transakcje gospodarcze. Do obowiązków funkcjonariuszy kontrwywiadu należy również prowadzenie szkoleń z zakresu ochrony informacji. W tym kontekście pojawia się kwestia informacji wrażliwej. Informacja wrażliwa nie jest ani tajna, ani nawet poufna. Znaczenie zyskuje ona dopiero w zestawieniu z innymi informacjami. Stanowi więc ona coś w rodzaju małego, pozornie nieistotnego puzzla, dzięki któremu układanka zyskuje sens, a naszym oczom ukazuje się kompletny obraz. Takie pozornie nieistotne informacje wrażliwe związane z podróżami niemieckich naukowców i zajmujących się przemysłem zbrojeniowym urzędników państwowych pozwoliły polskiemu wywiadowi w latach II wojny światowej ustalić położenie ośrodka doświadczalnego broni rakietowej w Peenemünde.

Wojna informacyjna, tak jak każda inna wojna, prowadzona jest w rzeczywistości przeciwko ludziom. Od „klasycznej” wojny odróżnia ją to, iż polem bitwy nie są w niej przestrzenie geograficzne, lecz ludzki umysł. Celem walki na tym specyficznym polu bitwy jest, oprócz wspomnianego już uzyskania prawdziwych informacji, narzucenie przeciwnikowi swojej woli. Dla osiągnięcia tego celu prowadzone są, zarówno w czasie pokoju, jak i wojny, specjalne operacje psychologiczne. Wbrew nazwie, z klasyczną psychologią kliniczną mają one niewiele wspólnego. Szerokie zastosowanie znajduje w nich za to psychologia społeczna i wykorzystujące jej mechanizmy socjotechniki. Z reguły stosuje się je po to, aby zmienić postawy i zachowania społeczeństwa przeciwnika na takie, które są dla nas korzystne. Podobnie jak w grach inspiracyjnych, tak i w operacjach psychologicznych szerokie zastosowanie znajduje dezinformacja. Do odbiorców dociera ona za pomocą plotek i pogłosek oraz propagandy.

Rozpowszechnianiem odpowiednio spreparowanych plotek i pogłosek zajmowali się specjalni agenci wpływu. Dziś w postaci fake newsów docierają one do nas głównie za pośrednictwem internetowych mediów społecznościowych. Rozpowszechniają je zaś nie tylko ludzie, tzw. trolle internetowe, lecz również działające w oparciu o sztuczną inteligencję boty. Niezmienny pozostaje ich cel – podważenie zaufania do władz i autorytetów społecznych, zasianie niepewności, rozbudzenie psychoz, np. szpiegomanii, oraz wywołanie paniki. W przypadku paniki nie chodzi tylko o ucieczkę z rzekomo niebezpiecznego miejsca, lecz także o wykupywanie różnych towarów, np. żywności lub paliwa.

Oprócz plotek i pogłosek szerokie zastosowanie w operacjach psychologicznych znajduje propaganda. Chociaż (tak jak plotki i pogłoski) jest ona nośnikiem dezinformacji, to jednak przypisywanie jej tylko tego jednego zadania byłoby dużym uproszczeniem. Propaganda odgrywa bowiem ważną rolę w komunikowaniu społecznym i kształtowaniu pożądanych postaw i opinii na ważne, związane np. z ochroną zdrowia lub środowiska naturalnego, problemy. Swoją złą sławę propaganda zawdzięcza dwóm totalitarnym państwom – III Rzeszy Niemieckiej i ZSRR, w których służyła do manipulacji emocjami wielkich mas społecznych. Dlatego też w wielu publikacjach, także o charakterze naukowym, dla określenia typowych dla niej działań używa się takich pojęć, jak np. kształtowanie opinii publicznej, public relations czy komunikacja strategiczna.

Ogólnie rzecz biorąc, propaganda kojarzy się ze środkami masowej komunikacji. Dociera ona do nas jednak także za pośrednictwem filmów fabularnych, literatury pięknej, a nawet i naukowej oraz… dzieł sztuki. Tak, jak już wspomniano, niekoniecznie musi ona zawierać dezinformację lub kłamstwa. Jednym z przyjętych naukowo kryteriów jej podziału jest nawet stopień zafałszowania treści. Zgodnie z nim, propagandę dzielimy na białą, której treść nie jest zafałszowana, a nadawca komunikatu znany; szarą, w której nie mamy zbytniej pewności co do prawdy, a i sam nadawca nie jest dokładnie określony; czarną, która może być zwykłą blagą, a jej autor nie tym, za kogo się podaje.

Tak jak w przypadku klasycznej lub inaczej „kinetycznej” wojny, tak i na wojnie informacyjnej różne typowe dla niej działania są od siebie zależne oraz wzajemnie się uzupełniają. Skuteczność działań psychologicznych zależy więc od… informacji o przeciwniku. Pozyskiwane dla potrzeb działań psychologicznych informacje dotyczą panujących w społeczeństwie przeciwnika nastrojów, stosunku ludności do władz państwowych, wewnętrznych konfliktów i spójności społecznej. Ważna dla planujących operacje psychologiczne specjalistów jest także wiedza o funkcjonujących w atakowanym społeczeństwie mitach i stereotypach. Nie bez znaczenia jest także znajomość języka. Nie chodzi przy tym o język literacki, lecz o różne gwary regionalne i żargony środowiskowe, a nawet wulgarny język ulicy. Znany radziecki spiker radiowy z lat II wojny światowej, Jurij Lewitan, szkoląc po wojnie spikerów dla rozgłośni radiowych republik radzieckich, zwracał szczególną uwagę na znajomość przez nich nie tylko miejscowego języka, lecz także lokalnych gwar i żargonów. Ciekawym przykładem zastosowania żargonu środowiskowego oraz typowej dla danego środowiska intonacji głosu w czarnej propagandzie wojennej były adresowane do Niemców audycje angielskiej rozgłośni dywersyjnej Gustav Siegfried Eins (GS 1). Audycje te miały sugerować istnienie antyhitlerowskiej opozycji w łonie najwyższego kierownictwa sił zbrojnych. Prowadzący te audycje uchodźca z Berlina, Peter Seckelmann, nie tylko świetnie posługiwał się żargonem wojskowym, lecz również doskonale naśladował sposób mówienia wyższych oficerów niemieckich. Znajomość zmieniającego się wszak w czasie żargonu wojskowego przebywający od 1938 r. w Wielkiej Brytanii Seckelmann uzyskał dzięki podsłuchom założonym w obozach dla jeńców.

Operacje psychologiczne to jednak nie tylko walka słowem. Zastosowanie znajdują w nich bowiem także socjotechniki siłowe. Do tych odrażających moralnie metod oddziaływania psychologicznego należą terror oraz gwałty. Chociaż są one zabronione przez prawo, także międzynarodowe, to jednak nadal znajdują się tacy, którzy nie wahają się ich używać. Pamiętać jednak należy, iż zabijać może także samo słowo. Nie chodzi jednak o zabójcze magiczne zaklęcia, lecz o tworzenie podziałów, sianie nienawiści i podżeganie do krwawych rozpraw z rzekomym wrogiem.

Inną i równie wątpliwą moralnie formą fizycznego prowadzenia wojny informacyjnej jest niszczenie infrastruktury informacyjnej przeciwnika. Z celowym niszczeniem stacji telewizyjnych mieliśmy do czynienia m.in. w 1999 r. podczas bombardowania przez NATO Federalnej Republiki Jugosławii. Atakiem na infrastrukturę informacyjną, w którym śmierć ponieśli niewinni ludzie, był dokonany w 2015 r. zamach terrorystyczny na redakcję francuskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”. Śmierć dziennikarzy „Charlie Hebdo” nie była przypadkiem. Priorytetowym celem fizycznych ataków w wojnie informacyjnej są bowiem dziennikarze, w tym przede wszystkim korespondenci wojenni. Oprócz nich mordowani lub zastraszani są także liderzy opinii publicznej oraz osoby cieszące się autorytetem społecznym.

Chociaż, jak już wspomniano, wojna informacyjna towarzyszy nam niemalże od zarania dziejów ludzkości, to jednak niektóre jej formy pojawiły się stosunkowo niedawno. Ich pojawienie się związane jest z rozwojem naukowo-technicznym. Do tych nowych form należą walka radioelektroniczna oraz, nazywane niekiedy wojną informatyczną lub cybernetyczną, działania w cyberprzestrzeni. Najstarszą z tych form jest walka radioelektroniczna (wre). Zaczęto ją bowiem prowadzić już na początku XX w. Jednym z pierwszych działań w ramach walki radioelektronicznej było pozyskiwanie informacji o przeciwniku, czyli inaczej radiowywiad. Początki radiowywiadu sięgają jeszcze czasów wojny rosyjsko-japońskiej, a za jego pioniera można uznać rosyjskiego admirała Stiepana Makarowa. Niewiele młodsza jest także inna forma prowadzenia walki radioelektronicznej – zakłócenia emisji radiowej. Pierwsze prymitywne działania tego typu na stosunkowo szeroką skalę prowadzono już podczas I wojny światowej. Do zakłócania korespondencji radiowej przeciwnika stosowano wówczas… samochody. Źródłem zakłóceń był pracujący silnik samochodu, w pobliżu którego ustawiano mikrofon transmitującej to zakłócenie radiostacji. Innym działaniem z zakresu walki radioelektronicznej jest wykrywanie i lokalizacja źródeł emisji radiowej, czyli radionamierzanie lub radiopelengacja.

Interesujący może być fakt, iż wśród państw pionierów walki elektronicznej znalazła się Polska. W działaniach tego typu Wojsko Polskie zadebiutowało już w latach 1919–20, podczas wojny polsko-bolszewickiej. Ze znajdującej się wówczas na warszawskiej cytadeli radiostacji przechwytywano i zakłócano korespondencję radiową prącej na Warszawę Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej.

Najnowszą, bo zapoczątkowaną pod koniec XX w., formą wojny informacyjnej są działania w cyberprzestrzeni. Jeżeli dobrze się im przyjrzymy, to dostrzeżemy, iż praktycznie technika komputerowa służy atakującym do prowadzenia takich typowych działań wojny informacyjnej, jak: rozsiewanie dezinformacji, szpiegostwo oraz operacje psychologiczne. Niczym nowym nie jest także zakłócanie przepływu informacji. W przypadku wojny informacyjnej prowadzonej tradycyjnymi metodami temu celowi służy m.in. niszczenie infrastruktury informacyjnej. W walce radioelektronicznej odbywa się to za pomocą emisji zakłóceń radiowych. Natomiast w działaniach w cyberprzestrzeni celowi temu służą m.in. ataki DoS i DDoS. Przeprowadzający je haker blokuje atakowany serwer poprzez zasypanie go dużą liczbą fałszywych żądań. Atak DDoS różni się od ataku DoS tym, iż atakujący przeprowadza go nie ze swojego komputera, lecz z obcych komputerów, nad którymi skrycie przejął kontrolę. Tym samym utrudnione zostaje wykrycie rzeczywistego sprawcy ataku.

Atak na infrastrukturę i zasoby informacyjne przeciwnika można przeprowadzić także przy użyciu bomby logicznej. Z prawdziwą bombą praktycznie nie ma ona nic wspólnego, może tylko poza siłą zniszczenia, tyle że nie w wymiarze fizycznym, a informacyjnym. Bomba logiczna jest złośliwym oprogramowaniem, za pomocą którego można przejąć kontrolę nad zaatakowanym komputerem i skasować znajdujące się tam dane lub w ogóle uniemożliwić jego działanie.

W pewnym ogólnym sensie można więc uznać, iż technika komputerowa nie wprowadziła niczego nowego co do form wojny informacyjnej. Z całą pewnością wpłynęła za to na metody i jakość jej prowadzenia. Technika komputerowa (w tym sztuczna inteligencja) i systemy teleinformatyczne stały się wyjątkowo groźnym orężem w wojnie informacyjnej, czyniąc coraz bardziej prawdopodobnym zakładane przed wiekami przez mistrza Sun pokonanie przeciwnika bez użycia siły fizycznej. Przyczyną tego jest rosnące uzależnienie naszej cywilizacji od komputerów i systemów teleinformatycznych. Skutkiem tej zależności jest także to, iż praktycznie każdy z nas staje się, mimo woli, żołnierzem cyfrowego pola walki. Nie chodzi przy tym o to, żebyśmy jako tacy żołnierze dokonywali jakiś spektakularnych ataków. Chodzi przede wszystkim o działania stricte defensywne – ochronę własnej infosfery i przestrzeni informacyjnej instytucji, z którymi jesteśmy związani[1]. Pomocne nam w tym będą nasza wiedza i doświadczenie oraz zdolność do logicznego myślenia.

Rozwój systemów łączności oraz technik informatycznych sprawił, iż wojna informacyjna stała się w XXI w. swego rodzaju signum temporis. Doskonalone są jej formy i metody prowadzenia. Możemy przez to znaleźć się w stanie permanentnej informacyjnej wojny wszystkich ze wszystkimi. Wojny, która wepchnie nas w płynną nowoczesność i w orwellowską dystopię, w której wojna jest pokojem, wolność niewolą, a ignorancja siłą. Możemy się jednak przed tym wszystkim obronić, zdobywając wiedzę na temat wojny informacyjnej oraz ograniczając ją prawem międzynarodowym. Sama wiedza i ograniczenia prawne nie wystarczą. Konieczne jest także rozbudzenie szerszej świadomości zagrożeń oraz wspólne działanie, także metodami… wojny informacyjnej, ludzi pragnących żyć w normalnym, a nie dystopijnym świecie permanentnej wojny. Wojny, która prowadzona na płaszczyźnie informacyjnej, będzie nie mniej niszczycielska i krwawa, niż jej prowadzona przy użyciu przemocy zbrojnej odpowiedniczka.

[1] Pojęcie infosfery odnosi się do tych informacji, które są dostępne nam jako osobie; utrwalone w naszej pamięci lub zdobyte ze źródeł zewnętrznych.

Artykuł ukazał się w numerze 6/2023 „Res Humana”, listopad-grudzień 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności