Spór o feminatywy nie jest sporem o słowa, lecz o widzialność i znaczenie kobiet w rzeczywistości społecznej. Wywołuje emocje nie tylko językoznawcze, jak się Państwo pewnie domyślają, ale także związane z polityką. Język nigdy nie jest przecież neutralny — zawsze opowiada historię świata takiego, jakim go widzimy albo chcemy go widzieć.
...[czytaj więcej]Jeszcze nigdy tak nie było, żeby za pomocą zmian gramatycznych, deklinacji i koniugacji, dokonać istotnych zmian rzeczywistości, w tym zmian społecznych. Aby polepszyć sytuację kobiet na rynku pracy, w tym w zakresie płac, możliwości kształcenia się etc., nie wystarczy zmienić rzeczowniki męskie na żeńskie, bo to nic dać nie może.
...[czytaj więcej]Pragnę wyrazić swój zdystansowany stosunek do ingerencji w życie kobiet przez narzucanie im decyzji dotyczących aborcji przez przedstawicieli określonej partii lub Kościoła, niekompetentnych w zakresie medycyny i prawa. Podobnie nie jestem zachwycony, kiedy grupy użytkowników języka, niefachowców, apodyktycznie lansują postulaty dotyczące praktyk lingwistycznych.
...[czytaj więcej]Feminatywy są dobre tak samo, jak maskulatywy i formy neutralne. Ani lepsze, ani gorsze. Pozwalają od razu rozpoznać, że mówimy o niej, a nie o nim. Są najkrótszym i najprostszym, a więc najbardziej ekonomicznym sposobem przedstawienia osoby rodzaju żeńskiego. A język dąży do prostoty i ekonomiczności wypowiedzi. Pani doktor w stosunku do krótszej doktorki nie broni się. Krótsze formy trafiają w sedno.
...[czytaj więcej]