logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Ofensywny realizm i globalny egoizm

Grzegorz MICHALSKI | 2 stycznia 2026
Grafika: reshumana©ZAR

W obecnym chaosie post-liberalnego świata, w okresie – określenie utarte i powtarzane jak mantra – tektonicznych zmian w globalnym układzie sił oraz gospodarki światowej, przeważa pytanie o wynik tych zmian. Problem w dominującej logice rozważań, ocen, prób ekstrapolacji, stanowi posługiwanie się utartymi definicjami, miarami wypracowanymi i uznawanymi w byłym już liberalnym świecie za obiektywne. Okazało się, że miały one jedynie za zadanie tworzyć uspokajające wrażenie (sic!) właściwego opisu rzeczywistości i jej wartościowania. Sens obecnych zjawisk globalnych (poza zmianami klimatycznymi) sprowadza się do redukcji wielopoziomowych, złożonych równań relacji międzynarodowych, wskazując nie tylko na ich zbyteczność i dysfunkcjonalność czy niedostosowanie do obecnie rozumianych wymogów np. bezpieczeństwa na poziomie państwa lub wręcz obwiniania ich za hamującą rolę w prowadzeniu polityki międzynarodowej z pozycji państwa. W wyniku takiego sanacyjnego czy utylizacyjnego zabiegu niekoniecznie pojawiało się zjawisko katharsis, natomiast Europa obudziła się z groźbą zimnego, nieogrzewanego mieszkania zbudowanego w wysokim standardzie, strachem iż „parasol” może być w każdej chwili zwinięty, a minerałów ziem rzadkich nie będzie w stanie pozyskać do produkcji chipów wysokich technologii. Lista strachów jest o wiele dłuższa… a na ich czele kroczy coraz bardziej poobijana demokracja, której szatami okrywa się rzeczywistość „podwójnego państwa” Ernsta Fraenkela i słabości lub koniunkturalizmu elit.

Próba ustrukturyzowania zachodzącego przełomu w oparciu w nieprzystające do toczących się – najczęściej chaotycznych procesów – definicje i normatywy, normy ma się podobnie jak narzucenie konieczności korzystania z mechanizmu e-recepty dla osób nie posługujących się komórką. Choć w tym ostatnim przypadku seniora może wesprzeć rodzina, woluntariat, życzliwi sąsiedzi, by nie wspomnieć o społecznej roli opiekuńczego wobec starszych osób państwa itd. Natomiast w rzeczywistości stosunków międzynarodowych wkracza na arenę ofensywny realizm, gdzie środowisko międzynarodowe traktowane jest jako anarchia, a w związku z tym paradygmat stanowi konieczność walki o interesy państwa bezpośrednio powiązany z zasadą maksymalizacji siły danego państwa w celu uzyskania przewagi nad innymi tj. kosztem bezpieczeństwa czy siły gospodarczej „reszty”. Państwo jest więc narzędziem maksymalizacji władzy Pozostałe teorie interpretacji relacji międzynarodowych (by wspomnieć główne: realizm klasyczny, neorealizm strukturalny; bankrutujący liberalizm z neoliberalnym instytucjonalizmem /UE?, ONZ?, OBWE? a i NATO?/; konstruktywizm z ideą partnerstwa; czy marksizm z klasowo wyzyskiwanymi peryferiami i bogatym centrum) od czasu rozpadu ZSRR, poprzez walące się World Trade Center 9/11, Konferencję Monachijską 2007 r. z wystąpieniem Putina, a i tą z 2025 r. z głosem wiceprezydenta J.D. Vance’a, po pierwszą i drugą prezydenturę D. Trumpa) są stopniowo odkładane do lamusa cywilizacyjnego dorobku zachodniej hemisfery. Oby tylko pieczołowicie, jak bombki i inne kruche ozdoby z choinek, zostały przechowane, aby przetrwały nadchodzące czasy niepewności. Jak na razie choinka staje się naga, bez imponderabiliów, które tworzyły w Europie zafałszowane imaginarium „końca historii” i „ciepłej wody w kranach”.

Determinizm efektów siłowego postrzegania świata, to jest posiadania „kart w ręku” o walorach globalnych, sprowadza się do triady:

a) narodowe zdolności budowy i rozbudowy oręża ofensywno-obronnego;

b) siła narodowej gospodarki danego państwa z zapewnieniem możliwości jej rozwoju;

c)  efektywność, sprawność i ciągłość zarządzania państwem przez elitę

Triada ta w rzeczywistości ofensywnego realizmu, dokonuje na naszych oczach przewrotu: to nie instytucje i regulujące je mechanizmy zależności strukturalnych, a lider stojący na czele państwa, bez skrupułów bezwzględnie się nimi posługujący. Nie na zdolnościach wolnej jednostki w liberalnym kolektywie byłych, międzynarodowych norm i podzielanych wartości instytucjonalnych, a osobowość lidera i jego zdolność koncentracji władzy stanowią przedmiot podziwu, oddania i przekonania co do jego sprawczości. W innych środowiskach międzynarodowych charyzma lidera wywołuje jeśli nie panikę, to trwogę i gorączkowe próby odwoływania się do utraconej cnoty lub – w ramach mechanizmu obrony dobrego samopoczucia – ironię i lekceważenie.

Na ile słuszne to poglądy i osądy – wykażą to już najbliższe lata, stąd w życzeniach na Nowy 2026 Rok postawić można retoryczne pytanie, które ze średnich państw np. grupy G-20 dokonana rekalkulacji myślenia w oparciu o kategorie ofensywnego realizmu, czyli w wymiarze G-Ego (globalne egoizmy).

Globalny świat G-Ego – odpowiedź na brak współdzielonego przywództwa globalnego.

Można argumentować, że wysiłki zmierzające do podzielenia się globalnym przywództwem w ramach G7 (a zapewne ponownie wkrótce z Rosją w G8) i G20 były wczesną akceptacją przez USA ich malejącej zdolności do hegemonii przewodzenia w odpowiedzi na globalizację, coraz bardziej komplikujący się świat wzajemnych powiązań oraz niezwykle kosztowne kwestie, takie jak globalny kryzys finansowy (o kataklizmach zmian klimatycznych jak na razie zaczyna się zapominać) wojny, migracje itd. Można argumentować, że były to wysiłki Stanów Zjednoczonych, by być bardziej demokratycznymi, globalnie dzieląc się częścią swojego ciężaru odpowiedzialności, ale nie kosztami. Prezydent D. Trump jednoznacznie zakwestionował to ostatnie twierdzenie, dzięki czemu wygrał po raz kolejny wybory. Alternatywy, takie jak BRICS – stworzone, by rywalizować ze strukturami zdominowanymi przez USA – znacznie przyspieszyły procesy wypełnienia pustki po odchodzącej hegemonii USA, czyli próżni określonej umownie jako G-zero (globalna pustka). Czy taki stan rzeczy oznacza, iż Ameryka czasów Trumpa uznaje, iż jej światowa hegemonia stanowi zbyt kosztowne obciążenie i zamierza w kierunku budowy Koncertu Wielkich?

Niemniej w tym miejscu należy wskazać, że prezentowana w tym eseju ocena, może być wynikiem znacznego uproszczenia podejścia, co wynika z zawężenia jej do wcześniej wskazanej triady. Pogłębioną analizę zaprezentował wybitny amerykanista, były wiceminister spraw zagranicznych Przemysław Grudziński, który w komentarzu do nowej Doktryny bezpieczeństwa narodowego USA (https://reshumana.pl/doktryna-trumpa/ ) stawia bardziej wyważone, a trafne oceny.

Z tego powodu dalsze rozważania pytań typu: czy państwa skupione w G-20 a szczególnie G-7 (G-8 ponownie z Rosją) będą w stanie w obecnych formatach wykazywać się wolą polityczną wychodzącą poza ich wąsko, wręcz mentalnościowo autarkiczność interesów, na rzecz podejmowania uzgodnień wobec ochrony i rozwoju „dobra globalnego” czy tylko ograniczać się będzie do np. uzgodnionej redystrybucji ich sfer wpływów na wzór Kongresu Wiedeńskiego 1815 r.? Ewolucja w tym ostatnim kierunku oznaczać będzie wyparcie globalnych problemów na rzecz G-Ego w formie ofensywnego realizmu. By posłużyć się przewrotnie sparafrazowanym określeniem zaczerpniętym o A. Appelbaum o „koncernie autokracji”: to „Koncern G-Ego” stanie się osią niewiadomych co do wyników rywalizacji poszczególnych narodowych egoizmów, boć chyba trudno będzie doszukiwać się rzeczywistej między nimi współpracy.

Rok 2025 nakreślił możliwą skalę egoizmu „wielkich” i prawdopodobne formy przymusu jeśli nie lekceważenia praw tych spoza kręgu „prawa siły i silniejszego”. Najbardziej bolesną i tragiczną areną tego zjawiska w naszym europejskim środowisku i sąsiedztwie jest od czterech lat Ukraina. Ale nie tylko ona. Nastroje społeczne w Europie coraz groźniej pogłębiają i tak istniejące podziały, których zasypywanie odbywać się będzie nie w oparciu do mechanizmy demokracji konsensualnej, partycypacyjnej chroniącej prawa słabszych, ograniczających rolę państwa na poziomie krajowym. Jednakże – jak w fraenkelowskim „podwójnym państwie” – obecne będą pozory normatywnego instytucjonalizmu (np. wybory), lecz już tylko na rzecz legitymizacji prawa siły. W stosunkach międzynarodowych, rozrastające się vacuum prawnie wiążących dotychczas regulacji i zobowiązań traktatowych oraz odejście od dyplomacji i instytucjonalnych praktyk na rzecz personalnej transakcyjności liderów i ich osobistych często ambicji, nie zapowiada wprowadzenia warunków przewidywalnej, długotrwałej stabilności i przewidywalności. Czy teoretycy ofensywnego realizmu zgodzą się z takim opisem rzeczywistości ?

Nasuwa się – choć nieuprawniona analogia – z XVI-wiecznymi umowami kapitulacyjnymi Imperium Osmańskiego (ograniczanie suwerenności zwierzchnictwa) z europejskimi monarchami. Ich czas obowiązywania opierał się na woli królów, sułtanów tj. władców absolutnych. Choć ich trwałość określana była w preambułach „po wieczne czasy”, ograniczała się w rzeczywistości abdykacją, czy zakończeniem żywota jednego z umawiających się. Przedłużenie traktatów kapitulacyjnych miało miejsce jedynie w przypadku dziedziczenia tronu czy ostałego się przy życiu syna sułtana Wielkiej Porty. Nie mnie wymieniać stany rodzinne współcześnie panujących…

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, wyłącznie w celu umożliwienia dostępu do witryny i zapewnienia jej podstawowych funkcji. Nie wykorzystujemy Państwa danych w celach marketingowych, nie przekazujemy ich podmiotom trzecim w celach marketingowych i nie wykonujemy profilowania użytkowników. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne.