logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Nadzieje i niepokoje

Andrzej ŻOR | 19 października 2023
Fot. Janusz OMIETAŃSKI

W tekście, który będzie czytany krótko po ogłoszeniu wyników, po zwycięstwie demokratycznej opozycji, warto odwołać się do prawd ponadczasowych, ważnych dawniej, teraz i w przyszłości. Do prawd „wiecznie żywych”.

Z pomocą przychodzi historia, a dokładniej ten fragment dziejów powszechnych, kiedy to brytyjska królowa Elżbieta I sformułowała dziewięć zasad potrzebnych jej do sprawowania władzy. Zasad, które okazały się na tyle mądre i skuteczne, że pozwoliły jej na kierowanie państwem przez wiele lat i na zbudowanie jego potęgi. Były to czasy, w których władcy na ogół szybko kończyli swoje kariery i to przeważnie pod katowskim mieczem lub toporem. Elżbiecie się udało, warto więc przytoczyć jej zasady jako wskazówkę dla wszystkich obejmujących władzę.

Spośród dziewięciu zasad wybrałem siedem. Jedną, ważną dla brytyjskiej królowej, była deklaracja, że nigdy nie wyjdzie za mąż i pozostanie dziewicą – tę możemy zatem spokojnie pominąć. Nie widzę bowiem wśród różnych naszych pretendentów na urzędy nikogo (może z jednym małym wyjątkiem), kto miałby szanse powtórzyć takie przyrzeczenie. Z pewnym wahaniem odrzuciłem też jeszcze jedną, choć ta może całkiem głupia nie jest, a brzmi: lepiej nie podejmować żadnej decyzji, niż podjąć złą. Czyli kiedy ma się wątpliwości, lepiej zwlekać tak długo, jak się da. To niedobra podpowiedź w rządzeniu. Pozostałe zasady pasują do naszych czasów bez wątpienia, są bowiem uniwersalne, mają wg mnie sens w wypadku wszystkich rządzących i wszystkich epok. Może posłużą naszej nowej władzy jako dobre rady?

Pierwsza zasada brzmi: wybierz sobie mądrych doradców. Rządzący na ogół lubią, gdy doradcy są od nich głupsi, można bowiem błyszczeć na ich tle i w dyskusjach uzyskiwać nad nimi intelektualną przewagę. A to błąd! Po cóż władcom głupi doradcy, a tych – jak wiadomo – nie brak.

Druga: przede wszystkim dbaj o finanse. Elżbieta I przez 44 lata swego panowania nigdy nie wpadła w kłopoty finansowe. Nie musiała też rezygnować ze swoich planów z powodu braku gotówki. Naszym luminarzom przytrafia się to nagminnie, a kryzys w finansach publicznych wydaje się zjawiskiem trwałym, choć nie tylko specyficznie polskim.

Trzecia reguła: konsekwentnie unikaj wojen. Przez kilka wieków korona brytyjska skrupulatnie przestrzegała zasady, by nie mieszać się do żadnych spraw na kontynencie, gdy nie służą lub nie zagrażają bezpośrednio interesom Imperium. A my? Nie jesteśmy potęgą militarną, po prawdzie nigdy nie byliśmy, a udawanie mocarzy i potrząsanie muskułami wygląda w naszym przypadku dość śmiesznie, bo w naszej historii więcej było wojen przegranych niż wygranych.

Czwarta z zasad wybranych przeze mnie z królewskiego katalogu zalecała, by poddani pomnażali swój majątek. Poddani, a nie (czy nie tylko) rządzący. Paul Johnson, od którego zaczerpnąłem te mądrości, pisał: „Panowanie Elżbiety było okresem pokoju; kwitły przemysł i handel, rosła wydajność rolnictwa, ulepszano drogi, mosty i porty, rozwijały się miasta”[1]. Można z tego wyciągnąć też wniosek, że to siła gospodarki jest podstawą budowania wojskowej potęgi, a nie zakupy broni, choćby najbardziej nowoczesnej.

Kolejna zasada budzi pewne wątpliwości w czasach, w których skłonni jesteśmy lansować innowacje. Monarchini bowiem twierdziła, że każda zmiana niesie ryzyko. Nawet gdy jest to „dobra zmiana”, w konsekwencji każda grozi katastrofą. Może więc raczej „spiesz się powoli”.

Elżbieta zalecała, by wykorzystywać już istniejące instytucje (to zasada szósta) i dobrze współpracować z nimi, skoro już powstały. „Troskliwie zaplanowane podróże po miastach i wsiach wzmacniały […] więzi, stanowiąc przykład niezwykle skutecznej komunikacji z poddanymi” (Johnson, s. 126).

I wreszcie umiar we wszystkim – w jedzeniu, piciu, rozrywkach. Można dodać także – w nagradzaniu wazeliniarstwa poddanych, a z drugiej strony – w schlebianiu gustom pospólstwa. Skoro już trzeba dbać o popularność, warto pamiętać również, że w każdym społeczeństwie idiotów jest więcej niż profesorów uniwersytetów. A pochlebcy myślą raczej o własnych korzyściach, niż o profitach władców.

Ciągle waham się, czy do zbioru cennych maksym włączyć rozumne odwlekanie działań. Wprawdzie grozi to zatrzymaniem i uwiądem, ale hipertrofia „reform” i zalew nowych regulacji prawnych jest nie bolączką już, ale śmiertelną wręcz chorobą. Wystarczy wziąć do ręki obecne krajowe przepisy podatkowe, by wpaść w nieuleczalną depresję.

Brytyjczycy epoki elżbietańskiej dobrze wyszli na kultywowaniu tych zasad. Imperium trwało kilka wieków. Nikt chyba nigdy nie badał, czy uwiąd Korony nie został – przynajmniej w części – spowodowany odstąpieniem od nich, a byłby to ciekawy eksperyment. Brytyjczycy Brytyjczykami, my też sroce spod ogona nie wypadliśmy. Należałoby więc posłużyć się jakimś rodzimym przykładem historycznym.

Dobre dwieście pięćdziesiąt lat temu młody Julian Ursyn Niemcewicz podróżował po Europie. Podróż tę ufundował mu jenerał ziem podolskich i dowódca wojsk litewskich Adam Kazimierz Czartoryski, u którego pisarz pracował jako adiutant. A że książę wiązał z nim pewne nadzieje, wysłał go do różnych krajów w celach edukacyjnych. Wiele mądrości z tych wojaży przywiózł Niemcewicz. Mnie wydaje się, że na szczególną uwagę zasługuje jedna: „Panował wówczas w Toskanii wielki książę Leopold, brat Józefa II, pan mądry i o dobro swego ludu dbały. Jemu Toskania winną jest wyborny swój kodeks. [….]. Ochmistrzem jego był hrabia Coloredo, później sławny Manfredini, ten wychowańcowi swojemu, dzisiejszemu cesarzowi, tę mądrą dawał naukę: „Gdy Wasza Dostojność będzie panował, niech nie rządzi zbyt wiele[2]. Gdyby władcy zechcieli stosować tę maksymę, świat byłby zapewne i mądrzejszy, i szczęśliwszy. A Napoleon mówił później o Coloredo – Manfredinim, że to „człowiek oświecony [….], obdarzony zdrowym rozsądkiem, powszechnie szanowany”[3].

Nadszedł teraz czas, by sprawdzić, czy nowo wybrani zechcą zastosować się przynajmniej do kilku zasad z wymienionego tu katalogu. Niech nie rządzą zbyt wiele, usilnie proszę.

Wynik wyborów raczej potwierdził niż zanegował aktualność maksym przytoczonych wyżej. Wypada tylko uzupełnić ten zbiór dwoma refleksjami. Opozycja demokratyczna (tak się nazywa w medialnym i społecznym obiegu deklarowany sojusz trzech/czterech partii) nie stworzyła struktury pozwalającej na traktowanie jej jako jednolitego organizmu. Tworzą ją struktury partyjne. Receptą na skuteczne rządzenie jest zatem uświadomienie sobie: tak długo, jak interes partyjny dominować będzie nad interesem wirtualnej, ale przecież realnie istniejącej struktury, nie ma co liczyć, a nawet marzyć o skutecznym rządzeniu. Największym wrogiem opozycji demokratycznej (a niebawem już – mam nadzieję – rządzącej siły) są partie tworzące tę strukturę. Jej sformalizowaną postacią jest rząd i to on (w składzie trzy/czteropartyjnym) ma rządzić, a nie kierować się wolą poszczególnych partii. To trudne, prawda, ale konieczne. Rola partii kończy się z chwilą ogłoszenia wyników wyborów i uzgodnienia podziału stanowisk w organach państwa i rządu. Rząd rządzi, a partie nie kierują, jak drzewiej bywało. Jeśli opozycja demokratyczna zmarnuje kapitał, jaki otrzymała, wdzięczne społeczeństwo nie daruje jej tego. To tylko przestroga.

Drugą refleksję spowodowała wypowiedź znanej dziennikarki Dominiki Wielowieyskiej, która analizując nadspodziewaną aktywność młodych wyborców, skomentowała ją tak: dla młodych ludzi PiS to po prostu obciach, a partia Kaczyńskiego i głoszone przez nią poglądy są anachronicznie śmieszne. Nie mogę się powstrzymać przed postawieniem pytania: czy naprawdę społeczeństwo, w którym ponad 23% obywateli powyżej 13 roku życia legitymuje się wyższym wykształceniem, a posiadanie wykształcenia średniego jest zjawiskiem masowym, musiało czekać aż osiem lat, by uświadomić sobie tę prostą prawdę? I czy nas to trochę nie zawstydza mimo wyborczego sukcesu?

[1] Paul Johnson, Bohaterowie, Świat książki, Warszawa 2009, s. 125.

 

[2] Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, PIW, Warszawa 1957, t. I, s. 178.

 

[3]op. cit. s. 399.

 

Felieton ukazał się w numerze 6/2023 „Res Humana”, listopad-grudzień 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności