logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Dylematy lewicowej tożsamości

Jerzy J. WIATR | 1 marca 2023
Fot. Janusz OMIETAŃSKI

Historia lewicy – zarówno historia idei, jak historia ruchów politycznych o lewicowej proweniencji – wskazuje na to, że lewica wyrasta ze sprzeciwu wobec niesprawiedliwych stosunków społecznych. Jest więc buntem w imię lepszego jutra w stosunku do tego, co istnieje dziś. W takim podejściu do zastanego świata lewica zasadniczo różni się od konserwatywnej akceptacji zastanej rzeczywistości, która dopuszcza jedynie ograniczone zmiany, ale nacisk kładzie na kontynuację.

Jeśli jednak ta właściwość lewicy pozostaje jej cechą immanentną, to treści wkładane w ów sprzeciw ulegają poważnej zmianie. W XIX stuleciu, gdy rodziły się masowe partie socjalistyczne, podstawowym, w istocie wręcz jedynym, wymiarem lewicowości był sprzeciw wobec niesprawiedliwych stosunków ekonomicznych, których korzenie ówcześni socjaliści widzieli w prywatnej własności środków produkcji. Marksowska wizja sprawiedliwości społecznej miała jednoznacznie ekonomiczny charakter: oznaczała postulat zastąpienia prywatnej własności środków produkcji własnością społeczną, co w praktyce dwudziestowiecznych państw socjalistycznych oznaczało własność państwową.

Historia państw socjalistycznych pokazała jednak, że upaństwowienie środków produkcji nie powoduje automatycznie zniesienia niesprawiedliwości społecznej, która odradza się w postaci przywilejów warstwy (czy, jak twierdził Milovan Dżilas, klasy) panującej. Współczesna lewica nie postuluje więc nacjonalizacji podstawowych działów gospodarki, lecz skupia uwagę na kwestii sprawiedliwego podziału.

Sprawa jest jednak skomplikowana, gdyż trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, co stanowi sprawiedliwy podział. Nikt poważny nie domaga się, by oznaczał on absolutną równość w dostępie do dóbr materialnych. Czy jednak istnieje bezsporne kryterium sprawiedliwego podziału? Tzw. merytokratyczna sprawiedliwość zakłada, że jedynym kryterium zróżnicowania powinien być wkład jednostki. Krytycy jednak zwracają słusznie uwagę na to, że jednostki od urodzenia mają nierówne szanse. Francuski socjolog Pierre Bourdieu (1930–2002) wprowadził pojęcie „kapitału społecznego”, który powoduje, że na przykład szanse osiągnięcia wysokiej pozycji społecznej kogoś urodzonego w rodzinie o wysokich kwalifikacjach czy o wysokiej pozycji materialnej są znacząco większe, niż szanse rówieśnika urodzonego w ubogiej i słabo wykształconej rodzinie. Uświadomienie sobie tej prostej prawdy prowadzi do relatywizacji merytokratycznej sprawiedliwości. Lewicowy postulat sprawiedliwości ekonomicznej można więc ująć jako sprzeciw wobec nadmiernych i społecznie nieuzasadnionych różnic, na przykład wielkich przywilejów wynikających ze sprawowania kierowniczych funkcji politycznych. Oznacza to zarzucenie postulatu absolutnej równości ekonomicznej na rzecz postulatu zmniejszania różnic i eliminowania nieuzasadnionych przywilejów. Taka ewolucja lewicowego myślenia o sprawiedliwości społecznej oznacza więc odrzucenie postulatu pełnej równości i otwiera drogę do porozumienia z tą wersją liberalizmu, której wyrazicielem był John Rawls (1921–2002). Niestety, część ludzi lewicy (zapewne bardziej z braku wiedzy, niż w wyniku starannego przemyślenia) utożsamia liberalizm z tzw. neoliberalizmem ekonomicznym, który z tradycją liberalną ma niewiele wspólnego. Rezultatem jest pogardliwe nazywanie liberałów „libkami” (jak to czyni jeden z publicystów lewicowych), a nawet wygłaszanie opinii, iż lewicy jest bliżej do Prawa i Sprawiedliwości, niż do liberalnej Platformy Obywatelskiej.

Kwestia komplikuje się dodatkowo, gdy uświadomimy sobie, że wymiar ekonomiczny nie jest ani jedynym, ani nawet głównym wymiarem lewicowości w obecnym stuleciu. Rośnie znaczenie innej płaszczyzny lewicowej tożsamości – kulturowej. Wspólnym elementem obu wymiarów lewicowości – ekonomicznej i kulturowej – jest sprzeciw wobec niesprawiedliwości. Ale w aspekcie kulturowym niesprawiedliwość nie oznacza dyskryminacji ekonomicznej, lecz taką, która wynika z odmawiania równych praw ludziom należącym do mniejszości z uwagi na przynależność etniczną, przekonania religijne, płeć, orientację seksualną. Opowiadając się przeciw wszystkim formom dyskryminacji, lewica rozszerza pojęcia równości i sprawiedliwości, pozbawia je czysto ekonomicznego charakteru, a tym samym wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy w szczególnie wielkim stopniu wrażliwi są na nieekonomiczne przejawy społecznej niesprawiedliwości, na przykład antysemityzm i homofobię.

Dwa wymiary lewicowości, omówione tu pokrótce, nie są logicznie sprzeczne. Wielu ludzi lewicy łączy oba wymiary bez jakichkolwiek trudności. Socjologicznie jednak rzecz analizując, natrafiamy na ważny problem. Wrażliwość na kulturowy wymiar sprawiedliwości społecznej jest znacząco skorelowana z wykształceniem, które zarazem pozostaje we współzależności (już nie tak mocno, ale jednak znacząco) ze statusem materialnym. Konsekwencją tego zjawiska jest to, że wrażliwość na kulturowy wymiar niesprawiedliwości jest silniejsza w środowiskach lepiej wykształconych i zamożniejszych niż w środowiskach ludowych, zwłaszcza wiejskich. Nie musi to być jednak zjawisko wieczne. Stosunek do mniejszości ulega korzystnej zmianie we wszystkich warstwach społecznych, więc możemy liczyć na to, że z czasem istniejące obecnie różnice w tej kwestii będą słabły.

Nie stanie się to jednak automatycznie. Dziś centralnym zadaniem lewicy jest budowanie i upowszechnianie przekonania o wartości szeroko rozumianej sprawiedliwości społecznej, łączącej harmonijnie postulat sprawiedliwego podziału z postulatem poszanowania i realizowania równych praw dla wszystkich mniejszości. W tak rozumianym projekcie lewicowym istnieje ważne miejsce dla ruchu laickiego. Jego wieloletnia historia naznaczona jest odważnym sprzeciwem wobec monopolu autorytetów religijnych, które – także w Polsce – ponoszą znaczną odpowiedzialność za szerzenie i podtrzymywanie stereotypów skierowanych przeciw mniejszościom. Antyjudaizm, silny nie tylko w katolicyzmie, ale także w luteranizmie, stanowił jedno ze źródeł nowoczesnego antysemityzmu, a homofobia miała i ma silne zakorzenienie w sposobie postrzegania życia seksualnego propagowanym przez autorytety religijne. Dziś sprzeciw wobec takich postaw obejmuje coraz liczniejsze środowiska, zwłaszcza w młodszym pokoleniu. To może być szansą dla ruchu laickiego, który powinien szukać wspólnego języka z nowymi ruchami wolnościowymi.

 

Artykuł ukazał się w numerze 2/2023 „Res Humana”, luty-marzec 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności