Ali Laridżani. Czytając Kanta w Teheranie

W historii Islamskiej Republiki Iranu Ali Laridżani odgrywał rolę dyskretną, a zarazem kluczową – był jedną z tych postaci, które spajały system od środka: mniej widocznych, lecz ważnych dla jego funkcjonowania. Nie był ani jej najwyższym decydentem, ani jej twarzą, choć to właśnie on – po pierwszym izraelsko-amerykańskim uderzeniu na Iran – de facto przejął stery państwa i w tym sensie stał się rozpoznawalny.
Rola, jaką pełnił w systemie władzy nie była przy tym efektem osobistych ambicji czy wybujałego ego, lecz wynikiem wyjątkowej równowagi między powściągliwością emocjonalną a pewnością przekonań, a także intelektualnego kapitału, który wyróżniał go na tle otoczenia od zawsze. Dla obserwatorów z Zachodu był postacią niejednoznaczną i kontrowersyjną. Wymykał się zachodnim schematom, determinującym racjonalność w opozycji do religijności, za którą – zwłaszcza w przypadku islamu – z definicji ma się czaić fundamentalizm.
Erudycja Laridżaniego zaskakiwała rozmówców przygotowanych na ideologiczne starcie z reprezentantem – z założenia – opresyjnej teokracji. Polskie delegacje wprawiał w osłupienie, graniczące z popłochem, zapraszając do dyskusji o teoriach Alfreda Tarskiego, nadmieniając przekornie, że chodzi o „wybitnego polskiego logika i matematyka”, którego czyta z uwagą.
Jego odejście ma wymiar nie tylko polityczny, lecz także symboliczny. Wskazuje na schyłek formacji, która wspólnie wystąpiła przeciwko autorytaryzmowi szacha: duchownych i środowisk intelektualistów. Walka z opresją i pragnienie ustanowienia sprawiedliwego systemu politycznego były dla nich obszarem, w którym szyicka teologia pokrywała się z postulatami lewicowymi. Byli zaczytani jednocześnie w Koranie, w klasycznej filozofii greckiej i w nowożytnych koncepcjach Zachodu. Był jednym z nich. To właśnie z tych kręgów wywodzili się czołowi politycy rewolucyjnego Iranu, którzy z religii i filozofii czerpali przekonanie, że republika islamska urzeczywistni idee sprawiedliwości.
Aparat państwa a świat idei
Biografia Laridżaniego wymyka się prostym klasyfikacjom. Przez ponad cztery dekady funkcjonował w niemal wszystkich krytycznych segmentach systemu: od doświadczeń frontowych w Korpusie Strażników Rewolucji, gdzie dosłużył się stopnia generała brygady, przez kolejne stanowiska na czele ministerstw i aparat propagandy, po parlament, którego był przewodniczącym, oraz Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego, której szefował w okresie rosnącego napięcia i w pierwszych dniach wojny – aż do swojej śmierci.
Nie był „numerem dwa” w państwie, jak czasem się sugeruje, lecz raczej kimś w rodzaju łącznika i pośrednika, koordynatora działań różnych ośrodków władzy. Reprezentował interesy twardych struktur, ale zarazem potrafił je kanalizować i łagodzić napięcia.
Z drugiej strony jego droga intelektualna – doktorat z filozofii poświęcony Immanuelowi Kantowi, liczne publikacje, w tym sześć książek, wykłady uniwersyteckie z filozofii – sytuowała go w zupełnie innym porządku niż stereotypowy „funkcjonariusz systemu”. W irańskich warunkach nie było to jednak tak egzotyczne, jak mogłoby się wydawać z zewnątrz. Najwyższe eszelony władzy w republice islamskiej od początku były w znacznej mierze elitami intelektualnymi, próbującymi odpowiedzieć na pytanie, czy i jak można zbudować nowoczesne, sprawiedliwe państwo oparte na religijnej wizji świata.
Racjonalność i objawienie
Dla wielu obserwatorów, zwłaszcza zachodnich, zestawienie „Kant” i „teokracja” wydaje się sprzecznością. Filozofia krytyczna kojarzona jest przecież z oświeceniem, autonomią jednostki i sekularyzacją. Stąd też Ali Laridżani, biegły zarówno w zachodniej logice, jak i w praktyce budowania islamskiej republiki, wywoływał dysonans poznawczy. Skutkowało to albo niechęcią albo próbami przypięcia mu łatki figury znanej z historii XX wieku – wyrafinowanego, acz zapewne moralnie podejrzanego intelektualisty w służbie autorytarnego państwa. Jest to jednak interpretacja europocentryczna, wynikająca z nieznajomości irańskiego kontekstu.
Zachodnie przeciwstawienie religijności jako sfery emocji i racjonalności jako domeny świeckiej okazuje się tu uproszczeniem. W szyickim doświadczeniu obie te sfery mogą się przenikać. W przeciwieństwie do większości nurtów sunnickich tradycja szyicka – w tym rozwinięte w średniowieczu wątki racjonalistyczne – przyznaje rozumowi istotną rolę w poznawaniu porządku świata i interpretacji objawienia. Nie chodzi tu o zastąpienie religii rozumem, lecz o ich współdziałanie: rozum ma pomóc uchwycić sens tego, co boskie, a nie je podważyć. Filozofia staje się w tym kontekście narzędziem teologii.
Z tej perspektywy lektura Kanta w Teheranie nie musi prowadzić do liberalizmu i świeckości. Może natomiast skłaniać do przekonania, że porządek moralny jest racjonalny, a więc możliwy do uzasadnienia i obrony także w ramach systemu religijnego. Dla Laridżaniego filozofia Kartezjusza, Kanta czy Poppera była zatem nie tyle źródłem oświeceniowego liberalizmu, ile narzędziem epistemologicznym, poddawanym reinterpretacji i wykorzystaniu w ramach projektu budowy islamskiej teokracji – w zgodzie z dominującą w szyickiej teologii wykładnią, w której racjonalizm nie stanowi alternatywy wobec religii, lecz instrument poznania boskiego porządku świata. I tu leży klucz do rozbrojenia pozornej sprzeczności, którego europocentryczny umysł nie dostrzega.
To właśnie ta formacja – łącząca dyscyplinę intelektualną z zakorzenieniem w systemie – miała bezpośredni wpływ na sposób uprawiania polityki.
Pragmatyk w systemie
Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć polityczny profil Laridżaniego. Nie był on ani reformatorem, ani doktrynerem. W licznych relacjach na jego temat powraca określenie: „twardy, ale pragmatyczny”. Uczestniczył w negocjacjach nuklearnych, utrzymywał kanały komunikacji z partnerami zagranicznymi, prowadził misje dyplomatyczne w regionie. Był częścią systemu – i to jego twardszego skrzydła – ale zarazem należał do tych, z którymi można było rozmawiać.
Nie wynikało to z politycznego umiarkowania, lecz raczej z operacyjnej racjonalności. Laridżani reprezentował typ polityka, który – nawet jeśli uznaje prymat interesu państwa i ideologii – myśli kategoriami kosztów, równowagi i możliwych scenariuszy. W tym sensie jego formacja filozoficzna nie była jedynie ornamentem. Stanowiła narzędzie porządkowania rzeczywistości.
Między racjonalnością a przemocą
Śmierć Laridżaniego odsłania szerszy problem, który wykracza poza jego biografię: miejsce racjonalności w polityce. Filozofia – także kantowska – nie gwarantuje określonych wyborów politycznych. Jest narzędziem, które może być użyte zarówno do krytyki władzy, jak i do jej uzasadnienia. Laridżani był przykładem tej drugiej możliwości: intelektualisty, który buduje system, wobec którego buntują się inni, a on próbuje go wzmocnić i usprawiedliwić. Jego odejście nie zamyka tych sporów. Przeciwnie – czyni je bardziej widocznymi.
Izraelska strategia eliminowania elit i jej konsekwencje
Jego zabicie wpisuje się w szerszą logikę działań Izraela, które można interpretować jako strategię eliminowania elit przeciwnika. Uśmiercanie kolejnych decydentów niezmiennie wynosi radykałów – ideologicznie twardszych i coraz bardziej zależnych od logiki konfliktu. Kiedy giną ci skłonni do mediacji i budowania konsensusu, przestrzeń negocjacyjna ulega zawężeniu.
Najdobitniejszym przykładem jest zastąpienie Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego przez jego syna, Modżtabę, który – poza bardziej radykalnymi poglądami politycznymi i silniejszymi związkami z Korpusem Strażników Rewolucji – może mieć również motywację osobistą w swojej działalności politycznej: jego bliscy zginęli w jednym ataku.
Ten sam mechanizm widać w przypadku eliminacji przywódców Hamasu czy Hezbollahu. Ich zabicie nie prowadzi do osłabienia organizacji w sensie politycznym, lecz raczej do radykalizacji kolejnych generacji.
Trudno założyć, że prawidłowość ta nie jest dostrzegana przez decydentów izraelskich. Można zatem postawić tezę, że celem tej strategii nie jest wyłącznie osłabienie przeciwnika, lecz takie ukształtowanie pola konfliktu, by stopniowo zdominowali go aktorzy najbardziej radykalni. W takim układzie negocjacje tracą rację bytu, a konflikt staje się podstawową formą relacji.
I tu dochodzimy do sedna: założenie o możliwości kompromisu ustępuje przekonaniu o konieczności zniszczenia przeciwnika. W tym kontekście można przywołać jeszcze jeden przykład – Iran został zaatakowany nie dlatego, że dyplomacja zawiodła, lecz dlatego, że z definicji nie mogła zapewnić ostatecznego rozstrzygnięcia w formie odpowiadajacej oczekiwaniom jego przeciwników. Dyplomacja jest bowiem sztuką prowadzenia trudnych rozmów z adwersarzem, a nie dążeniem do jego anihilacji.
W tle pozostaje pytanie o logikę tej wojny. Zabijanie takich postaci jak Laridżani zawęża możliwości deeskalacji. Konflikt przestaje być problemem do rozwiązania, a staje się stanem, którym należy zarządzać – aż do fizycznej rozprawy z przeciwnikiem.
W takim porządku rzeczy postacie pokroju Alego Laridżaniego – niejednoznaczne, trudne do zaszufladkowania, balansujace między ideą a pragmatyką – stają się coraz mniej potrzebne. I dlatego zapewne stają się przeszkodą.