Poseł Mejza oraz inne przypadki

Wśród licznych kontrowersji i sporów, jakimi żyje obecnie Wiejska 4/6/8, jedno pozostaje niezmienne, że otóż poseł Mejza jest bodaj najbardziej niewykorzystanym mężem stanu w historii Polski. Jest to, bez dwóch zdań, najbardziej obecnie charyzmatyczna postać polityki polskiej, o ile oczywiście nie liczyć Prezesa, który właściwie przechodzi już do historii. Nie to, co poseł Mejza, który tworzy ją na bieżąco, wyrażając swoim jestestwem wszystko to, co każdemu Polakowi jest miłe, ale boi się do tego przyznać. Np. wąsy, którymi obdarzył od jakiegoś czasu swoje szlachetne oblicze, świetnie zawsze przycięte i podkreślające rysy męskiego zdecydowania.
A wąs, jak wiadomo, w polskiej historii odegrał rolę niepoślednią, choćby w dwudziestoleciu międzywojennym. Nawet generalicja jeszcze na początku XXI wieku tłumnie go nosiła, po czym – nie wiedzieć czemu – zgoliła.
Albo łamanie przepisów ruchu drogowego, ze szczególnym wyróżnieniem limitów prędkości – przecież każdy zmotoryzowany Polak to czyni, a ten idiota, który przestrzega limitów, jest zazwyczaj obtrąbiony, zarówno przez samochody, jak i rowery. To czyni z posła Mejzy męczennika wydanego na odkupienie naszych zbiorowych grzechów i właściwie trudno obojętnie przejść wobec takiego męczeństwa pojedynczego człowieka.
Izba to doskonale wie, notorycznie odbierając mu immunitet, którego chyba nawet już nie posiada, bo się zrzekł na wszelki wypadek. Co swoją drogą dość trudno ustalić, policja tymczasem czyha i gdzie może posła Mejzę prześladuje i gnębi, podobnie jak wszystkich bez wyjątku Polaków. A to przecież człowiek realizujący ogólnonarodową misję, zupełnie nie z tego świata. Zresztą, pan poseł wykazywał się już także w innych sferach, jak biznes, i też miał swoje wiekopomne dokonania, szeroko opisywane swego czasu przez prasę. Trudno więc odmówić mu popularności i swoistego charme’u w narodzie, szczególnie w takich sferach, które nie są wystawiane na widok
publiczny, ale istnieją i mają się bardzo dobrze. Jak patostreaming, który pan poseł chyba zakwalifikował do szeroko rozumianej sfery twórczości cyfrowej, czyli de facto kultury i sztuki, holując po korytarzach sejmowych jego wybitnych przedstawicieli. Moim zdaniem, w kontekście innych zasług posła, niewiele to w istocie zmienia, bo i tak patostreamingu ustawowo zakazano, chyba żeby wziąć pod uwagę jego odważną deklarację, że gotów byłby stanąć do walki w zamkniętej klatce, gdyby interes Polski tego wymagał. I tu, obiektywnie, p. poseł Mejza zbliżył się do p. prezydenta Nawrockiego, a nawet jego znajomego z Waszyngtonu, który takową atrakcję urządził sobie na trawniku z okazji urodzin, a ogólnoświatowa telewizja transmitowała. Niestety, poseł Mejza został w tej rywalizacji na razie pominięty, ale to przecież w każdej chwili może się zmienić, bo faktem jest, że poseł troszczy się o kondycję fizyczną, przygotowując prawdopodobnie formę na kolejną okazję.
Tak więc nie jest jeszcze pewne, czy stosowną ustawę o zakazie patostreamingu prezydent podpisze, bo może ona uderzyć nie tylko w tak ulubioną przezeń formę realizacji kultury fizycznej, ale także kulturę i sztukę w ogólności. Poseł Mejza może odegrać tu kluczową rolę, ale nie uprzedzajmy wypadków. Jak wiadomo na końcu procesu legislacyjnego znajduje się podpis prezydenta, bez względu na to, kimkolwiek by on był. A przecież prezydent Nawrocki nie powinien wyrzekać się swoich przekonań, czego dowiódł odbierając odznaczenie innemu prezydentowi, choć ten niespodziewanie odesłał mu je kurierem. Z rozwoju wypadków wynika, że zwrotów mamy już kilkanaście, krajowych jak i zagranicznych, a kto wie, może nawet będzie ich kilkadziesiąt, co wygląda już na istny kryzys medalowy, ale przecież przynosi nam z drugiej strony konkretne korzyści, w postaci kruszcu, z którego ordery i odznaczenia wykonano. A to już daje naprawdę solidne podstawy do sporządzenia długo oczekiwanego SAFE Bis, prezes Glapiński na pewno dorzuci coś od siebie, a Władysław Kosiniak-Kamysz zamieni szybko na okręty podwodne i rakiety.
Więc poseł Mejza szlifuje formę, kruszcu nam przybywa, a gotówki? Jak widać także i to sporo – sumienie ruszyło szczególnie niektórych lekarzy, już zaopatrzonych w dobra pierwszej potrzeby, np. samochód Porsche, który jest pojazdem dość wygodnym i adekwatnym do młodego wieku zwracającego. Zapewne odbije się to na notowaniach partii wiodącej, ale jak słychać na korytarzach Wiejskiej 4/6/8, sprawa nie jest taka prosta, jak dajmy na to ogórek małosolny lub kiszony kalafior. Śledząc jej skomplikowanie, warto odnotować szybką reakcję Izby, która uchwaliła stosowny projekt ustawy, choć mało skonsultowany z prezydentem (patrz wyżej), więc na pewno mający kolosalne szanse przebić się przez jego biurko. Co czyni nas, skromnych sponsorów tego dojnego systemu, kompletnymi frajerami, spokojnie oczekującymi na miejsce w kolejce. Salonik VIP, jak wiadomo, jest niestety tylko dla nielicznych, choć znam niepubliczną placówkę medyczną, która takowy prowadzi dla wszystkich zgłaszających się. Jest to umownie miejsce, w którym pacjenci oczekują na pobranie krwi, wyposażony z kozetkę do odpoczynku po pobraniu, co w moim przypadku każdorazowo kończy się zgonem i żona musi mnie przywracać do życia, bo cóż innego mi na starość zostało? Można więc powiedzieć, że pomysł struktur partyjnych, aby podobne pomieszczenie urządzić w warszawskim Szpitalu Południowym, zaczerpnięto po prostu z rynku, by nie powiedzieć od konkurencji. Czyli właściwie wiele hałasu o nic, sprawa będzie rozmasowywana w szerokim kontekście, a że idą wakacje, to kto będzie o niej pamiętał na jesieni br.?
Felieton ukazał się w numerze 4/2026 „Res Humana”, lipiec-sierpień 2026 r.