logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Cieśnina Ormuz: prawo zwycięzcy a prawo morza

Juliusz GOJŁO | 14 sierpnia 2026
Grafika © Juliusz Gojło

Spór o otwarcie Cieśniny Ormuz przestał być konfliktem o swobodę żeglugi i stał się miernikiem realnego układu sił między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Teheran domaga się, aby przyszłe porozumienie nie tylko sankcjonowało jego decydujący wpływ na ruch przez cieśninę, lecz uwzględniało również zniesienie sankcji, odblokowanie irańskich aktywów i wojenne reparacje – i to zanim, a nie po tym, jak zgodzi się na otwarcie szlaku. W tle coraz wyraźniej pojawia się Oman, wytrwały mediator i pośrednik stron konfliktu od lat, który w ostatnich miesiącach doświadcza coraz silniejszej presji Waszyngtonu.

Dwa reżimy prawne w cieśninie

Cały spór toczy się w przestrzeni prawnie niejednoznacznej, a jego strony nie są związane tymi samymi regułami. Przyjęta dość powszechnie pod egidą ONZ konwencja o prawie morza UNCLOS rozróżnia dwa kluczowe reżimy żeglugi: „przepływ nieszkodliwy” (innocent passage) dla wód terytorialnych oraz „przejście tranzytowe” (transit passage) w cieśninach międzynarodowych. W tym pierwszym przypadku konwencja narzuca szereg ograniczeń, przede wszystkim zakaz użycia siły lub groźby jej użycia wobec państwa nadbrzeżnego, a ponadto ograniczenia dotyczące działań marynarki wojennej – zakaz ćwiczeń z bronią i rozpoznania elektronicznego oraz lotniczego, nakaz przepływu okrętów wojennych wyłącznie w wynurzeniu i pod banderą. W drugim przypadku – cieśnin międzynarodowych – ustanawia stałe prawo do szybkiego przepływu, niezawieszalne nawet w warunkach wojny, obejmujące też przelot statków powietrznych i ruch okrętów podwodnych również w zanurzeniu.

Problem w tym, że z wymienionej już trójki tylko Oman ratyfikował UNCLOS. Iran podpisał konwencję w 1982 roku, ale jej nie ratyfikował, a podpisując zastrzegł, że prawo przejścia tranzytowego będzie honorował wyłącznie wobec państw-stron konwencji, a wobec innych – czyli również USA, które stroną konwencji nie są – gotów jest co najwyżej stosować zasady przepływu nieszkodliwego, ze wszystkimi zastrzeżeniami dotyczącymi kwestii militarnych. Ma to szczególne znaczenie w kontekście trwającej właśnie wojny. USA z kolei nigdy nie przystąpiły do UNCLOS, promując jednocześnie od kilku dekad własny program Freedom of Navigation, w którym przepływ tranzytowy traktują jako element prawa zwyczajowego wiążącego wszystkie państwa niezależnie od ratyfikacji. A zatem na podstawie własnej interpretacji terminów prawnych i autorskiego pomysłu na reżim żeglugi Waszyngton kwestionuje ograniczenia zgłaszane przez Iran oraz wzywa do „poszanowania prawa międzynarodowego”.

Ta niejednoznaczność sprawia, że ostateczny kształt kontroli nad Ormuzem rozstrzygnie się politycznie, nie prawnie.

Od memorandum do ostrzału tankowców

Punktem wyjścia do zrozumienia obecnej sytuacji jest zestawienie dzisiejszych żądań Iranu z postanowieniami memorandum zawartego 17 czerwca 2026 roku między Teheranem a Waszyngtonem, które miało zakończyć działania wojenne i rozwiązać kwestię zamknięcia cieśniny. Porozumienie zakładało prostą sekwencję działań: obie strony znoszą blokadę i otwierają cieśninę, przy czym tekst expressis verbis nakładał na Iran i Oman dwumiesięczną odpowiedzialność – a więc i kontrolę – za przepływ statków, a przy tym nie odnosił się w tym kontekście w żaden sposób do roli USA (art. 5 memorandum). Iran miał odzyskać możliwość swobodnego eksportu ropy dzięki zniesieniu sankcji sektorowych, a w życie wchodziło zawieszenie broni obejmujące również izraelskie działania wojenne w Libanie. Trzy najtrudniejsze kwestie gospodarcze – całościowe zniesienie sankcji, reparacje, odmrożenie aktywów – miały zostać odłożone do rozstrzygnięcia w ciągu następnych 60 dni, razem z programem nuklearnym[1].

Dziś ta kolejność została odwrócona. Iran żąda reparacji, szerszego zniesienia sankcji i odmrożenia aktywów jako warunku wstępnego otwarcia cieśniny, a nie jako przedmiotu dalszych negocjacji. Kwestia nuklearna zniknęła z rozmów niemal całkowicie. To świadectwo strategicznego błędu administracji Trumpa: w czerwcu Stany Zjednoczone miały możliwość zawarcia znacznie korzystniejszego porozumienia i zaprzepaściły ją, decydując się na eskalację konfliktu.

Z irańskiej perspektywy mechanizm podważający zaufanie do memorandum został uruchomiony zanim jeszcze wygasł 60-dniowy termin rozmów. Rozejm w Libanie został naruszony niemal natychmiast po jego podpisaniu – Izrael zawarł z władzami w Bejrucie porozumienie, które w opinii libańskiej opozycji i ulicy było niczym innym jak wymuszonym przyzwoleniem na kontynuację wojny na libańskim terytorium. Równolegle obiecane odmrożenie irańskich aktywów skurczyło się z deklarowanych 30 mld dolarów do zera, głównie z powodu stanowiska Waszyngtonu, który uzależnia jakiekolwiek ruchy od spełnienia rygorystycznych warunków wstępnych (tzw. „pay-for-performance”).

Punktem zwrotnym stało się jednak co innego: Iran uznał, że Stany Zjednoczone zachęcają inne państwa do omijania irańskiej kontroli nad cieśniną, sugerując, że szlak „torem omańskim”, tj. na omańskich wodach terytorialnych, jest otwarty i można z niego korzystać niezależnie od irańskiej zgody. Teheran znalazł się wobec wyboru: albo zaakceptować przepływ tankowców poza swoją kontrolą, co oznaczałoby faktyczny koniec panowania nad cieśniną, albo działać kinetycznie. W Iranie pojawiło się nawet podejrzenie, że dwa konkretne tankowce zostały przekazane Stanom Zjednoczonym przez Katar i Arabię Saudyjską jako swoiste wabiki w teście irańskiej gotowości do reakcji. Tak czy inaczej, Iran ostrzelał oba statki, a prezydent Trump, którego podpisane memorandum coraz mocniej uwierało, potraktował incydent jako dogodny pretekst, by je porzucić i wznowić działania wojenne.

Kto wraca z tarczą, a kto na tarczy

Miesięczna kampania amerykańskich bombardowań nie osłabiła zdolności Iranu do kontrolowania Ormuzu – raczej wzmocniła irańską determinację i opór. Iran zaostrzył blokadę cieśniny, uderzył na cele infrastrukturalne w Kuwejcie i przeprowadził ataki na amerykańskie instalacje wojskowe w Syrii i Jordanii, wymuszając ewakuację amerykańskiego sprzętu wojskowego z baz w Zatoce dalej od irańskich granic. Gdy prezydent Trump zagroził zniszczeniem irańskich elektrowni, Iran przedstawił listę instalacji energetycznych w państwach Zatoki, które zaatakuje w razie dalszej eskalacji. Waszyngton musiał z gróźb się wycofać. Powstał więc paradoks: wojna rozpoczęta między innymi po to, by ograniczyć irańską zdolność oddziaływania na region, zakończyła się sytuacją, w której ta zdolność wzrosła, a amerykańska obecność wojskowa w bezpośrednim sąsiedztwie Iranu – zmalała.

Utrata skuteczności amerykańskiej dźwigni eskalacyjnej znajduje odzwierciedlenie w konkretnych liczbach. W pierwszych 20 dniach wojny Stany Zjednoczone zużyły ponad 300 pocisków manewrujących Tomahawk, podczas gdy realia budżetowe i produkcyjne pozwalają na wytworzenie jedynie 67 takich pocisków rocznie. Łącznie zaatakowano około 7 tysięcy celów – przy użyciu drogiego, technologicznie zaawansowanego i trudnego do szybkiego odtworzenia uzbrojenia – bez uzyskania rozstrzygającego efektu militarnego. Problem ma charakter strukturalny: przewaga technologiczna nie rekompensuje braku zdolności przemysłowej do szybkiego uzupełniania kosztownych systemów uzbrojenia, podczas gdy Iran mógł wyczerpywać amerykańskie zapasy relatywnie tanimi dronami i pociskami. Spośród 17 amerykańskich baz w regionie 16 miało zostać poważnie uszkodzonych w ramach irańskiej strategii systematyczneych uderzeń – istotny fakt, który tłumaczy zarówno niechęć państw Zatoki do dalszej eskalacji, jak i psychologiczny wymiar amerykańskiej porażki: sojusznicy USA dostrzegli, że Waszyngton nie był w stanie ochronić nawet własnej infrastruktury wojskowej na ich terytorium.

To wszystko tłumaczy, dlaczego siłowe otwarcie cieśniny nie rozwiązuje problemu. Stany Zjednoczone teoretycznie dysponują środkami wystarczającymi do militarnego wymuszenia swobody żeglugi. W praktyce taka operacja oznaczałaby jednak dalszą eskalację wojny i ryzyko irańskich ataków na infrastrukturę energetyczną i odsalarnie w państwach Zatoki. Przekłada się to na brak akceptacji ze strony regionalnych sojuszników USA – ci jasno zakomunikowali Trumpowi, że kolejna faza konfliktu jest dla nich nie do przyjęcia. Do tego dochodzi ograniczenie zapasów amunicji, które czyni groźbę eskalacji mniej wiarygodną niż rok wcześniej.

Oman: wąskie pole manewru

Rola Maskatu zmieniła się nieco w stosunku do wcześniejszej fazy negocjacji. Kilka miesięcy wcześniej Oman podjął próbę bezpośredniego pośrednictwa z Iranem z własnej inicjatywy. Stany Zjednoczone zareagowały wówczas groźbą sankcji i uderzeń militarnych – co samo w sobie było posunięciem osobliwym wobec sojusznika. Obecna runda rozmów przebiega inaczej: Omańczycy, wbrew wypracowanej z trudem własnej pragmatyce dyplomatycznej są coraz bardziej spychani do roli pośrednika przekazującego Teheranowi kolejne propozycje Waszyngtonu, a Amerykanom – irańskie reakcje.

Pozycja Omanu nie jest przypadkowa i nie wynika wyłącznie z bieżącej kalkulacji politycznej. To jedyny sygnatariusz i strona UNCLOS w tej trójce, co z jednej strony czyni go naturalnym punktem odniesienia dla obu stron. Z drugiej natomiast, z perspektywy Waszyngtonu, staje się dogodnym narzędziem nacisku na Iran, co jest pomysłem wyrachowanym, opartym częściowo na uproszczonym – choć nie całkiem błędnym – założeniu, że członkostwo w Radzie Współpracy Zatoki czyni z Omanu oczywistego sojusznika USA. Rzeczywistość jest bardziej złożona: Oman od dekad utrzymuje neutralną, choć życzliwą postawę wobec Iranu i trudno założyć, że zrobi cokolwiek, co byłoby dla Teheranu kłopotliwe.

Kontrola bez zamknięcia

Trwałe zamknięcie Ormuzu byłoby dla Teheranu w dłuższej perspektywie obciążeniem mnożącym koszty i problemy, a zatem rozwiązaniem nie do zaakceptowania na stałe. Jednocześnie Iran wyraziście zastrzega sobie prawo do wyłączności orzekania, jak długo taki stan rzeczy miałby trwać. Na obecnym etapie przekłada się to na przekonanie, że zapisanie tej kontroli czarno na białym jest konieczne. Oznacza to zaostrzenie języka art. 5 podpisanego w czerwcu memorandum i wyeliminowanie wszelkich niejednoznaczności. W tym modelu cieśnina byłaby formalnie zarządzana przez Iran wspólnie z Omanem, choć w istocie to Teheran decydowałby, które statki i kiedy mogą przez nią przepływać, a także w jakim tempie ta kontrola miałaby być z czasem luzowana.

Taki układ jest dla Waszyngtonu trudniejszy do zaakceptowania niż jakkolwiek formalne sprecyzowanie czasowej trwałości blokady, ponieważ oznacza uznanie Iranu za jeden z głównych podmiotów decydujących o zasadach funkcjonowania jednego z kluczowych światowych korytarzy energetycznych.

Skąd bierze się stanowczość Iranu

Kwestia poboru przez Iran opłat za korzystanie z cieśniny ma znaczenie wykraczające poza wymiar ekonomiczny. Nawet jeśli Kongres USA zablokuje pełne zniesienie sankcji – co uznaje się za bardzo prawdopodobne z wielu powodów – Iran może częściowo skompensować brak dochodów sankcyjnych dzięki opłatom za przepływ. Ormuz przestaje być wówczas wyłącznie punktem nacisku i staje się źródłem stałego dochodu oraz trwałej dźwigni politycznej, niezależnej od dobrej woli Kongresu.

Ta sama logika rządzi kolejnością realizacji zobowiązań, którą Iran narzuca w negocjacjach. Teheran nie chce powtórki z czerwca 2026 roku, gdy – w jego odczuciu – Waszyngton zaczął podważać porozumienie niemal od momentu podpisania. Cała seria wcześniejszych doświadczeń stała się przyczyną trwałej nieufności: wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego w 2018 roku, dwukrotne rozpoczęcie działań wojennych w trakcie negocjacji, ścinanie obiecanej kwoty odmrożonych aktywów aż do zera, wreszcie złamanie czerwcowego memorandum.

Dochodzi do tego czynnik izraelski: Iran zakłada, że niezależnie od tego, kto zasiada w Białym Domu, Izrael i proizraelskie lobby w Waszyngtonie będą dążyć do podważenia każdego porozumienia korzystnego dla Teheranu. To dodatkowy powód, dla którego Iran chce uzyskać maksimum korzyści w momencie zawierania układu – opłaty za przepływ, zniesienie sankcji, reparacje – zamiast liczyć na ich stopniową realizację w przyszłości.

Twarda postawa Iranu daje się wyjaśnić na dwóch poziomach, które nie stanowią dla siebie przeciwwagi, lecz się zazębiają. Na poziomie układu sił liczy się przede wszystkim wynik wojny: Iran wyszedł z niej silniejszy, Stany Zjednoczone utraciły wiarygodną groźbę eskalacji. Na poziomie kalkulacji bezpieczeństwa liczy się natomiast to, jak Iran postrzega samo zagrożenie: wbrew popularnej na Zachodzie interpretacji, irańska bezkompromisowość nie wynika z ideologicznego dziedzictwa rewolucji 1979 roku, lecz z oceny, że Stany Zjednoczone stały się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa jako takiego, a nie po prostu republiki islamskiej. Stąd też Iran nie tyle dąży do zwycięstwa nad USA – co jest nierealne – ile do zmiany równowagi zagrożeń, czyli do sytuacji, w której jego przywódcy nie muszą ukrywać się przed amerykańskimi uderzeniami, a infrastruktura kraju nie pozostaje na celowniku rakiet.

Cieśnina Ormuz jako probierz przewagi

Spór o cieśninę jest instrumentem szerszej renegocjacji regionalnego porządku bezpieczeństwa. Iran nie negocjuje wyłącznie ceny za otwarcie szlaku, lecz uznanie swojej pozycji jako regionalnego ośrodka siły, mocarstwa, i ograniczenie amerykańskiej obecności wojskowej w swoim sąsiedztwie – oraz gwarancję, że wojna się nie powtórzy.

Kontrola nad wąskim gardłem cieśniny nie musi oznaczać fizycznego panowania nad każdym metrem akwenu ani rozstrzygnięcia sporu o prawo tranzytu na czyjąkolwiek korzyść. Wystarczy zdolność sprawienia, że armatorzy, ubezpieczyciele i rządy uznają określony sposób przepływu za jedyny racjonalny, a Stany Zjednoczone – że negocjowanie z Teheranem jest jedyną dostępną opcją, a nie jedną z wielu. To właśnie różni obecną sytuację od tej sprzed wojny: dawniej bezpieczeństwo Zatoki definiowała amerykańska potęga, dziś to Iran zaczyna samodzielnie ustalać reguły regionalnego porządku.

To najlepiej pokazuje, gdzie faktycznie rozstrzyga się władza nad Ormuzem: nie w tekście UNCLOS ani w sporze o to, czyja interpretacja reguł żeglugi jest prawnie trafniejsza, lecz w codziennej decyzji armatora, ubezpieczyciela i kapitana, którą trasę uznają za bezpieczną. Tytuł prawny do kontroli cieśniny pozostaje sporny od dekad i tak będzie zapewne w przyszłości. Zdolność do jej faktycznego narzucenia i sprawowania – już nie.

[1] Szerzej o okolicznościach i konsekwencjach podpisania czerwcowego memorandum między Iranem a USA w tekście: Juliusz Gojło, „USA–Iran: pokój na kredyt”, Res Humana, 17 czerwca 2026,  https://reshumana.pl/usa-iran-pokoj-na-kredyt/

© Juliusz Gojło dla Res Humana
14.08.2026

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, wyłącznie w celu umożliwienia dostępu do witryny i zapewnienia jej podstawowych funkcji. Nie wykorzystujemy Państwa danych w celach marketingowych, nie przekazujemy ich podmiotom trzecim w celach marketingowych i nie wykonujemy profilowania użytkowników. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne.