logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Żegnając Czurikową i Panfiłowa

Grzegorz WIŚNIEWSKI | 10 grudnia 2023
M. Chaczyk

W odstępie zaledwie siedmiu miesięcy, w styczniu i sierpniu tego roku odeszli Inna Czurikowa i Gleb Panfiłow – wielka aktorka i wielki reżyser, jedno z najbardziej znanych rosyjskich małżeństw artystycznych, przez ponad półwiecze tworzące wspaniały filmowy duet.

Gleb Panfiłow należał do tej generacji reżyserów, która debiutowała w tak owocnych dla radzieckiej kinematografii latach sześćdziesiątych – byli wśród owych „młodych gniewnych” Andriej Tarkowski, Elem Klimow, Wasilij Szukszyn, Łarisa Szepitko, Andriej Michałkow-Konczałowski, Kira Muratowa, Aleksiej German, Ilja Awerbach, Andriej Smirnow. Chemik z wykształcenia, Panfiłow ukończył potem studia operatorskie i wyższe kursy reżyserskie; uprosiwszy o współpracę niemłodego już, legendarnego scenarzystę Jewgienija Gabriłowicza, zrobił wielkie wrażenie i odniósł ogromny sukces już dwoma swoimi pierwszymi filmami. Trzeba przejść i przez ogień (1968; Złoty Lampart na festiwalu w Locarno) oraz Początek (1970; Srebrny Lew w Wenecji) portretowały młode, wkraczające dopiero w życie dziewczęta, samorodne ludowe talenty, przeżywające chwile wielkich uniesień w zetknięciu ze sztuką i pierwszą miłością. W pierwszym utworze, którego akcja toczyła się gdzieś na zapleczu wojny domowej w latach 1918–1919, bohaterką była obdarzona talentem malarskim sanitariuszka w jednostce Czerwonej Armii, w czas ostatecznej próby dobrowolnie wybierająca śmierć z rąk białych, w tym drugim – współczesna młoda robotnica z małego miasta, która, wypatrzona przez reżysera podczas spektaklu w amatorskim teatrze, gdzie grała Babę Jagę, otrzymała główną rolę w filmie o Joannie d’Arc. W obu tych obrazach główne bohaterki zagrała wypatrzona wcześniej przez Panfiłowa na wielkim ekranie Inna Czurikowa, wnet jego żona i muza, której powierzał odtąd najważniejsze role w niemal wszystkich swych dziełach i która stała się tych dzieł prawdziwą współtwórczynią. W ankiecie naszego miesięcznika „Kino” wielu krytyków uznało Początek za jedno z najważniejszych na świecie dokonań filmowych roku. Duże wrażenie uczynił także kolejny film Panfiłowa, którego scenariusz, podobnie jak większości następnych, stworzył już sam – Proszę o głos (1975; Nagroda Jury w Karlowych Warach), którego bohaterką była mierząca się z nieprostymi problemami zawodowymi i tragedią rodzinną dojrzała kobieta czynu, przewodnicząca prezydium miejskiej rady narodowej. Nasz czołowy krytyk Kazimierz Młynarz napisał wtedy w poznańskim miesięczniku „Nurt”: „Po premierze Początku nazwano twórczość Panfiłowa najpiękniejszym pejzażem europejskiego kina. Po trzecim filmie – Proszę o głos – wiadomo już, że chodzi o mistrza kina światowego, którego możliwości i pasja są nieograniczone”.

*

W roku 1977, przygotowując dla wspomnianego „Nurtu” cykl rozmów z wybitnymi twórcami rosyjskimi na temat ich stosunku do Polski i jej kultury, zwróciłem się z prośbą o wypowiedź i do Gleba Panfiłowa. Powiedział mi wtedy tak:

„Gdy w ubiegłym roku po raz pierwszy odwiedziłem Polskę, uderzyło mnie przede wszystkim niezwykłe pokrewieństwo i podobieństwo naszych kultur. Nigdy nie przypuszczałem, że jesteśmy sobie tak bliscy, że łączy nas tak wiele. Wrażenie to było tym silniejsze, że wyjeżdżałem do Polski bez specjalnego uprzedniego przygotowania i odbierałem wszystko spontanicznie, na świeżo.

Zawsze ciekawiło mnie polskie kino, poczynając od Wajdy i Kawalerowicza poprzez Zanussiego, na najmłodszym pokoleniu kończąc. Ale w ciągu dwukrotnego pobytu w Polsce największe wrażenie na mnie i na mojej małżonce wywarł polski teatr. Z wielkim zainteresowaniem oglądaliśmy spektakle Swinarskiego, Hanuszkiewicza, Szajny – teatry to zupełnie odmienne, ale właśnie dlatego można było ocenić diapazon waszych twórczych poszukiwań. Od dawna fascynowała mnie polska plastyka, w szczególności plakat – wedle mnie najlepszy na świecie. Podróżowałem niemało, lecz nic lepszego od polskiego plakatu nie widziałem. Cechuje go cudowne poczucie stylu i formy; zresztą ów wyostrzony zmysł formy uważam w ogóle za rzecz charakterystyczną dla polskiej sztuki, za jej wyróżnik. I w tym właśnie widzę – na tle generalnego podobieństwa – pewną różnicę naszych kultur, jakkolwiek i sztuka rosyjska, choćby w pierwszych dziesięcioleciach naszego wieku, dokonała właśnie w dziedzinie formy tak wielu znaczących odkryć. Troskę o formę uważam w twórczości za rzecz niezwykłej wagi – przecież forma, sposób wyrażania stanowi w określonym stopniu i o treści; jeśli artysta nie znajdzie odpowiedniej formy, o treści poza nim nie dowie się nikt”.

*

Że należy do twórców niekoniunkturalnych, niezbicie udowodnił Panfiłow i swym następnym dziełem – nakręcony w 1979 r. demaskatorski Temat, o wysoko notowanym oficjalnie, lecz grzęznącym w artystycznych kompromisach dramatopisarzu, musiał czekać na premierę aż do początków pierestrojki, kiedy to dostał też Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Lata te zaowocowały również dwiema świetnymi ekranizacjami rodzimej dramaturgii: najpierw „melancholijnie smutną, niepozbawioną wszakże szczypty optymizmu” (Edward Pawlak) opowieścią o młodej kelnerce z syberyjskiej osady – Walentyną (1981) wedle Zeszłego lata w Czulimsku Aleksandra Wampiłowa, potem zaś ponurą historią tyleż bezwzględnej, co świadomej zbliżającego się upadku swego świata majętnej właścicielki przedsiębiorstwa żeglugowego – Wassą (1983; Nagroda Główna w Moskwie) według Wassy Żeleznowej Maksyma Gorkiego.

Do Gorkiego Panfiłow – znowu ostentacyjnie bezkompromisowy – powrócił w roku 1990, wziąwszy na warsztat jego słynną Matkę, co było aktem odwagi tak artystycznej (po niegdysiejszym arcydziele Pudowkina), jak i obywatelskiej (uczynił to przecież w momencie, gdy literacki oryginał z jego i ideologią, i estetyką usiłowano bezpowrotnie odesłać do lamusa). Ten ryzykowny zamiar zrodził wszelako film zaiste znakomity – po premierowym pokazie w moskiewskim Domu Filmowca nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oglądałem być może najlepszy obraz radziecki ostatniego pięciolecia. Opowieść o dojrzewaniu proletariusza i jego matki do rewolucji stała się dla Panfiłowa okazją i pretekstem do stworzenia ponad trzygodzinnej epopei, malującej szeroką panoramę Rosji u początków dwudziestego stulecia – rosyjski pejzaż, rosyjskiego człowieka, rosyjską duszę, ukazanych we wspaniale wyrazistych ujęciach, z wyszukanymi metaforami, z sugestywnymi aluzjami. Pojawiał się na ekranie w tej Panfiłowowskiej Matce i car (w rozmowie ze swym ministrem), i Lenin (pracujący nad artykułem w Londynie); byli pijani, nurzający się w błocie robotnicy, ale był też piękny jak Apollo młody Fiodor Szalapin z towarzyszącą mu piękną damą i uroczą córeczką; były w tym filmie wielkość i podłość, słońce i mrok, wykwint i zezwierzęcenie, uroda i brzydota, wszystkie kontrasty i sprzeczności wielkiego kraju w przededniu wielkiej przemiany i towarzyszącej jej wielkiej ofiary, w której sens reżyser zdawał się niewątpliwie wierzyć. Pokazana w Cannes ta Matka przyniosła Panfiłowowi Nagrodę Specjalną Jury „za wybitne osiągnięcia artystyczne”.

Po Matce Panfiłow jako filmowiec dziesięć lat milczał. Już u progu naszego wieku przedstawił solenny i głęboki obraz Carska rodzina Romanowów (2000) o ostatnim półtoraroczu życia Mikołaja II i jego najbliższych. Potem pojawiły się telewizyjne i kinowe adaptacje Kręgu pierwszego Aleksandra Sołżenicyna oraz Niewinnych winowajców Aleksandra Ostrowskiego; ostatnią pracą reżysera była ekranizacja Sołżenicynowego Jednego dnia Iwana Denisowicza (2021; główna nagroda na festiwalu Efebo d’Oro w Palermo). Jak napisał już po jego śmierci jeden z rosyjskich krytyków, w okresie poradzieckim (w przeciwieństwie do niektórych swych kolegów) Panfiłow stawiał sobie wysoko poprzeczkę do końca.

*

A Inna Czurikowa – u Panfiłowa Tania Tiotkina w Trzeba przejść i przez ogień, Pasza Stroganowa w Początku, przewodnicząca Uwarowa w Proszę o głos, Sasza Nikołajewa w Temacie, Anna w Walentynie, tytułowa Wassa, Pelagia Niłowna w Matce, Natalia Gierasimowicz w Kręgu pierwszym, Otradina w Niewinnych winowajcach, Mniszka w Iwanie Denisowiczu – grywała również w ważnych filmach innych wybitnych rosyjskich twórców, też wielokrotnie za nie wyróżniana, m.in. Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie. Nadto przez niemal półwiecze była związana ze znanym moskiewskim Teatrem im. Leninowskiego Komsomołu (późniejszym Lenkomem), gdzie występowała m.in. w Hamlecie Szekspira (jako Ofelia w spektaklu Andrieja Tarkowskiego i Gertruda w przedstawieniu swojego męża, który sporadycznie zajmował się też reżyserią teatralną), grała Komisarza w Tragedii optymistycznej Wsiewołoda Wiszniewskiego, Mamajewą w Pamiętniku szubrawca Ostrowskiego, Arkadinę w Mewie Czechowa. Głębi jej interpretacji i maestrii jej aktorskiego warsztatu nikt nigdy nie kwestionował; odchodziła w glorii jednej z największych współczesnych artystek rosyjskiej sceny.

Przeżyła lat siedemdziesiąt dziewięć; Panfiłow o dziesięć więcej. Spoczęli obok siebie na najważniejszym cmentarzu Rosji – moskiewskim Nowodziewiczym.

Dr Grzegorz Wiśniewskihistoryk kultury, eseista, autor kilkunastu książek poświęconych kulturze polskiej oraz rosyjskiej.

***

„Nie możemy milczeć wobec rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie. Kto milczy w obliczu zła, staje się jego wspólnikiem” – oświadczył Siemion Byczkow, wybitny rosyjski dyrygent. Gdy rosyjska armia najechała na Ukrainę, Kongres Inteligencji Rosji opublikował otwarty apel „do podżegaczy wojennych”, w którym Kongres ostrzegł przed „hańbą, która spada na nas wszystkich i na przyszłe pokolenia Rosjan”. W pierwszym dniu apel podpisało stu trzydziestu wybitnych artystów i naukowców. Wśród sygnatariuszy apelu nie było ani Gleba Panfiłowa, ani jego żony Inny Czurikowej. Czurikowa nie chciała wierzyć, że inna wielka rosyjska aktorka Lija Achiedżakowa jednoznacznie potępiła agresję i na znak protestu opuściła teatr „Sowriemiennik”, gdzie była największą z gwiazd. „Nie, ona nie mogła tego zrobić. Ona jest z nami” – przekonywała siebie Czurikowa.

Milczenie Panfiłowa i Czurikowej było tym bardziej dojmujące, że pokoleniu „lat sześćdziesiątych” (XX wieku), do których ich zaliczano, przypisywano rolę niemalże zbawcy honoru inteligencji rosyjskiej. „Sześćdziesiętnicy” swoim gniewem, poszukiwaniem swobody wyrazu artystycznego, swoim buntem przeciwko pozostałościom stalinizmu stworzyli mit kiełkującej w ZSRR wolności, którą zadławiły lata breżniewowskiego zastoju.

Obok Panfiłowa, tylko dwaj inni reżyserzy – Andriej Michałkow-Konczałowski i Andriej Smirnow – spośród tych, których wymienia Grzegorz Wiśniewski, dożyli „dnia wielkiego moralnego egzaminu”, gdy trzeba było opowiedzieć się: przeciwko Złu czy za rosyjskim imperializmem. Andriej Smirnow (autor m.in. genialnego filmu Dworzec Białoruski) rosyjską inwazję potępił. Michałkow-Konczłowski, brat Nikity Michałkowa, zagorzałego akolity Putina, wojnę faktycznie poparł. „Ukraina skazana jest na to, aby być razem z Rosją”, oświadczył. Panfiłow przemilczał – utracił szansę na to, aby ugruntować mit „sześćdziesiętników” i przejść do historii.

Wielu wybitnych twórców rosyjskich wystąpiło przeciwko wojnie. Część z nich wyemigrowała. Ale równie wielu, może nawet większość, małodusznie stchórzyła lub wręcz poparła agresję. Okazało się, jak już niejednokrotnie w historii, że dla wielu rosyjskich demokratów i progresistów wolność i demokracja kończy się, gdy rzecz idzie o wolność i niepodległość Ukrainy czy Białorusi.

Redakcja „Res Humana”

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności