logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Z Orbánem czy bez?

Renata MIEŃKOWSKA-NORKIENE | 18 grudnia 2023
Fot. © Unia Europejska, 2023

Czy właśnie zakończony szczyt Rady Europejskiej to klasyczne „wiele hałasu o nic”? Wręcz przeciwnie.

Światowa prasa prześciga się w doniesieniach o otwarciu Ukrainie szeroko drzwi do Unii Europejskiej (podobnie zresztą jak Mołdawii) pomimo sprzeciwu Viktora Orbána. Jednocześnie jednak ze względu na sprzeciw tego polityka pozostaje zamknięta możliwość przeznaczenia 50 miliardów euro na bezpośrednią pomoc Ukrainie. Czy jest on dla Europy zagrożeniem? Pytanie retoryczne. Orbán to spolegliwy w relacji z Putinem autokrata, żerujący na konieczności osiągnięcia jednomyślności krajów UE w kluczowych dla Wspólnoty kwestiach. Ale – paradoksalnie – właśnie zakończone spotkanie głów państw europejskich pokazało słabość, a nie siłę premiera Węgier.

Do akceptacji otwarcia negocjacji dla Ukrainy i Mołdawii oraz pomocy finansowej dla tego pierwszego kraju próbowali go przekonać m.in. Emmanuel Macron, Olaf Scholz, Donald Tusk i Charles Michel jako szef RE. Jak się okazało – częściowo skutecznie. Ponieważ Orbán uchodzi za finansowego szantażystę (zasłużenie), kilka dni przed szczytem obiecano także odblokowanie Węgrom 10 miliardów euro z polityki spójności. Udało się z otwarciem negocjacji (Orbán był podczas głosowania nieobecny, więc nie zgłosił weta), nie udało się z pięćdziesięcioma miliardami dla Ukrainy (tu weto zgłosił). Dyskusję w tej ostatniej kwestii przełożono na luty, a do tego czasu będą zapewne podejmowane próby przekonania go do zmiany zdania.

Wszystko to brzmi tak, jakby Orbán dostał, czego chciał; jednak tak nie jest.

Po pierwsze, Europa widzi coraz wyraźniej, że jego Węgry zagrażają europejskiemu bezpieczeństwu. Widzą to szczególnie państwa bałtyckie i skandynawskie, Francja czy Niemcy (Polska, co oczywiste, także). Można się zatem spodziewać, że cierpliwość państw UE wobec Budapesztu zbliża się ku końcowi. I chociaż ten koniec nie nastąpi zapewne szybko (a do przekonania Orbána do niewetowania pomocy Ukrainie i „sypnięcia mu groszem” dojdzie jeszcze w lutym 2024 r.), wybory do Parlamentu Europejskiego z pewnością będą momentem, kiedy UE będzie musiała przedefiniować wiele aspektów postrzegania swojej przyszłości. I być może podjąć decyzję, że w tej przyszłości nie ma miejsca dla Orbána.

Po drugie, jego – i tylko jego – sprzeciw pokazał, jak duża jest jedność pozostałych państw i jak duże zrozumienie dla konieczności wsparcia Ukrainy. Mimo „zmęczenia wojną”, o którym wspominała choćby Giorgia Meloni (nie blokowała jednak decyzji Rady Europejskiej, co warto podkreślić), Ukraina musi dostać wsparcie, bo walczy o bezpieczeństwo Europy, nie tylko własne. Jeśli w USA wygra kandydat Demokratów, Orbán będzie musiał zapewne stanąć w obliczu konieczności wyboru: Europa albo Rosja. A to nie musi spowodować, że na pewno wybierze otwarte szeroko (a jakże), ociekające tanią ropą, ramiona Putina. Co więcej, Węgrzy są proeuropejscy, a opozycja w tym kraju nie zawsze musi być skazana na porażkę (przykład Polski zresztą zapewne da Orbánowi do myślenia, a węgierskiej opozycji nadzieję). Styl, w jakim Orbán „poddał się” w kwestii otwarcia negocjacji, pokazuje, że boi się Putina, boi się swoich obywateli, ale boi się też blokować każdą decyzję wymagającą jednomyślności w UE. Jest zatem w istocie tchórzem.

Po trzecie, sprzeciw węgierskiego premiera uruchomił działania na rzecz obejścia jego weta poprzez umowy bilateralne, ale także przyspieszył dyskusje o wykorzystaniu zamrożonych rosyjskich aktywów w celu odbudowy Ukrainy po wojnie. I choć do podjęcia kluczowych decyzji droga daleka, już wiadomo, że weto Orbána katalizuje szukanie „kreatywnych” rozwiązań na rzecz Ukrainy.

Po czwarte wreszcie jedność wszystkich państw poza Węgrami w tak ważnej kwestii, jak próba pokonania militarnego Rosji (fakt, rękami Ukraińców, ale to przykra prawda, którą trzeba zaakceptować), a która jeszcze dwa lata temu była całkowitą political fiction, pokazuje, że UE zaczyna stawiać coraz odważniejsze kroki w kierunku autonomii w obszarze bezpieczeństwa i obrony. I zapewne do niej dojdzie. Z Orbánem czy bez.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności