logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Śmierć prezydenta Iranu

Juliusz GOJŁO | 21 maja 2024
Fot: IRNA

Wiele słów już napisano o śmierci prezydenta Iranu, nie szczędząc na ogół słów krytyki i przypominając złowieszczy przydomek „Teherańskiego Rzeźnika”, jakim obdarzyło go wielu jego rodaków. Dyskurs polskich komentatorów został udomowiony nie tylko przez proste przytoczenie tyleż oczywistych co stereotypowych wyobrażeń jak wyżej, ale też sprowadzony do połajanek na poletku polityki wewnętrznej na temat formuły i treści kondolencji ze strony polskich władz. W pierwszym przypadku – stereotypizacji – nie brakowało wypowiedzi świadczących o słabym zrozumieniu irańskiego systemu politcznego i sprawowania władzy, w tym zwłaszcza roli prezydenta jak i Najwyższego Przywódcy. W drugim natomiast – sprowadzenia do zaścianka – pojawiające się również wyrazy oburzenia, że kondolencje w ogóle zostały wystosowywane, są smutnym dowodem niezrozumienia, że Polskę ze światem wiąże coś zupełnie innego, niż anachroniczne wyobrażenia.

Ebrahim Raisi był tyleż bezwzględnym prokuratorem rewolucyjnego sądu, co bezbarwnym prezydentem i fatalnym mówcą, który rozczarował nawet własnych zwolenników. W autorytarnym systemie władzy, gdzie  dodatkowo istnieje kilka wzajemnie kotrolujących się ośrodków, to właśnie radykalizm i brak skrupułów, a zatem również brak umiejetności zjednywania sobie zwolenników charyzmą i budowania w ten sposób własnego zaplecza politycznego, okazały się przepustką do kolejnych szczebli kariery politycznej. Co więcej, w przeciwieństwie do wielu prominentnych postaci Republiki Islamskiej Raisi nie pochodził ani z wpływowej rodziny religijnej, jak pięciu bardzo wpływowych braci Larijani (Ali – były przewodniczący Madżlisu ma doktorat z filozofii Zachodu,  Mohammad Javad – były wiceminister spraw zagranicznych jest docenianym matematykiem, Sadegh – były szef systemu sądowniczego, Bagher – jest uznanym lekarzem, Fazel jest fizykiem i dyplomatą), których ojciec był wielkim ajatollahem, ani z wpływowego rodu kupieckiego jak Javad Zarif (były minister spraw zagranicznych), ani też nie był w przeszłości związany ze Strażnikami Rewolucji jak Ahmadinejad (były prezydent) i Ghalibaf (były mer Teheranu, możliwy kandydat na prezydenta w najbliższych wyborach).

Chamenei – sam wybrany na następcę imama Chomeiniego właśnie z racji swojej bezbarwności i braku zaplecza politycznego – odsuwał na bok każdego, kogo lojalność wobec niego nie była wyłączna i niepodzielna. Toteż popierał i promował Raisiego, jako kandydata na prezydenta dlatego, że Raisi, jako sędzia, przedstawiciel Przywódcy i szef sądownictwa, lojalnie mu służył, a przy tym sam nie miał realnej władzy ani swoich własnych zwolenników. Raisi był też idealnym kandydatem na prezydenta po tym, jak irański establishment uznał, że odejście administracji Trumpa od postanowień porozumienia jądrowego z Iranem (tzw. JCPOA), a więc utrzymanie koszmaru sankcji,  było z góry zamierzone, a zatem stanowiło oszustwo i drwinę ze zobowiązań, jakie w jego ramach wziął na siebie Iran. Wiele można mówić na temat istoty irańskich wyborów, ich wolności czy samej demokracji à la iranienne w islamskim wydaniu, niemniej Raisi wybory te wygrał zarówno z powodu rozgoryczenia zwolenników republiki islamskiej, jacy do wyborów poszli, by odsunąć nieudaczników, którzy dali się Zachodowi oszukać, jak i jej przeciwników, którzy uznali, że sytuacja jest i tak tragiczna, więc nie ma sensu głosować (frekwencja wyniosła wówczas 48,8% i była najniższa w historii wyborów prezydenckich w Iranie po rewolucji 1979).

Śmierć Raisiego stawia przed rządzącymi Iranem dwa bardzo istotne wyzwania. Po pierwsze zmienia rozkład sił w walce o urząd prezydenta. Radykałowie, których Raisi był reprezentantem,  do tej pory pewni, że w kolejnych wyborach to znów wygra Raisi, nie mają oczywistego i gotowego do natychmiastowego wystawienia kandydata. Po drugie Raisi był brany pod uwagę jako następca 85-letniego Chameinego. Stąd też jego śmierć tworzy próżnię nie w jednym, a w dwóch miejscach i stanowi znacznie głębsze naruszenie  dotychczasowej równowage sił wewnątrz establishmentu. Konieczne namaszczenie odpowiednich kandydatów a następnie przeprowadzenie wyborów w społeczeństwie od miesięcy politycznie rozedrganym jest tym samym dla władz w Teheranie nie lada wyzwaniem.

Przy wszystkich powyższych ocenach warto zwrócić też uwagę na inny, niezbyt oczywisty, a możliwy scenariusz. Paradoksalnie śmierć Raisiego może okazać się dla Republiki Islamskiej dobodziejstwem, gdyż daje szansę na wyrwanie się z marazmu bezbarwnej władzy wykonawczej. W 2021 roku Rada Strażników zdyskwalifikowała co bardziej kompetentnych kandydatów do wyborów prezydenckich, takich jak Ali Larijani, a sprawnemu w zarządzaniu teherańska metropolią Mohammadowi Ghalibafowi zabroniła startu. Jacy kandydaci ostatecznie zostaną zakwalifikowani zależy też po części, choć nie w pełni, od Alego Chamneiego. Najwyższy Przywódca już raz okazał pragmatyzm stawiając, po rządach populisty i enfant terrible polityki irańskiej Mahmuda Ahmadinedżada, na umiarkowanego Hasana Rouhaniego w 2013 i ponownie w 2017. Za wyborem tym przeważyć miała argumentacja obozu Rouhaniego, że pod ciężarem programu jądrowego gospodarka kraju w końcu upadnie, natomiast odstąpienie od niego wzamian za zniesienie sankcji gospodarczych jest grą wartą świeczki.

Kto stanie w wyborcze szranki dowiemy się prawdopodobnie niebawem.

(Juliusz Gojło – w latach 2010–2017 ambasador RP w Islamskiej Republice Iranu)

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności