PORTAL DLA POSZUKUJĄCYCH RZETELNYCH ANALIZ, KTÓRZY CHCĄ SOBIE WYROBIĆ WŁASNE ZDANIE
Portal reshumana.pl jest cyfrową odsłoną dwumiesięcznika lewicowo-liberalnych intelektualistów i inteligentów – wymagających, ważących racje, dostrzegających niuanse. A przy tym społecznie wrażliwych, rozumiejących złożoność współczesnego świata, będących przekonanymi Europejczykami.
To na bieżąco aktualizowany serwis z artykułami i analizami redaktorów, zaprzyjaźnionych autorów oraz tych, którzy piszą dla nas na specjalne zaproszenie; trochę w wersji light w porównaniu z wydaniem papierowym. Obok dłuższych, pogłębionych refleksji zawiera komentarze o aktualnych wydarzeniach – oczywiście też dobrze przemyślane i oparte o wiarygodne źródła. Nie zamierzamy ściga
się z portalami informacyjnymi, ale dajemy gwarancję wysokiej jakości publikowanych materiałów.
W postaci drukowanej „Res Humana” ukazuje się nieprzerwanie od 1991 roku. Powstała jako pismo wolnomyślicieli. Wyrosła z bogatych tradycji polskiej lewicy i demokracji, antycznej filozofii i Oświecenia oraz europejskich wartości drugiej połowy XX wieku i trwającego stulecia. Na jej łamach ukazywały się m.in. teksty Tadeusza Kotarbińskiego, Jerzego Wiatra, Zygmunta Baumana, Leszka Kołakowskiego i innych wielkich humanistów. A także osób posiadających realny wpływ na kształtowanie opinii w ważnych sprawach publicznych – na przykład Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza.
REDAKCJA
Mirosław CHAŁUBIŃSKI
Z-ca redaktora naczelnego. Socjolog i historyk idei, autor książek i publikacji. Profesor – emerytowany, lecz wciąż aktywny wykładowca
J. Paweł GIEORGICA
Wywodzący się ze środowiska UW politolog i socjolog, profesor na wielu uniwersytetach.
Redaktor naczelny „Res Humana – Scientia”
Renata MIEŃKOWSKA-NORKIENE
Socjolożka i politolożka (dr hab.). Wykłada na UW, działa w międzynarodowych towarzystwach naukowych. Obywatelka UE: żyje między Polską, Litwą i Luksemburgiem
Zdzisław Aleksander RACZYŃSKI
Pisarz, publicysta. W latach 2000-2022 – w służbie zagranicznej, ambasador w Tunezji i Armenii
Anna SIKORSKA-MICHALAK
Wydawczyni, związana z rynkiem książki od 30 lat. Politolożka i dziennikarka. Autorka i redaktorka słowników języka polskiego
Robert SMOLEŃ
Redaktor naczelny. Niegdyś polityk lewicy (minister w Kancelarii Prezydenta A. Kwaśniewskiego, poseł), po 2005 r. działa w think-tankach i NGO
Ewa SPYŁA
Sekretarz redakcji. Z branżą wydawniczą związana od 1994 r. Wydawczyni, założycielka i redaktorka naczelna pisma medycznego i serwisu internetowego
Janusz TERMER
Krytyk literacki, redaktor czasopism społeczno-kulturalnych, publicysta; autor książek poświęconych literaturze współczesnej
RADA REDAKCYJNA
Zdzisław SŁOWIK
Redaktor-Senior, który kierował „Res Humana” przez ponad 30 lat, niemal od początku jej istnienia. Dr socjologii.
Danuta WANIEK
Polityczka, aktywistka w kwestiach praw kobiet i stosunków Państwo – Kościół. Autorka książek, artykułów i rozpraw naukowych.
Jerzy J. WIATR
Przewodniczący Rady. Socjolog o światowej renomie – otworzył wiele rozdziałów w dorobku tej nauki. Honorowy prezes TKŚ im. T. Kotarbińskiego
Andrzej ŻOR
Polonista, historyk. Autor kilkunastu biografii, powieści i zbiorów opowiadań. Jeszcze niedawno wiceprezes Związku Literatów Polskich
ZAPRZYJAŹNIENI AUTORZY
Pamięć, saksofon i poszukiwanie siebie
Wiesław Myśliwski zmarł 30 marca 2026 roku.
Za swój Traktat o łuskaniu fasoli otrzymał Nagrodę Literacką Nike. Jako autor adaptacji tej powieści oraz scenariusza spektaklu teatralnego Saksofon (a także jego współreżyser – wraz z Mariuszem Bonaszewskim), chciałbym przybliżyć koncepcję adaptacyjno-realizacyjną naszego przedstawienia, a także moje szczególne relacje ze śp. Wiesławem Myśliwskim.
Pionierska adaptacja
Dla przypomnienia: nasz Saksofon z 2012 roku (pokazywany m.in. w Teatrze Narodowym) „był jedną z pierwszych znaczących prób przełożenia powieści Myśliwskiego na język teatru” – jak podaje Gemini, sztuczna inteligencja koncernu Google. Powieść ukazała się w 2006 roku, a ze względu na jej specyficzną formę – długi, zawiły monolog – adaptacja jest zadaniem niezwykle trudnym. Późniejsza, bardzo ceniona adaptacja Emilii Nagórki w Teatrze im. Witkacego w Zakopanem miała premierę dopiero w 2023 roku. Warto odnotować, że 27 marca 2026 r., w Międzynarodowym Dniu Teatru i na trzy dni przed śmiercią naszego znakomitego pisarza, została ona gościnnie wystawiona w Centrum Kultury Alternatywy na Ursynowie.
Składając tekst mojego scenariusza w ZAiKS-ie, sformułowałem następującą notę: „Nasz spektakl to utwór sceniczny, zbliżający się do monodramu, na motywach powieści Myśliwskiego, charakteryzujący się istotnie odmienną konstrukcją literacką. Wynika to nie tylko ze skrótów, ale też z zupełnie odmiennego połączenia fragmentów, z daleko idących przemieszczeń w kolejności obrazów scenicznych. Starałem się zachować istotę i klimat pierwowzoru, dając jednak swoistą propozycję literackiego kształtu i wizji scenicznej, podporządkowanej motywowi saksofonu. Dlatego obawiam się, że nie można już tego traktować jako tzw. adaptacji, a raczej jako nowy twór literacko-sceniczny na motywach powieści”.
Głos pamięci i postać Drugiego
Cały nasz spektakl rozpoczyna się od Głosu pamięci, czyli od słów Starego Autora, nazwanego w naszej sztuce Drugim – tę rolę przyjąłem osobiście. Po moim początkowym, krótkim monologu głos przejmuje główny bohater powieści, czyli Ja młody, który snuje retrospektywną opowieść swojego życia. Gra go znakomity aktor Mariusz Bonaszewski.
Pamięć (Głos pamięci) upostaciowałem pod nazwą Drugi, wprowadzając postać sceniczną, która w adaptowanej powieści nie istnieje. Zabieg ten sprawił, że główny bohater w spektaklu – choć niby rozmawia z tajemniczym gościem (jak w powieści) – tak naprawdę poszukuje samego siebie, konfrontując się z różnymi „Ja” z różnych momentów swojego życia. W powieści gość istnieje realnie, ale bardziej słucha niż mówi – funkcjonuje dla przyczyny formalnej, by bohater mógł roztoczyć przed nim historię swego życia ze wszystkimi wątkami egzystencjalnymi, etycznymi, historycznymi, a nawet poetycko-metafizycznymi, zwłaszcza wątkami o przemijaniu.
Mój dramatopisarski zamysł polegał na stworzeniu spektaklu rozmowy bohatera w istocie bardziej ze sobą niż z formalnym odbiorcą niekończącego się monologu. To spektakl swoistej spowiedzi przed samym sobą i jednocześnie przed odbiorcami. Mamy do czynienia z jedną i tą samą postacią w kreacji dwóch aktorów: stary jest aktualnym alter ego autora oryginału, młody – tym samym człowiekiem z czasów młodości i wieku średniego.
Poszukiwanie siebie – klucz do Myśliwskiego
Bohater (Ja) osadzony w konkretnych realiach peerelowskiego Kraju retrospektywnie rozpoznaje siebie w sytuacjach z własnej przeszłości. (Uwypuklają to wprowadzone przeze mnie pieśni z minionej epoki – Pieśń o Stalinie, Ech, ta droga, Taczanka). Można powiedzieć, że wydobywa siebie z pamięci. A pamięć dla Wiesława Myśliwskiego jest kategorią szczególną. Sam pisarz mówi: „Pamięć jest takim lecącym do nas światłem dawno zgasłej gwiazdy. Tyle że nie zawsze jest w stanie do nas dolecieć za naszego życia. […] A w ogóle może wszystko jest pamięcią?”
Drugiego w swym scenariuszu powołałem do życia po to, by wielki kreator – Wiesław Myśliwski – skrywający się pod postacią swego bohatera, mógł jeszcze bardziej wyraziście, naocznie spotkać się sam ze sobą. To spotkanie nie było jednorazowe, lecz wielorazowe i wielofazowe – w zależności od tego, z bohaterem której fazy życia spotykał się stary Autor, czyli Głos Pamięci. Tropienie Ja przez Drugiego generowało wszelkie warstwy samoświadomości autorskiej, ukryte mniej lub bardziej głęboko w Pamięci.
Janusz Termer w swym szkicu wspomnieniowym o Myśliwskim[1] przyznał, że istotnym motywem, a ja bym nawet powiedział – przewodnim i docelowym, który starałem się wyłuskać w swoim adaptacyjnym scenariuszu, było „obsesyjne poszukiwanie samego siebie” autora Traktatu o łuskaniu fasoli. Poszukiwanie siebie – niby sprawa prosta, a zarazem złożona. W wielu powieściach autor usiłuje zdefiniować swoją tożsamość poprzez bohatera, który jest mniej lub bardziej zamaskowanym alter ego. Jednak u Myśliwskiego chodzi nie tyle o fabularne losy, ile o sposób przeżywania, koncepcje życiowe, uniwersalne spojrzenie na sens życia w różnych jego okresach – od wczesnej młodości aż po schyłek, na istotę przemijania.
Dlatego tak ważne staje się doświadczenie życiowe i właśnie pamięć. Pamięć Myśliwskiego – egzystencjalna, metafizyczna – funkcjonuje podobnie jak zawodzenie saksofonu. Dlatego postawiłem na scenie bodajże najlepszą z naszych polskich saksofonistek, Alinę Mleczko.
Czas zniewolony, marzenie o wolności
Autor, wywołując do odpowiedzi dialogującego bohatera, podsyca swą pamięć, usiłuje ją obiektywizować, ale i poddaje twórczej kreacji. W powieści, tak jak i w naszym spektaklu, obserwuje on bohatera, a w istocie samego siebie, przeżywającego swój czas. Sam wydaje się ponadczasowy. Niekiedy z pozycji nadrzędnych strofuje Ja, poucza dobrotliwie, innym razem nęka pamięcią czasu zniewolonego. Wtedy staje się Strażnikiem Porządku, Dyrektorem Szkoły dławiącym bunt uczniów.
Drugi jest nie tylko Innym – Drugi jest też w nas, chociaż w nieco innym sensie. Wiedzą dobrze, co to znaczy, ci, którzy żyli w okresie polsko-sowieckiego socjalizmu, w czasach cenzury i autocenzury. Drugi tkwi głęboko w Ja, ale jako ten, co już doświadczył, co przeżył, i teraz może patrzeć na siebie dawnego z zewnątrz – jako ktoś, kto już wie o wiele więcej.
W językowej prostocie wyrazu Wiesława Myśliwskiego ukrywa się głęboko ludzkie przeżywanie świata i siebie samego. Poza pamięcią zła jest też pamięć dobrych twarzy. Wtedy Drugi przejmuje rolę Nauczyciela muzyki – jedynego „ludzkiego” pedagoga w reżimowej szkole. Nauczyciel pełen słabości, uzależniony od alkoholu, zapala dobre światełko w świecie znękanych, a szczególnie przed naszym bohaterem, któremu pozwala przybliżyć się do Mitu, realizować Marzenie – zdawać by się mogło – nierealne. Mitem tym była muzyka, czyli wolność. Muzyka mało wówczas znanego saksofonu, która nieśmiało przenikała z Zachodu grube ściany zamkniętego „domu”. Żeby z niego wyjść, bohater nie tylko marzy, ale i ćwiczy na pożyczonym saksofonie, zbiera pieniądze na własny. Słynna wymiana pieniędzy – państwowe oszustwo na wielką skalę – odbiera mu szansę na spełnienie marzenia. Kupuje więc sobie za tę garść bezwartościowych pieniędzy… kapelusz.
Myśliwski powiada: „Świat jest tym, co opowiedziane”. Zachowując jego idee, dokładając pamięć własną, spróbowaliśmy przez inny, sceniczny obraz odtworzyć w wielkim skrócie świat narysowany przez pisarza.
O piosenkach i rozmowie z Mistrzem
Przyznam, że poza jednostronicowym Prologiem (moim Wprowadzeniem) nie dodałem do właściwego tekstu Autora choćby jednego słowa spoza powieściowego ciągu – chociaż przełamywałem linearność. Teksty Myśliwskiego łączyłem według własnej koncepcji dramaturgicznej, zawsze dbając o semantyczny i ideowy wyraz, tożsamy z oryginałem.
Wiesław Myśliwski był obecny na warszawskiej premierze naszego spektaklu w 2013 roku w Teatrze za Dalekim na Ursynowie (wcześniejsze pokazy odbyły się w 2012, m.in. w Wyszkowie i w Nałęczowie na Festiwalu Wielu Kultur). Komplementował Mariusza Bonaszewskiego i Alinę Mleczko, a także moją koncepcję adaptacyjno-reżyserską. Janusz Termer, który był wtedy na spektaklu, potwierdza: „Patrzyłem na obecnego na tym spektaklu Wiesława – był bardzo wzruszony”.
Mogę jednak dodać, że nieco od niego oberwałem – delikatnie, ale oberwałem – podczas pospektaklowej rozmowy z publicznością. Nie miał zastrzeżeń do puenty (której najbardziej się obawiałem), zadał mi jednak niewinne pytanie: – A dlaczego Pan w spektaklu śpiewa? Odpowiedziałem: – Bo lubię śpiewać. Aby nie zabrzmiało to prowokacyjnie, dodałem: – Śpiewam piosenki z czasów wczesnego PRL-u, by młodszym widzom uwypuklić tamtą epokę. Wtedy Myśliwski zapytał spokojnie: – To ja jej dostatecznie nie uwypukliłem? Przyhamowałem. Nie powiedziałem, że niełatwo było jemu atmosferę tamtych czasów wyłożyć na ponad pięciuset stronach, a my musieliśmy wyczarować ją z dwudziestostronicowego scenariusza. Nie powiedziałem też, że wprowadzenie piosenek z epoki jest zabiegiem często spotykanym. Milczałem skromnie, choć Myśliwski musiał przecież wcześniej zaakceptować mój scenariusz w ZAiKS-ie, byśmy mogli go legalnie wystawiać, a teksty piosenek, które wprowadziłem do spektaklu, były w tym scenariuszu zapisane,
W ramach I edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie (2015) wystąpiliśmy z Saksofonem i odnotowaliśmy prawdziwy sukces, a po spektaklu pani Maja Komorowska osobiście składała mi gratulacje. Kilka dni później, gdy już mnie tam nie było, na moją niewinną głowę posypały się gromy, bo dowiedział się o mojej niesubordynacji pan Wiesław, który przyjechał przed końcem festiwalu. Teraz mogę tylko żałować, że już twarzą w twarz nie stanę przed Mistrzem prozy, by mu się usprawiedliwić i obiecać, że już nie zaśpiewam.
Finał: metafizyczna puenta
Puentę spektaklu wykroiłem głównie z początkowych tekstów powieści. W naszym zaaranżowanym ujęciu zabrzmiała ona metafizycznie. Bohater wyskakuje z pociągu. I w tym momencie następuje wyraźna zmiana klimatu akcji całego spektaklu – z realistycznego przechodzi w nadrealny. Oto końcowy fragment mojego scenariusza:
JA: Przypiąłem się do okna, że może stąd jakiś ratunek dla mnie nadejdzie. I na szczęście po niedługim czasie tej męki pociąg wjechał na moją stację. Nie czekając, aż się zatrzyma, pchnąłem drzwi i jeszcze w biegu wyskoczyłem.
(Saksofon nagle urywa. Przyciemnienie. Dłuższa pauza. Ja podąża za dziwnym przeciągłym tonem saksofonu.)
JA: Szedłem, a mgła mnie wciąż rozmazywała, wciąż nie mogłem osiągnąć tego dotkliwego poczucia, że to ja.
DRUGI (śpiewa): Ech, ta droga / tonie we mgłach. / Znowu chłód i trwoga / i burzanu krzak.
JA: W pewnej chwili przystanąłem, otarłem chusteczką tę mgłę z czoła, po czym pochyliłem się, żeby podwinąć wyżej nogawki spodni, a wtedy kapelusz spadł mi z głowy. Zacząłem go szukać w trawie i w tym momencie może bym się zbudził, bo bez kapelusza poczułem się, jakby jedną nogą na jawie…
(Saksofon łka metafizycznie przez dłuższy czas.)
DRUGI: Może bym się zbudził…
JA: Ma się rozumieć, że mnie kusi.
DRUGI: O, nieraz mnie kusi. Zdarza się nawet…
Razem (już jako tożsama postać): …wyjmę saksofon z futerału, zawieszę sobie na szyi, wsadzę ustnik w usta…
(Saksofon gra.)
W tym momencie – gdy mówimy jednocześnie z Mariuszem ten sam tekst – ukazujemy, że jesteśmy tą samą postacią, przesuniętą w czasie. Dla Myśliwskiego, jak sam pisał, „wszystko jest pamięcią”. Mam nadzieję, że nasz Saksofon oddał tej pamięci sprawiedliwość.
[1] Zob. s. 87–88. Przyp. redakcji.
Pamięć, saksofon i poszukiwanie siebie
Wiesław Myśliwski zmarł 30 marca 2026 roku.
Za swój Traktat o łuskaniu fasoli otrzymał Nagrodę Literacką Nike. Jako autor adaptacji tej powieści oraz scenariusza spektaklu teatralnego Saksofon (a także jego współreżyser – wraz z Mariuszem Bonaszewskim), chciałbym przybliżyć koncepcję adaptacyjno-realizacyjną naszego przedstawienia, a także moje szczególne relacje ze śp. Wiesławem Myśliwskim.
Pionierska adaptacja
Dla przypomnienia: nasz Saksofon z 2012 roku (pokazywany m.in. w Teatrze Narodowym) „był jedną z pierwszych znaczących prób przełożenia powieści Myśliwskiego na język teatru” – jak podaje Gemini, sztuczna inteligencja koncernu Google. Powieść ukazała się w 2006 roku, a ze względu na jej specyficzną formę – długi, zawiły monolog – adaptacja jest zadaniem niezwykle trudnym. Późniejsza, bardzo ceniona adaptacja Emilii Nagórki w Teatrze im. Witkacego w Zakopanem miała premierę dopiero w 2023 roku. Warto odnotować, że 27 marca 2026 r., w Międzynarodowym Dniu Teatru i na trzy dni przed śmiercią naszego znakomitego pisarza, została ona gościnnie wystawiona w Centrum Kultury Alternatywy na Ursynowie.
Składając tekst mojego scenariusza w ZAiKS-ie, sformułowałem następującą notę: „Nasz spektakl to utwór sceniczny, zbliżający się do monodramu, na motywach powieści Myśliwskiego, charakteryzujący się istotnie odmienną konstrukcją literacką. Wynika to nie tylko ze skrótów, ale też z zupełnie odmiennego połączenia fragmentów, z daleko idących przemieszczeń w kolejności obrazów scenicznych. Starałem się zachować istotę i klimat pierwowzoru, dając jednak swoistą propozycję literackiego kształtu i wizji scenicznej, podporządkowanej motywowi saksofonu. Dlatego obawiam się, że nie można już tego traktować jako tzw. adaptacji, a raczej jako nowy twór literacko-sceniczny na motywach powieści”.
Głos pamięci i postać Drugiego
Cały nasz spektakl rozpoczyna się od Głosu pamięci, czyli od słów Starego Autora, nazwanego w naszej sztuce Drugim – tę rolę przyjąłem osobiście. Po moim początkowym, krótkim monologu głos przejmuje główny bohater powieści, czyli Ja młody, który snuje retrospektywną opowieść swojego życia. Gra go znakomity aktor Mariusz Bonaszewski.
Pamięć (Głos pamięci) upostaciowałem pod nazwą Drugi, wprowadzając postać sceniczną, która w adaptowanej powieści nie istnieje. Zabieg ten sprawił, że główny bohater w spektaklu – choć niby rozmawia z tajemniczym gościem (jak w powieści) – tak naprawdę poszukuje samego siebie, konfrontując się z różnymi „Ja” z różnych momentów swojego życia. W powieści gość istnieje realnie, ale bardziej słucha niż mówi – funkcjonuje dla przyczyny formalnej, by bohater mógł roztoczyć przed nim historię swego życia ze wszystkimi wątkami egzystencjalnymi, etycznymi, historycznymi, a nawet poetycko-metafizycznymi, zwłaszcza wątkami o przemijaniu.
Mój dramatopisarski zamysł polegał na stworzeniu spektaklu rozmowy bohatera w istocie bardziej ze sobą niż z formalnym odbiorcą niekończącego się monologu. To spektakl swoistej spowiedzi przed samym sobą i jednocześnie przed odbiorcami. Mamy do czynienia z jedną i tą samą postacią w kreacji dwóch aktorów: stary jest aktualnym alter ego autora oryginału, młody – tym samym człowiekiem z czasów młodości i wieku średniego.
Poszukiwanie siebie – klucz do Myśliwskiego
Bohater (Ja) osadzony w konkretnych realiach peerelowskiego Kraju retrospektywnie rozpoznaje siebie w sytuacjach z własnej przeszłości. (Uwypuklają to wprowadzone przeze mnie pieśni z minionej epoki – Pieśń o Stalinie, Ech, ta droga, Taczanka). Można powiedzieć, że wydobywa siebie z pamięci. A pamięć dla Wiesława Myśliwskiego jest kategorią szczególną. Sam pisarz mówi: „Pamięć jest takim lecącym do nas światłem dawno zgasłej gwiazdy. Tyle że nie zawsze jest w stanie do nas dolecieć za naszego życia. […] A w ogóle może wszystko jest pamięcią?”
Drugiego w swym scenariuszu powołałem do życia po to, by wielki kreator – Wiesław Myśliwski – skrywający się pod postacią swego bohatera, mógł jeszcze bardziej wyraziście, naocznie spotkać się sam ze sobą. To spotkanie nie było jednorazowe, lecz wielorazowe i wielofazowe – w zależności od tego, z bohaterem której fazy życia spotykał się stary Autor, czyli Głos Pamięci. Tropienie Ja przez Drugiego generowało wszelkie warstwy samoświadomości autorskiej, ukryte mniej lub bardziej głęboko w Pamięci.
Janusz Termer w swym szkicu wspomnieniowym o Myśliwskim1 przyznał, że istotnym motywem, a ja bym nawet powiedział – przewodnim i docelowym, który starałem się wyłuskać w swoim adaptacyjnym scenariuszu, było „obsesyjne poszukiwanie samego siebie” autora Traktatu o łuskaniu fasoli. Poszukiwanie siebie – niby sprawa prosta, a zarazem złożona. W wielu powieściach autor usiłuje zdefiniować swoją tożsamość poprzez bohatera, który jest mniej lub bardziej zamaskowanym alter ego. Jednak u Myśliwskiego chodzi nie tyle o fabularne losy, ile o sposób przeżywania, koncepcje życiowe, uniwersalne spojrzenie na sens życia w różnych jego okresach – od wczesnej młodości aż po schyłek, na istotę przemijania.
Dlatego tak ważne staje się doświadczenie życiowe i właśnie pamięć. Pamięć Myśliwskiego – egzystencjalna, metafizyczna – funkcjonuje podobnie jak zawodzenie saksofonu. Dlatego postawiłem na scenie bodajże najlepszą z naszych polskich saksofonistek, Alinę Mleczko.
Czas zniewolony, marzenie o wolności
Autor, wywołując do odpowiedzi dialogującego bohatera, podsyca swą pamięć, usiłuje ją obiektywizować, ale i poddaje twórczej kreacji. W powieści, tak jak i w naszym spektaklu, obserwuje on bohatera, a w istocie samego siebie, przeżywającego swój czas. Sam wydaje się ponadczasowy. Niekiedy z pozycji nadrzędnych strofuje Ja, poucza dobrotliwie, innym razem nęka pamięcią czasu zniewolonego. Wtedy staje się Strażnikiem Porządku, Dyrektorem Szkoły dławiącym bunt uczniów.
Drugi jest nie tylko Innym – Drugi jest też w nas, chociaż w nieco innym sensie. Wiedzą dobrze, co to znaczy, ci, którzy żyli w okresie polsko-sowieckiego socjalizmu, w czasach cenzury i autocenzury. Drugi tkwi głęboko w Ja, ale jako ten, co już doświadczył, co przeżył, i teraz może patrzeć na siebie dawnego z zewnątrz – jako ktoś, kto już wie o wiele więcej.
W językowej prostocie wyrazu Wiesława Myśliwskiego ukrywa się głęboko ludzkie przeżywanie świata i siebie samego. Poza pamięcią zła jest też pamięć dobrych twarzy. Wtedy Drugi przejmuje rolę Nauczyciela muzyki – jedynego „ludzkiego” pedagoga w reżimowej szkole. Nauczyciel pełen słabości, uzależniony od alkoholu, zapala dobre światełko w świecie znękanych, a szczególnie przed naszym bohaterem, któremu pozwala przybliżyć się do Mitu, realizować Marzenie – zdawać by się mogło – nierealne. Mitem tym była muzyka, czyli wolność. Muzyka mało wówczas znanego saksofonu, która nieśmiało przenikała z Zachodu grube ściany zamkniętego „domu”. Żeby z niego wyjść, bohater nie tylko marzy, ale i ćwiczy na pożyczonym saksofonie, zbiera pieniądze na własny. Słynna wymiana pieniędzy – państwowe oszustwo na wielką skalę – odbiera mu szansę na spełnienie marzenia. Kupuje więc sobie za tę garść bezwartościowych pieniędzy… kapelusz.
Myśliwski powiada: „Świat jest tym, co opowiedziane”. Zachowując jego idee, dokładając pamięć własną, spróbowaliśmy przez inny, sceniczny obraz odtworzyć w wielkim skrócie świat narysowany przez pisarza.
O piosenkach i rozmowie z Mistrzem
Przyznam, że poza jednostronicowym Prologiem (moim Wprowadzeniem) nie dodałem do właściwego tekstu Autora choćby jednego słowa spoza powieściowego ciągu – chociaż przełamywałem linearność. Teksty Myśliwskiego łączyłem według własnej koncepcji dramaturgicznej, zawsze dbając o semantyczny i ideowy wyraz, tożsamy z oryginałem.
Wiesław Myśliwski był obecny na warszawskiej premierze naszego spektaklu w 2013 roku w Teatrze za Dalekim na Ursynowie (wcześniejsze pokazy odbyły się w 2012, m.in. w Wyszkowie i w Nałęczowie na Festiwalu Wielu Kultur). Komplementował Mariusza Bonaszewskiego i Alinę Mleczko, a także moją koncepcję adaptacyjno-reżyserską. Janusz Termer, który był wtedy na spektaklu, potwierdza: „Patrzyłem na obecnego na tym spektaklu Wiesława – był bardzo wzruszony”.
Mogę jednak dodać, że nieco od niego oberwałem – delikatnie, ale oberwałem – podczas pospektaklowej rozmowy z publicznością. Nie miał zastrzeżeń do puenty (której najbardziej się obawiałem), zadał mi jednak niewinne pytanie: – A dlaczego Pan w spektaklu śpiewa? Odpowiedziałem: – Bo lubię śpiewać. Aby nie zabrzmiało to prowokacyjnie, dodałem: – Śpiewam piosenki z czasów wczesnego PRL-u, by młodszym widzom uwypuklić tamtą epokę. Wtedy Myśliwski zapytał spokojnie: – To ja jej dostatecznie nie uwypukliłem? Przyhamowałem. Nie powiedziałem, że niełatwo było jemu atmosferę tamtych czasów wyłożyć na ponad pięciuset stronach, a my musieliśmy wyczarować ją z dwudziestostronicowego scenariusza. Nie powiedziałem też, że wprowadzenie piosenek z epoki jest zabiegiem często spotykanym. Milczałem skromnie, choć Myśliwski musiał przecież wcześniej zaakceptować mój scenariusz w ZAiKS-ie, byśmy mogli go legalnie wystawiać, a teksty piosenek, które wprowadziłem do spektaklu, były w tym scenariuszu zapisane,
W ramach I edycji Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie (2015) wystąpiliśmy z Saksofonem i odnotowaliśmy prawdziwy sukces, a po spektaklu pani Maja Komorowska osobiście składała mi gratulacje. Kilka dni później, gdy już mnie tam nie było, na moją niewinną głowę posypały się gromy, bo dowiedział się o mojej niesubordynacji pan Wiesław, który przyjechał przed końcem festiwalu. Teraz mogę tylko żałować, że już twarzą w twarz nie stanę przed Mistrzem prozy, by mu się usprawiedliwić i obiecać, że już nie zaśpiewam.
Finał: metafizyczna puenta
Puentę spektaklu wykroiłem głównie z początkowych tekstów powieści. W naszym zaaranżowanym ujęciu zabrzmiała ona metafizycznie. Bohater wyskakuje z pociągu. I w tym momencie następuje wyraźna zmiana klimatu akcji całego spektaklu – z realistycznego przechodzi w nadrealny. Oto końcowy fragment mojego scenariusza:
JA: Przypiąłem się do okna, że może stąd jakiś ratunek dla mnie nadejdzie. I na szczęście po niedługim czasie tej męki pociąg wjechał na moją stację. Nie czekając, aż się zatrzyma, pchnąłem drzwi i jeszcze w biegu wyskoczyłem.
(Saksofon nagle urywa. Przyciemnienie. Dłuższa pauza. Ja podąża za dziwnym przeciągłym tonem saksofonu.)
JA: Szedłem, a mgła mnie wciąż rozmazywała, wciąż nie mogłem osiągnąć tego dotkliwego poczucia, że to ja.
DRUGI (śpiewa): Ech, ta droga / tonie we mgłach. / Znowu chłód i trwoga / i burzanu krzak.
JA: W pewnej chwili przystanąłem, otarłem chusteczką tę mgłę z czoła, po czym pochyliłem się, żeby podwinąć wyżej nogawki spodni, a wtedy kapelusz spadł mi z głowy. Zacząłem go szukać w trawie i w tym momencie może bym się zbudził, bo bez kapelusza poczułem się, jakby jedną nogą na jawie…
(Saksofon łka metafizycznie przez dłuższy czas.)
DRUGI: Może bym się zbudził…
JA: Ma się rozumieć, że mnie kusi.
DRUGI: O, nieraz mnie kusi. Zdarza się nawet…
Razem (już jako tożsama postać): …wyjmę saksofon z futerału, zawieszę sobie na szyi, wsadzę ustnik w usta…
(Saksofon gra.)
W tym momencie – gdy mówimy jednocześnie z Mariuszem ten sam tekst – ukazujemy, że jesteśmy tą samą postacią, przesuniętą w czasie. Dla Myśliwskiego, jak sam pisał, „wszystko jest pamięcią”. Mam nadzieję, że nasz Saksofon oddał tej pamięci sprawiedliwość.
1 Zob. s. 87–88. Przyp. redakcji.
Włodzimierz CIMOSZEWICZ
Na łamach „Res Humana” najczęściej dzieli się myślami o kształtującym się ładzie międzynarodowym i o sprawach europejskich
Jan DĘBOWSKI
Profesor filozofii, religioznawca. Zajmował się filozofią człowieka. Związany z uniwersytetami
w Białymstoku, Siedlcach, Olsztynie
Jan GARLICKI
Profesor – politolog i socjolog związany z Uniwersytetem Warszawskim. Właściciel i prezes Centrum Badań Marketingowych „Indicator”
Małgorzata B. JAKUBIAK
Długoletni pracownik
Zakładu Filozofii Człowieka i Społeczeństwa IFiS PAN, autorka wielu prac, m.in. o twórczości Tadeusza
Kotarbińskiego
Ewa KAKIET-SPRINGER
Amerykanistka „Res Humana”, która w przeszłości pracowała dla rządu Kalifornii i rządu federalnego USA. Pedagog i bizneswoman
Grzegorz KOŁODKO
Profesor, najczęściej na świecie cytowany polski ekonomista. Czterokrotnie był wicepremierem i ministrem finansów (1994-97, 2002-03)
Hanna MACHIŃSKA
Prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka. Była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, znana z licznych ważnych interwencji
Mikołaj MELANOWICZ
Profesor, znawca kultury Japonii. Autor trzytomowej monografii Literatura japońska, książek i licznych przekładów współczesnych pisarzy
Leszek MILLER
Na reshumana.pl filtruje wydarzenia przez swoje bogate doświadczenia z praktyki politycznej i technologii sprawowania władzy
Adam Paweł OLECHOWSKI
Nauczyciel akademicki specjalizujący się w naukach o bezpieczeństwie oraz dziennikarz; oficer rezerwy Wojska Polskiego
Jerzy PAPUGA
Korespondent parlamentarny „Res Humana”. Legislacją zajmuje się od ponad 30 lat, znakomicie wyczuwa, co dzieje się na ulicy Wiejskiej
Marek PRAWDA
Były dyplomata, m.in. reprezentujący Polskę przy UE, a później UE w Polsce. Wykładowca Uniwersytetu Europejskiego Viadrina
Krystyna SKARŻYŃSKA
Profesor – psycholożka społeczna i polityczna. Pracuje na Uniwersytecie SWPS, współpracuje z instytucjami społeczeństwa obywatelskiego
Piotr STEFANIUK
Politolog, wydawca książek związanych z problematyką zagłady Żydów, biznesmen, założyciel i pierwszy rektor uczelni Via Moda
Jan SZMYD
Przejęty kryzysem świata i człowieka humanista w stylu renesansu – filozof, historyk idei, psycholog religii, pedagog. Krakowski profesor.
Grzegorz WALCZAK
Poeta, prozaik, dramatopisarz, satyryk, tłumacz literatury serbskiej i chorwackiej. Dr nauk humanistycznych, b. wykładowca akademicki
MALARZ, RYSOWNIK I FOTOGRAFICY
Marek CHACZYK
Niezidentyfikowanymi twarzo-głowami portretuje stany wewnętrzne ujawniające się na moment w nieskończonej liczbie odmian (Miesięcznik Literacki „Akant”)
Tomasz HOŁUJ
Mimo mrocznych czasów, w wielkoformatowych pracach z nieustannym optymizmem dostrzega dobro. Malarz ze Szwecji, niegdyś muzyk Osjan i tria Tomasza Stańki, poeta
Beata JUCHNIEWICZ
Fotografuje.
Czasami widzi więcej niż by chciała.
Janusz OMIETAŃSKI
Analityk Transatlantyckiej Grupy Eksperckiej Waszyngton-Londyn, japonista, w latach 1978-2008 w służbie dyplomatycznej. Na reshumana.pl dzieli się swoimi zdjęciami.
WSPÓŁPRACOWNICY
Wiktoria BZOMA
Studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się prawem europejskim
Stanisław MAZUR
Student Socjologii, Informatyki i Ekonometrii oraz Filozofii w Kolegium MISH UW
KONTAKT
Motto portalu
Zdanie Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom przytaczamy za artykułem profesora Jerzego Pelca z numeru 1/2006 „Przeglądu Filozoficznego”, gdzie zostało ono opatrzone przypisem: Te słowa Tadeusza Kotarbińskiego przysłali mi Danuta i Henryk Hiżowie (USA) na wiadomość, że „Przegląd Filozoficzny” zaproponował, abym napisał artykuł na temat stosunku Tadeusza Kotarbińskiego do religii. Nie wiemy, czy zdanie to zostało gdzieś opublikowane drukiem, czy pochodzi z przekazu ustnego
Wydawca
Wydawcą dwumiesięcznika „Res Humana” jest Towarzystwo Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego.
Portalem reshumana.pl zarządza Quality Writing Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, KRS 0000534078