logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

O polityce zagranicznej poważnie i niefrasobliwie

Redakcja "Res Humana" | 26 kwietnia 2024
Fot. archiwum "Res Humana"

Radosław Sikorski przedstawił 25 kwietnia w Sejmie informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej na rok 2024. Doroczne exposé szefa dyplomacji tworzy unikatowo dogodną sytuację do poważnej debaty nad sytuacją bezpieczeństwa państwa, stanem polskiej polityki zagranicznej i polskiej dyplomacji. Sikorski wygłaszał półtoragodzinną mowę przy półpustej sali posiedzeń, za to w obecności prezydenta A. Dudy, który bawił się telefonem i stroił pocieszne miny niczym nudzący się na lekcji psotny pierwszoklasista. W absencji przodowali posłowie opozycji. Prezes PiS układał na Nowogrodzkiej listy swojej partii do Parlamentu Europejskiego, ekspremier Morawiecki był w drodze do Budapesztu na kolejny – jak to nazwał Sikorski –  „proputinowski sabat” ultraprawicy europejskiej.

A mówił Sikorski o sprawach fundamentalnych. Dwa słowa najczęściej przewijały się w przemówieniu ministra – „bezpieczeństwo” i „Unia Europejska”, które dla szefa polskiej dyplomacji tworzą nierozerwalny związek. W obliczu realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju i Europy, jakim jest rosyjska agresja na Ukrainę, Sikorski ogłosił zwrot od uprawianej przez rządy PiS eurofobicznej polityki mitomanii i konfliktowania się z sąsiadami do polityki pogłębienia integracji europejskiej i odbudowy dobrej, sojuszniczej współpracy i zaufania z państwami sąsiednimi. Sikorski zdecydowanie odrzucił pisowską koncepcję przeciwstawiania sojuszu z USA budowie silnej, także w wymiarze geopolitycznym i militarnym, Unii Europejskiej. Dla ministra sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i mocniejsze zaangażowanie Polski w tworzenie nowej jakości wspólnoty europejskiej są dwoma niezbędnymi, dopełniającymi się filarami polskiej polityki zagranicznej. Jednocześnie Sikorski udzielił pełnego, praktycznie nieograniczonego poparcia Ukrainie w jej walce z agresorem o swoją niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną. Zaiste, trzeba mieć zdecydowanie męża stanu, aby w polskim parlamencie oświadczyć: Lviv ce je Ukraina.

Krytyka ośmioletniej w czasach rządów PiS degrengolady polskiej dyplomacji w wykonaniu Sikorskiego była jednocześnie i miażdżąca, i – co rozumie każdy zajmujący się polską polityką zagraniczną – najłagodniejsza z możliwych. A jednak to „stanięcie w prawdzie” tak zabolało Andrzeja Dudę (najbardziej chyba to, że Sikorski przypomniał mu jego słowa o UE jako o „wyimaginowej wspólnocie”), że prezydent postanowił wygłosić w kuluarach Sejmu swoiste kontr-exposé. Co było żenujące także dlatego, że w swoim zaimprowizowanym wystąpieniu pan prezydent albo dał wyraz swojej niewiedzy, albo rozmyślnie mijał się z prawdą. Trudno powiedzieć, co jest bardziej kompromitujące dla głowy państwa.

Poza dosłownie kilkoma wystąpieniami debata parlamentarna nad exposé ministra Sikorskiego była żenująco miałka i nijaka. Okazało się, że większość polityków tak chętnie brylujących w różnych programach telewizyjnych nie ma ani wystarczającej wiedzy, ani dostatecznie śmiałej wyobraźni, aby wnieść do propozycji Sikorskiego rzeczywiście cenny wkład lub chociażby prawdziwie konstruktywną krytykę. Były minister spraw zagranicznych Z. Rau wystąpił z obroną koncepcji suwerenności państw narodowych, która być może mogłaby być poważniej traktowana w ubiegłym wieku, lecz dzisiaj jest niedorzecznym anachronizmem. Na próżno w świetnym przemówieniu prof. P. Kowal starał się przekonać suwerenistów, że nowa rzeczywistość europejska już staje się faktem, że egzystencjalne wyzwania dla bezpieczeństwa i rozwoju Polski wymagają wzniesienia się ponad dogmaty-przeżytki.  Na próżno Sikorski dowodził, że odejście od zasady jednomyślności przy podejmowaniu w UE decyzji w niektórych obszarach jest warunkiem decyzyjności Unii i jej poszerzenia o Ukrainę, Mołdawię i kraje bałkańskie.

Tak jakby nic nie zmieniło się w Europie i w sąsiedztwie Polski posłowie PiS wzbijali pianę abominacji i uprzedzeń, poszukując wrogów wśród przyjaciół. Popis antyniemieckich fobii dał poseł Mularczyk, lokując przy okazji swoją książkę, którą – jak się pochwalił – pisał przez pięć lat.

Minister Rau z kolei pochwalił się, że największym osiągnięciem jego rządów w MSZ było wyrzucenie z pracy 38 studentów moskiewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Odpowiadając na pytania posłów, Radosław Sikorski odniósł się en passant do tej wypowiedzi swojego poprzednika; powiedział, że ten „sukces” Raua już kosztował MSZ ponad 2 mln złotych, gdyż sąd – jeszcze za rządów PiS – stwierdził naruszenie prawa, przywrócił wszystkich bezprawnie usuniętych do pracy i zasądził na ich rzecz solidne odszkodowania. Ot, i cała użyteczność i sprawczość Raua wraz z akolitami.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności