logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

O niemieckiej (i polskiej) szlachcie Rosji

Daniel SAMOTUS ZBYTEK | 21 lutego 2023

Wizyta Joe Bidena na Ukrainie, spotkanie z Prezydentem Zełenskim na
Ukrainie (wolę polską wersję „na” niż nowomowę z „w”, mówimy przecież na Litwie, na Białorusi, na Słowacji lub na Śląsku, na Mazowszu – od wieków każdy bliski nam kraj, region na to zasługuje), to nie tylko ważne wydarzenie polityczne, ale też możliwość obserwacji, jak wizyta ta jest konstruowana „pod publiczkę”. Wyjące syreny przeciwlotnicze w Kijowie to prezent, raczej uzgodniony, obrazu dzielnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który dla obrony światowej demokracji pojechał na drugi koniec świata z Waszyngtonu, do kraju w stanie wojny z faszystowskim agresorem, aby pokazać bandziorom z Kremla swoją odwagę, ale przede wszystkim obywatelom USA, swoim wyborcom, że mają odważnego prezydenta, na którym mogą polegać. Propaganda przedwyborcza musi trafić do masowego odbiorcy, to on decyduje, kto będzie nową głową państwa. Manipulacja jest dogodnym narzędziem w kształtowaniu nastrojów obywateli, którzy muszą otrzymać odpowiednie przesłanie, aby ich zadowolić. To decyduje o wyniku kolejnej elekcji. No cóż, większość ludzi ogląda TV i jest ona dla nich podstawowym źródłem informacji, obok filmidełek o życiu aktualnych celebrytów lub wydumanej krwawej walki o tron, fajnych makabrycznych Wikingów i innych tego typu bezmyślnych form spędzania czasu na kanapie.

Rzeczy nam znane i oczywiste, niemniej wizyta Bidena pokazuje światu, że głównym rozgrywającym w światowej polityce są dalej Stany Zjednoczone Ameryki. Mają potężną, innowacyjną gospodarkę, a penetracja amerykańskiego kapitału we wszystkich krajach świata jest oczywista, mimo nadziei krajów, które marzyły o dorównaniu Jankesom, jak Chiny (samodzielnie) lub Rosja, dążąca do odrodzenia imperium, co prawda jako przyboczna pekińskich wodzów. O upadku USA marzyło się także starym, ekskolonialnym państewkom Zachodniej Europy – przede wszystkim Francji, ale i Wielkiej Brytanii, i po cichu także Niemcom. Agresja Rosji na Ukrainę ukazała właściwy porządek rzeczy w globalnej polityce XXI wieku. Francja opuszcza dziś swoje byłe kolonie afrykańskie, niezdolna pokonać band rosyjskich gangsterów, tzw. wagnerowców, a Wielka Brytania wysłała swój jedyny lotniskowiec, o napędzie konwencjonalnym, ale o dużych zdolnościach pozyskiwania wszelkich możliwych usterek, na Daleki Wschód. Niemcy, które miały nadzieję być nowym europejskim rozgrywającym w oparciu o dostawy tanich surowców z Rosji, skompromitowały się w swoich relacjach z sojusznikami. Ich monopol na produkowane uzbrojenie podważył wszelką polityczną wiarygodność Niemiec jako sojusznika wobec moskiewskiego zagrożenia. Handlowo to też beznadziejne marketingowo posunięcie – po co komu Leopardy, jeśli o ich użyciu ma decydować ktoś, kto ma inne interesy, albo sądzi, że je ma? Niemcom też się marzy powrót do przeszłości.

Niemcy od czasów Piotra I do czasów Stalina odgrywały istotną rolę w Rosji. Piotr I najpierw importował Niemców z polskiej Kurlandii (tj. Łotwy i części Estonii) plus niepiśmienną żonę, chłopkę, tzw. markietankę, którą mianował cesarzową Katarzyną I, a potem z ówczesnej Rzeszy rozlicznych państewek. To oni, Bironowie, Ostermanowie, Munichowie itd. aż po nazistę Rosenberga (z Rygi, który zawisł w Norymberdze) decydowali o polityce Sankt Petersburga. Dowodzili jej armią, formowali prawa, kształtowali edukację i obsadzali najważniejsze urzędy. 35% dziedzicznej szlachty Rosji od końca XVIII wieku to byli Niemcy. Kolejna grupa to szlachta Rzeczypospolitej, polskojęzyczna i katolicka, stanowiąca 25% imperialnej szlachty, mająca majątki na Ukrainie i na Białorusi. Obok Niemców oraz pozostałej szlachty, także głównie nierosyjskiego pochodzenia, była warstwą wspierającą carat ze wszelkich sił. Odmienne relacje z caratem miała etnicznie polska szlachta tzw. kadłubowego Królestwa Polskiego, w przeciwieństwie do większości kresowiaków dążąca do niepodległości swojego państwa. Tylko ok. 4% rosyjskiej szlachty miało rodowite, tj. rosyjskie lub tatarsko-mongolskie pochodzenie. Wpływy niemieckie osiągnęły apogeum za panowania nowej, nierosyjskiej dynastii Holstein Gottorp panującej od 1762. Mało znany jest fakt, że po rozgromieniu armii pruskiej w wojnie siedmioletniej (lata 1756–1763), Prusy uległy likwidacji – całe, nie tylko Książęce z Królewcem, ale i Brandenburgia z Berlinem. Włączone zostały, jako integralna część do Imperium Rosji, a w Królewcu urzędował rosyjski gubernator, całe cztery lata. Nastąpił jednak, jak to nazywał Fryderyk Wielki „cud domu brandenburskiego”. Cesarzowa Rosji Elżbieta, córka Piotra (ostatnia z Romanowów, niemiecka dynastia dodała „Romanow” do swojego nazwiska jako swoistą dekorację, choć ze znajomością języka poddanych często było dość marnie) odeszła z tego świata gwałtownie i we właściwym czasie, a jej siostrzeniec, rodowity Niemiec, miłośnik Fryca, Prus, ale też nowy rosyjski cesarz Piotr III Karl Ulrich von Holstein Gottorp, oddał Prusy i Brandenburgię Fryderykowi Wielkiemu i jeszcze dołożył Śląsk, kosztem zaprzyjaźnionej Austrii (jeszcze bez dodatku węgierskiego).

To były czasy dobre dla niemieckiej arystokracji, ale „to se ne vrati”, jak mawiał słynny czeski myśliciel Hrabanek, przyjaciel dzielnego wojaka Szwejka. I to by było na tyle (i to też cytat), ale marzeń naszych sąsiadów to nie zakłóci.

Felieton ukazał się w numerze 2/2023 „Res Humana”, marzec-kwiecień 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności