logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Nie istnieje inny niż UE hamulec powstrzymujący upadek naszego państwa

Olgierd ŁUKASZEWICZ, Ewa SOŚNICKA-WOJCIECHOWSKA | 16 września 2023
Fot. Marek SZCZEPAŃSKI/Newsweek Polska

Zawsze był aktorem – znanym, cenionym i lubianym przez widzów. Wielu z nich zapewne pamięta do dziś jego role w filmach Sól ziemi czarnej, Brzezina, Perła w koronie czy Seksmisja. Teraz Olgierd Łukaszewicz bardzo intensywnie zajmuje się zupełnie czymś innym. Rozmawia o tym z Ewą Sośnicką-Wojciechowską.

Ewa Sośnicka-Wojciechowska: Kiedy zajął się Pan postacią i twórczością Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego?

Olgierd Łukaszewicz: W 2003 roku. Wpadła mi wtedy w ręce książka profesora Benona Dymka Wojciech Bogumił Jastrzębowski (1799–1882): botanik, wizjoner zjednoczonej Europy. Jej bohater, artylerzysta z Powstania Listopadowego, w 1831 r. pierwszego maja wręczył Sekretarzowi Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk rękopis projektu Konstytucji dla Europy. Treść tego dzieła wprawiła mnie w zdumienie, a następnie zachwyt. Wiele punktów owej konstytucji okazało się bardzo aktualnych, bardzo zbliżonych do założeń obecnej Unii Europejskiej. Dlatego w roku 2017 założyłem Fundację im. W. Jastrzębowskiego „My Obywatele Unii Europejskiej”.

Co udało się Panu dokonać przez te prawie 20 lat propagowania idei Jastrzębowskiego?

Olgierd Łukaszewicz: Udało nam się nakłonić Senat do podjęcia uchwały 18 czerwca 2020 r. traktującej o znaczeniu edukacji proeuropejskiej i o tym, że postać Wojciecha Jastrzębowskiego powinna być patronem takiej edukacji w naszym kraju. Dzięki tej uchwale Sejmik województwa mazowieckiego z kolei uchwalił, że rok 2021 będzie (i był) rokiem W. B. Jastrzębowskiego. Udało się nam zainteresować tym tematem Radę Miasta Stołecznego Warszawy (stanowisko z 15 kwietnia 2021) i inne dzielnice związane z działalnością Jastrzębowskiego, ponieważ był on nie tylko prekursorem myśli o integracji europejskiej, ale naukowcem, wynalazcą, przyrodnikiem i pedagogiem z wielkim dorobkiem. Na Marymoncie wykładał w Instytucie Agronomiczno-Leśnym, a także zakładał ogród botaniczny. Zwróciliśmy się do samorządu Żoliborza i ten również podjął uchwałę, a tamtejszy Burmistrz zorganizował wystawę plenerową na kilkunastu tablicach w Galerii Przystanek przy parku Żeromskiego i przechodnie mogli przeczytać, jak zbieżne są pomysły Jastrzębowskiego z dzisiejszą Unią Europejską. Uchwały podjęli też radni dzielnicy Ursynów (mają tam ulicę imienia Jastrzębowskiego) czy Pragi Południe. Pozwolę sobie zacytować fragment tej ostatniej: „Oby przedstawione w dziele W. B. Jastrzębowskiego uniwersalne (…) wartości i idee, takie jak prawo do wolności, życia w pokoju oraz zachowania własnej tożsamości przyświecały nam, oraz przywódcom narodów europejskich”. We wszystkich tych uchwałach motywem przewodnim było stwierdzenie, że profetyczny projekt Jastrzębowskiego jest dowodem na to, iż marzenie Polaków o wspólnej Europie tkwiło w nas od dawna.

Nie mieliśmy jednak warunków geopolitycznych, ażeby w jakikolwiek sposób zrealizować te marzenia. Wydawały się utopijne…

Olgierd Łukaszewicz: Jesteśmy pierwszym pokoleniem od czasów Powstania Listopadowego, które tak szeroko i intensywnie zaczęło dyskutować o zjednoczonej Europie. Pałac Staszica powinien być wizytówką tej polskiej myśli nie tylko dlatego, że sam Staszic zajmował się myślą o zjednoczonej Europie i 28-letniego wówczas wynalazcę Jastrzębowskiego przyjął do Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a ten młody człowiek, po czterech latach, wręczył mu przez Sekretarza swój rękopis zatytułowany Niektóre myśli do prawa ustalającego wieczny pokój w Europie.

29 listopada zeszłego roku doprowadziłem do odsłonięcia tablicy poświęconej W. B. Jastrzębowskiemu na ścianie pałacu Staszica. Wykonaliśmy wszystkie potrzebne działania, aby ta tablica tam zawisła. Nakłoniliśmy Polską Akademię Nauk i 11 innych ważnych organizacji do złożenia wniosku, ustaliliśmy z nimi tekst, który na niej widnieje itp. Jestem wdzięczny PAN i Warszawskiemu Towarzystwu Naukowemu oraz innym organizacjom, ale jednocześnie wyrażam głęboki sprzeciw i rozczarowanie decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków, który zezwolił na eksponowanie tej tablicy tylko przez lat… siedem! Napisał w tej decyzji, że zezwala na zawieszenie tablicy „ze względu na obecną sytuację społeczną”.

Zaraz… co takiego?

Olgierd Łukaszewicz: Nie wiem, co mają wspólnego kompetencje konserwatora zabytków z sytuacją społeczną… Namawiam jednak wszystkich Czytelników, aby zadbali o przyszłość tej tablicy i stali się jej obrońcami za tych siedem lat, bo mnie już wtedy może nie być. To wynika z mojego peselu.

Na czym polegał wynalazek Jastrzębowskiego?

Olgierd Łukaszewicz: Wynalazł przyrząd umożliwiający wytyczenie zegara słonecznego nawet na nierównych powierzchniach. Jak pisze Alicja Wejner w książce Azymut wspólna Europa. Jastrzębowski, „kompas polski”, bo tak go nazwał wynalazca (i nie zgodził się na nadaną mu nazwę Kompasu Jastrzębowskiego), został zawieziony do Paryża i wzbudził tam ogromne zainteresowanie. Na skarpę nad Starą Oranżerią w Łazienkach Królewskich wtoczono głaz narzutowy i Jastrzębowski osobiście wykuł na nim zegar słoneczny. Umiejscowienie głazu było ściśle powiązane z bliskością budynku Obserwatorium Astronomicznego, które powstało w 1825 r. i stoi w Ogrodzie Botanicznym do dziś. Zegar też.

Mam nadzieję, że Pana bohater i jego projekt przestał być dla Polaków tylko ciekawostką historyczną?

Olgierd Łukaszewicz: Większość nadal o nim nie wie, mimo że dokładamy starań, aby ten stan rzeczy zmienić. Dzięki współpracy z Zarządem Województwa mazowieckiego i Muzeum Niepodległości uruchomiliśmy akcję „Mazowiecki Wędrowny Instytut Europejski”. Jeździmy do różnych miejsc, miasteczek, proponując wydarzenie sceniczne mojego pomysłu i reżyserii oraz spotkania z ludźmi, którzy przyczynili się do wprowadzenia nas do UE. Są to np. pierwsi nasi ambasadorzy w UE Jan Truszczyński, Marek Grela, poza tym marszałek Adam Struzik. Zorganizowaliśmy „Wielkie Czytanie” projektu Jastrzębowskiego, w którym wzięło udział 50 samorządowców i dwóch prezydentów RP – Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Film jest do obejrzenia na stronach Fundacji www.MyObywateleUE.org, www.KonstytucjaDlaEuropy.eu, Facebook.com/MyObywateleUE i na kanale You Tube Fundacji. Chcielibyśmy, aby dzieci już w szkołach podstawowych dowiadywały się, że są obywatelami UE. Jak na razie, 24 szkoły w całej Polsce przyjęły nazwę Jastrzębich Szkół.

A Pana największe osiągnięcie w tej materii?

Olgierd Łukaszewicz: Sądzę, że to, iż naszym staraniem nota o W. B. Jastrzębowskim weszła do podręcznika pod red. prof. Roberta Grzeszczaka Prawo Unii Europejskiej (str. 47) i studenci będą musieli teraz wiedzieć, kim był nasz bohater i czego dokonał.

Już sama nazwa Pana Fundacji świadczy o tym, że jest Pan wielkim orędownikiem poszerzania naszej świadomości o obywatelstwie w Unii. Co jeszcze można na tym polu zrobić?

Olgierd Łukaszewicz: W każdym województwie powinna istnieć (a nie ma takich) instytucja, której głównym zadaniem byłoby upowszechnianie idei zjednoczeniowej z UE. Również samorządy wojewódzkie, powiatowe i gminne powinny mieć wręcz zapisany w swoich strategiach rozwoju cel, jakim jest pogłębianie świadomości europejskiej. Przede wszystkim należy to dopisać do ustawy o samorządach. Niestety nie wszystkie samorządy są zainteresowane pracą na tym polu – z różnych powodów. Tymczasem dzieci urodzone już po naszym wstąpieniu do Unii bardzo niewiele o niej wiedzą. O tym, że są obywatelami UE, nie wiedzą również dorośli. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy odwiedzam małe miejscowości lub wsie, a żeby dyskutować o Unii, trzeba poznać jej elementarne zasady i podpisane przez Polskę traktaty. Patron naszej Fundacji zostawił nam testament:

„Jeżeli narody europejskie chcą używać trwałego pokoju i szczęścia, mają się wyrzec własnej wolności i zostać niewolnikami praw. Wszystkie narody europejskie winne są równą uległość prawom europejskim”.

Czy nie dziwi Pana, że w trwającej de facto od dawna kampanii przedwyborczej tematyka europejska jest właściwie nieobecna? Można zrozumieć, że ze względu na swój eurosceptycyzm, niepodzielany przez większość społeczeństwa, unika jej partia rządząca, ale może stronnictwa prointegracyjne powinny wykorzystać tę okazję do wzbudzenia refleksji Polaków na temat tego, czy nadal chcemy uczestniczyć w tym projekcie?

Olgierd Łukaszewicz: Moja działalność znajduje swoisty akumulator w irytacji spowodowanej przez zachowania strony demokratycznej, czyli zwolenników demokracji w naszym kraju, którzy tak rzadko sięgają do argumentacji europejskiej. Już podczas telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta ani p. Rafał Trzaskowski, ani p. Andrzej Duda nie zadali pytania: „Jaki jest Pana stosunek do Unii Europejskiej ?” Za to tuż przed zakończeniem emisji Krzysztof Bosak zdążył powiedzieć, że wyprowadzi Polskę z Unii. Zresztą do dziś przed stołecznym ratuszem nie ma flagi europejskiej. Wprawdzie budynek należy do wojewody z PIS-u, ale przecież rząd, premier, pokazują się na tle m.in. tej flagi. Czy prezydent Trzaskowski nie mógłby zawalczyć o wstawienie tam owej flagi? Również brakuje flagi europejskiej na Sądzie Najwyższym. Pani Gersdorf nie zadbała o to, ażeby uświadomić Polakom, że nasz system sądownictwa jest częścią sądownictwa unijnego. Brakuje też, o czym już wspominałem, w ustawie dotyczącej rozwoju poszczególnych szczebli urzędów państwa wpisu o pogłębianiu świadomości europejskiej. W ustawie o samorządzie wojewódzkim jest mowa o rozwijaniu świadomości narodowej, obywatelskiej i lokalnej. I, co mnie najbardziej frustruje, w punkcie dotyczącym środków na te cele można korzystać m.in. z funduszy UE! A więc nasz polonocentryzm może być pogłębiany dzięki tym środkom, a poszerzanie świadomości europejskiej już nie. Działalność mojej fundacji nie ma ustawowego wparcia. W czerwcu miała być omawiana w Senacie nowelizacja ustawy o samorządach, ale ze względu na końcówkę kadencji zrezygnowano z tego. Szkoda! Tymczasem politycy opozycji omijają tematykę Unii.

Skąd to się bierze, dlaczego unikają tak ważnego tematu?

Olgierd Łukaszewicz: Myślę, że obawiają się sporu wokół pojęcia „Europy ojczyzn”, a istoty sporu nie da się łatwo wytłumaczyć wyborcom. Dla mnie jest to jedyne wytłumaczenie. Rozmawiałem na ten temat z Jerzym Buzkiem i on widzi tę trudność. Ja nie widzę i dlatego działam, próbując pokazać, że wszystko, co stanowi o naszej tożsamości: język, historia, kultura, tradycje – znajduje poszanowanie w Unii i jest jej częścią, natomiast Europa zobowiązuje nas do postawy liberalnej. Chodzi o tolerancję wobec mniejszości, o prawo do wielości poglądów i o to, że większość nie może się stawiać ponad prawem, ponad Konstytucją dlatego, że wybrał ją suweren itd. Taką pozorną demokrację przeżyliśmy już w Polsce Ludowej, stosuje ją również Putin.

Co w ogóle jest najważniejsze w naszym członkostwie w UE? Pieniądze?

Olgierd Łukaszewicz: Jeśli chodzi o pieniądze, to porozmawiajmy o demoralizacji naszego społeczeństwa. Czytam właśnie książkę Sławomira Sierakowskiego i Przemysława Sadury Społeczeństwo populistów. Z jej lektury wynika, że wyborcy PIS-u składają się częściowo z twardego elektoratu, a druga część to cyniczni wyborcy, którzy za cenę poprawy własnego bytu popierają PIS, choć doskonale wiedzą, że ta partia szkodzi Polsce. Nasze społeczeństwo i władza stała się cyniczna, niemoralna i wykorzystująca miejsca sakralne dla akceptacji fałszerstw, kłamstw, przemilczeń i szerzenia nienawiści. Kościół, którego jednym z głównych zadań jest nauka o moralności, o właściwych postawach, bierze udział w takim procederze. A mnie najbardziej boli, że Kościół również dyskutuje o UE. 13 maja 2018 r. w Świątyni Opatrzności Bożej i budynkach przyległych odbył się „Pierwszy Europejski Festiwal Schumana” pod hasłem „Idźmy przekształcać UE we wspólnotę narodów Europy. Wspólnota narodów Europy powinna mieć całkowitą swobodę w ustalaniu wewnętrznych reguł prawa”. A wracając do pytania – wszyscy wiedzą, jak bardzo się rozwinęliśmy przez ostatnie 20 lat, ale za mało zostało nagłośnione to, jak bardzo nam w tym pomogły środki z Unii. Więc jeśli nie można inaczej, to wyobraźmy sobie, że rolnicy przestaną otrzymywać pieniądze z Unii, nie budujemy już dróg i autostrad, nie dokonujemy renowacji zabytków itp.

Jak ważne w tym kontekście są wartości, zapisane w europejskich traktatach? Czy przynależność do UE stanowi zaporę przed ześlizgnięciem się w stronę autokracji, osłabienia lub nawet upadku Rzeczypospolitej – jak to się nam już w historii zdarzało?

Olgierd Łukaszewicz: Dla nas najważniejsze jest to, żebyśmy uwierzyli, że niczego nie tracimy z naszej niepodległości, należąc do UE. Historycznie byliśmy państwem, które najczęściej w Europie było zmuszone zmieniać swoje granice. Unia Europejska zmusza do współpracy dla pokoju. Nie ma polskiej niepodległości bez europejskiej jedności. Bez takiej instytucji kontrolnej, jaką jest TSUE, bez kontroli, czy demokracja nie jest pozorowana – może dojść do rozbicia status quo. A to jest dla naszego bytu narodowego najistotniejsze. Dlatego nasze credo powinno brzmieć: „Wierzę w Unię Europejską”. I tak właśnie brzmi moje. Bo tak już jest, że wartości są dla nas najcenniejsze wtedy, kiedy ich już nie ma. Poszanowanie praw, demokracja, mogą nam być odebrane i to wolą większości, która… nie ma dobrej woli. A odpowiadając na pytanie: myślę, że nie istnieje inny hamulec powstrzymujący upadek naszego państwa. A to może być również punktem zapalnym dla całej Europy.

Jakie poglądy na sprawy europejskie mają Pana koleżanki i koledzy – aktorzy, ludzie kultury, intelektualiści?

Olgierd Łukaszewicz: Aktorzy, ludzie kultury, często wymieniają poglądy, z których kiedyś szydziła peerelowska władza, nazywając je „poglądami kawiarnianymi”. Więc jeśli chodzi o bufet i kawiarnie – jesteśmy mocni w gębie. Natomiast jeśli idzie o zaświadczanie własnym wizerunkiem, który się zdobyło poprzez obecność w tym zawodzie, w sprawach obywatelskich – to jest tych osób niewiele. Wynika to z tego, że władza produkuje ok. 30 seriali i przy deklaracji swoich poglądów można stracić pracę. Takie przypadki już były. Zdarzają się jednak chętni do współpracy czy pomocy, choć nie ma ich tak dużo, jak za czasów Solidarności. Natomiast mam wokół siebie kilka osób z grona specjalistów, którzy mnie wspierają kompetencyjnie, gdy zabieram się za jakiś temat. Należy do nich prof. Jan Barcz, prof. Michał Jamiołkowski, niegdyś przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień czy były ambasador Marek Grela. Ale kompetencja to jedno, a romantyczna wiara w coś – to drugie. I ja, w przeciwieństwie do naukowców z dorobkiem, mogę sobie na to pozwolić.

Co na koniec chciałby Pan powiedzieć Czytelnikom?

Olgierd Łukaszewicz: Dla mnie kluczem do naprawy Rzeczypospolitej jest przyjęcie kryteriów liberalnej demokracji europejskiej. Postawiłem sobie zadanie edukacji obywateli i samorządowców dotyczącą tej demokracji. Moim zadaniem jest uświadamiać, że każdy obywatel mający dwa obywatelstwa – to narodowe i dzięki temu europejskie, powinien myśleć nieco szerszymi kategoriami i w najbliższych wyborach nie wybierać partii, które działają na szkodę Polski w Unii Europejskiej.

 

Rozmowa ukazała się w numerze 5/2023 „Res Humana”, wrzesień-październik 2023 r.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności