Militaryzm i zbrojenia: jak zmieniać architekturę Systemu, by zachować dotychczasową hierarchię

Jesteśmy świadkami tragicznego quid pro quo: zamiast powrotu po prawie ośmiu dekadach do roosveltowskiej idei jednego świata, świata ludzi żyjących w dostatku materialnym i korzystających z pełni praw człowieka – mamy geopolitykę strachu. Mamy wściekły wyścig zbrojeń. Mamy budowę murów. Mamy wśród wrogów biedotę z byłych kolonii bogatego Zachodu. Dlaczego?
- Paradoks bezpieczeństwa: więcej zbrojeń, większy lęk
Co nam mówi zwykła ludzka, naturalna inteligencja? Najsprawniej się nią posługują krytyczni badacze stosunków międzynarodowych. Ale ich refleksje, jak np. Stanisława Bielenia, Piotra Kimli, Grzegorza Kołodki, Edwarda Karolczuka giną w słowotoku setek tysięcy analityków, strategów, geopolityków, pracowników wywiadów i think tanków. Najczęściej to byli wojskowi, którzy działają teraz na ideologicznym froncie w różnych fundacjach i ośrodkach, gdzie rodzą się lęki i zagrożenia. Tworzy się tzw. głębokie państwo. Główną wygraną jest hegemonia[1]. Rdzeniem ich refleksji jest państwo jako aparat przemocy i zapewniania bezpieczeństwa przed zagrożeniami militarnymi. Pomijają zaś służebne funkcje państwa wobec biznesu, wobec jego potrzeb zaopatrzenia w surowce, rynki zbytu, tanią pracę. Boją się wojen, ale nie chcą czy nie potrafią dostrzec ich społeczno-ekonomicznych źródeł.
Ale to nie wojna, strategia czy konflikt określają zbiorowy los mieszkańców planety. Jest coś bardziej podstawowego. To jest skutek wcześniejszej strukturalnej słabości życia pośród innych. Powstaje ona w sytuacji, kiedy ludzkość jest podzielona na cywilizacje, narody, sojusze, wspólnoty regionalne jak UE. Tym, co powoduje niepewność egzystencji członków takich wspólnot jest brak kontroli nad cudzymi arsenałami. Mamy kontrolę tylko nad własnym. A co z tym arsenałem, którym rozporządzają inni żyjący obok nas? W tej sytuacji decydenci, stratedzy, analitycy nigdy nie mogą mieć stuprocentowej pewności, co do intencji pozostałych uczestników żyjących bliżej lub dalej od granic państwa. Jak piszą brytyjscy badacze bezpieczeństwa Ken Booth i Nicholas Wheeler, ten stan nieprzezwyciężalnej niepewności tworzy istotę dylematu bezpieczeństwa[2]. Np. jakie jest ostateczne przeznaczenie tarcz antyrakietowych, jak tej w Radzikowie? Słowem, polityk odpowiadający za bezpieczeństwo ludności musi najpierw odczytać właściwe intencje kontrpartnera, przeciwnika, wroga. Tak powstaje dylemat interpretacji. Potem musi zdecydować, jak zareagować na tak czy inaczej postrzegane działania drugiej strony. To dylemat reakcji, wyzwanie strategiczne. Na każdym z tych poziomów analizy i decyzji może popełnić błędy. W tej sytuacji rozsądny polityk powinien przygotować armię na najgorszy scenariusz. Pozostali postępują podobnie. Ostatecznie nakręca się spirala wrogości, w następstwie zbrojeń – odległych od początkowych zamiarów. Na tym polega paradoks bezpieczeństwa. Dlatego w polityce między narodami to niepewność jest pewna. Tu rządzi lęk. A jak wiadomo ból, lęk, strach to wartości elementarne, warunkujące egzystencję jednostki[3].
Użyteczność takiej perspektywy oglądu stosunków między państwami staje się zrozumiała w sytuacji, kiedy destrukcji planety może w każdej chwili dokonać broń jądrowa. Według analiz symulacyjnych amerykańskiej uczelni technicznej Michigan Tech wystarczyłaby eksplozja zaledwie 100 głowic jądrowych, żeby planetę zamienić w kosmiczny pył. Może znów tylko sinice zaczęłyby odtwarzać życie na Ziemi. Tymczasem według aktualnego raport FAS (Federacji Amerykańskich Naukowców) arsenał w pięciu państwach wzrósł o ponad 700 głowic. Dwaj giganci posiadają ponad 10 tys. głowic: Rosja 5580, Stany Zjednoczone zaś 5044. Kolejne kraje robią co mogą, by siłę zniszczenia móc wzmóc: od 1986 roku Chiny zwiększyły swój arsenał z 224 do około 500, Wielka Brytania i Francja po około 200. Dalej idą: Pakistan – 170, Indie – 172, Izrael z 44 do 90, Korea Północna około 50. Ogółem mieszkańcy planety żyją między 12 121 tysiącami głowic jądrowych i środkami ich przenoszenia. Przy czym 2100 głowic amerykańskich, rosyjskich, brytyjskich i francuskich znajduje się w stanie wysokiej gotowości bojowej. Co gorsza, poszczególne kraje wznawiają testy jądrowe w tajnych podziemnych ośrodkach[4].
Początkowe działania, by podnieść poziom własnego bezpieczeństwa kończą się budową fortu Polanda. W sumie, kurczy się bezpieczeństwo wszystkich uczestników zbiorowości – społeczeństw rządzonych przez biurokracje swoich państw. Mają one dużą swobodę decyzji i działania, nawet wtedy, kiedy kierownictwo ma mandat od wyborców. To jedno z ograniczeń demokracji wyborczej. By wpływ społeczeństwa o zróżnicowanych interesach klasowych był większy, konieczne jest jej uzupełnienie o inne formy. Np. demokrację deliberatywną, która umożliwia bezpośrednią wymianę argumentów między decydentami a adresatami ich decyzji, albo może umożliwiać koprodukcję administracji i obywateli[5].
Paradoks bezpieczeństwa pozwala nam zrozumieć gorączkę zbrojeń europejskich marionetek biznesu – sektora zbrojeniowego, finansowego, samochodowego. Do kogo bowiem popłynie bezpośrednio te 800 mld euro planowanych wydatków na zbrojenia? Konta jakich korporacji zasilą wydatki na konwencjonalną i nowoczesną broń? I kto ma akcje czy udziały w tych korporacjach?
Skoro wyścig zbrojeń nie daje ostatecznego bezpieczeństwa, może warto szukać lepszej strategii niż zbrojenia. Te mogą co prawda, jak w USA, zwiększać innowacyjność gospodarki. Zwłaszcza jeśli się rozporządza pieniądzem światowym. Ale nie tylko w realiach europejskich – także całej ekumeny trzeba wyjść poza wojskowy aspekt polityki bezpieczeństwa. Bo zawsze pojawią się kolejne wyzwania: rywalizacja przeniesie się w kosmos, a na polu walki staną przeciwko sobie autonomiczne czołgi. „Sztuka polega na tym, aby równoważyć siły militarne – albo, jak kto woli, obronne – przy możliwe najniższym poziomie nakładów, a nie coraz wyższym”[6].
Państwa chroniące i wspierające największe gospodarki rywalizują w systemie globalnego kapitalizmu. To kapitalizm wzrostu gospodarczego, bo innego być nie może. Wyzwania, które stanowią pochodne panującego Systemu, mają charakter globalny, zarazem wspólnotowy: chaos ziemskiego klimatu, eschatologia mineralna prowadząca do rywalizacji o zasoby ropy i minerałów.
Ale gospodarka podporządkowana zyskom wielkich korporacji i sektorowi finansowemu rodzi jeszcze inne pozamilitarne zagrożenia. To dysproporcje rozwojowe między bogatą Północą a globalnym Południem. W następstwie podnoszą się fale masowych migracji. Przybywa konfliktów na tle etnicznym i rasowym w bogatych społeczeństwach. To zaś reanimuje skrajną prawicę, dodatkowo rozbrajając ideologicznie tych, którzy żyją z pracy własnych rąk i umysłów.
W obronie status quo. Każdy naród ma własną mitologię, tym bardziej, że pustosłowie nic nie kosztuje. Amerykanie otaczają kultem ideały wolności i równości (liberalnej), którą uosabiają ojcowie założyciele: Thomas Jefferson i George Washington. Lecz 20 procent ówczesnej populacji, ponad 600 tys., to zniewoleni Afrykanie. To dzięki ich pracy powstawało główne źródło dochodu – eksport bawełny i tytoniu. Podobnie zresztą jak źródło utrzymania dwóch wyżej wymienionych patronów niepodległości. Washington był drugim w kolejności krezusem swego pokolenia. I to podbój amerykańskiego kontynentu posłużył za wzór innym Europejczykom (później Japończykom) w opanowywaniu terra nullius dla osadnictwa białych ludzi: od Syberii na północy do Australii na południu. Tradycja zobowiązuje.
Obecnie Stany Zjednoczone starają się utrzymać pax americana, a więc światowy system kapitalizmu, w którym dominuje Triada: USA z Kanadą, UE, Japonia z Australią. Reprezentuje ona około 18 procent populacji. Utrzymanie tego ładu wymaga przeciwdziałania tendencjom, które go podważają. Hegemonia USA korzysta bowiem ze słabości UE, która nie jest państwem, nie ma wspólnej polityki fiskalnej, przemysłowej, obronnej itd. Nie ma też surowców energetycznych i minerałów. W ten sposób Unia dokonuje samookaleczenia za sprawą swoich domniemanych przywódców. Atlantyzm, połączony z wojskową kuratelą nad europejskim sojusznikiem ulokowanym w NATO, nie pozwala realizować europejskiego projektu. Jego istota polega na łączeniu efektywnej gospodarki z bezpieczeństwem socjalnym klas pracowniczych, na dodatek we wspólnym państwie poddanym demokratycznej kontroli.
Groźny dla amerykańskiej hegemonii gospodarczej jest też rysujący się sojusz państw tworzących grono kontestujące obecny ład. Nie przypadkiem to Rosja i Chiny oplatane są łańcuchem 750 baz, pływających fortec, nowych nawróconych na demokrację sojuszników leżących blisko ich granic. To państwa BRICS, głównie Chiny, Rosja, Indie, Brazylia. Nawet Turcja i Arabia Saudyjska, nie wspominając o Iranie. Kraje te zmierzają do stworzenia wielocywilizacyjnej wspólnoty narodów i państw. Ponadto, stopniowo odchodzą od dolara jako waluty rozliczeniowej w handlu ropą. Chcą stworzenia koszyka walut. Kto wtedy sfinansuje deficyt handlowy i płatniczy słabnącego gospodarczo olbrzyma? Dodatkowo kraje te, zaopatrywane w tanie surowce energetyczne, mogą złamać zachodnią hegemonię gospodarczą; stają się konkurencyjne wobec przemysłu europejskiego. Tym samym mają szansę pełnić rolę kredytodawcy, zaopatrzeniowca, rzecznika interesów globalnego Południa. Tworzą więc efektywny, alternatywny biegun koncentracji gospodarczej i politycznej. W ten sposób powstaje faktycznie świat co najmniej dwubiegunowy.
- Ekologiczne koszty wyścigu zbrojeń
Ale jest aspekt, o którym milczą wszyscy politycy płynący na fali zbrojeń. Koszty finansowe można oszacować. A co z kosztami ekologicznymi? Ponieważ zużycie energii i minerałów nie jest tu priorytetem, rozpocznie się orgia ich marnotrawstwa. Na dodatek kosztem „masła”, kosztem obniżenia poziomu usług publicznych, kosztem inwestycji w rozbudowę energetyki wiatrowej, solarnej, choćby tylko na potrzeby gospodarstw domowych. Wszystkie imperia rozbudowujące siły zbrojne były zależne od minerałów. Po kolei: złota i srebra, drewna potrzebnego na maszty, ale i działa. Potem był węgiel (drednoty), ropa i uran. Oba nuklearne mocarstwa wyprodukowały po 5 tys. strategicznych głowic jądrowych oraz 15 tys. w pociskach krótszego zasięgu. Według obliczeń Vaclava Smila, groźba wzajemnego zniszczenia obu mocarstw nuklearnych pochłonęła co najmniej 5 proc. komercyjnej energii, jaką skonsumowano w obu krajach w latach 1950–1990. Także obecnie konstrukcje nowoczesnej broni, wyposażanej w podstawowe napędy w postaci silników odrzutowych i rakietowych, wymagają paliw kopalnych i elektryczności; ogromna energia jest też potrzebna do uzyskania rozszczepialnego izotopu uranu. Potrzebne są też stopy wysokogatunkowej stali, aluminium i tytanu. 60-tonowy czołg Abrams, nowy nabytek ministra wojny, jest napędzany turbiną gazową. Spala od 400 do 800 litrów paliwa na 100 km. Podobnie paliwożerne są samoloty F-16. W czasie operacji Pustynna Burza nad Irakiem w latach 1990–91 1300 amerykańskich samolotów odbyło ponad 116 tys. lotów[7].
Obecnie to produkcja broni robotycznej, cyberbroni, wymaga kosztownych energetycznie metali ziem rzadkich. Bez nich nie byłoby półprzewodników, a w konsekwencji dronów. By je wydobyć, planeta jest penetrowana maszynerią napędzaną wielkimi silnikami dieslowskimi. Drogę do złoża torują im materiały wybuchowe. To wojna wydana planecie. Według szacunku Grzegorza Kołodki, ograniczenie zbrojeń o 1 proc. rocznie (z 2,35 proc. do 1,35 proc. światowego produktu brutto) pozwoli zaoszczędzić bilion dolarów rocznie. Lista najpilniejszych wydatków nie ma praktycznie końca[8].
Realny postulat to dążenie do ograniczenia wielkości armii do zadań o defensywnym charakterze, nielicznej i niedrogiej. To byłaby druga, po rooseveltowskim New Dealu, światowa wojna z korporacjami, ich udziałowcami, managementem, posiadaczami miliardowych pakietów akcji. Wówczas wygrana państwa polegała m.in. na rozdzieleniu bankowości komercyjnej i inwestycyjnej, na 90-procentowym podatku dochodowym czy regulacji stosunków pracy, łącznie z zasiłkiem dla bezrobotnych. Teraz soldateska wysyła nas na księżyc po minerały, próbuje otworzyć kosmos dla rywalizacji koncernów. To nowe pole rywalizacji żeglarzy naszych czasów: Muska, Bezosa, Bransona. Podobnie ich poprzednicy ścigali się przed wiekami z wiatrem o panowanie nad oceanem światowym.
Przed niewyrobionym widzem/słuchaczem/czytelnikiem ukryty jest ścisły związek między neoliberalną globalizacją a militaryzacją polityki międzynarodowej. Najbardziej widzimy słabość dziennikarskiego ujęcia w postrzeganiu globalizacji jako międzynarodowej współpracy, która ma przynosić wzrost gospodarczy, dobrobyt i świetlaną przyszłość. Tymczasem to była kłamliwa od początku narracja neoliberalnych ekonomistów. Bo chodziło o tanią pracę i tanie surowce najpierw globalnego Południa, a później byłych krajów demokracji ludowej. W tym samym czasie trwa inna wojna – haniebny atak na biednych ludzi z Globalnego Południa i klasy pracownicze Północy. Rośnie przepaść dochodów i warunków życia między 1 a 99 procentami ludzkości. Rosną szare szeregi funkcjonalnie wykluczonych, w następstwie fale migracyjne i tzw. populizm. Dlatego nawet geopolityka to o wiele za mało, by ukazać główne źródło obecnego kryzysu.
Mineralne imperia. Penetrowanie planety w poszukiwaniu potrzebnych surowców to stały punkt w dziejach świata. Dla społeczeństw rolniczych to była ziemia i tania siła robocza – efekt podbojów. Potem złoto i srebro, bez którego państwa nie mogły finansować wojen: srebro z Laurium w Grecji, Asturia i Leon dla Cesarstwa Rzymskiego. Dla imperiów handlowych (Wenecji, Genui, Portugalii, Hiszpanii, Holandii, Anglii) to było najpierw drewno. Mówiono wtedy „nie ma drewna, nie ma królestwa”. A także żelazo i brąz do wytwarzania dział. To bowiem w alfabecie dział galeonów głoszono wyższość wartości europejskich nad wartościami ludów nieznających Pana.
Żyjemy w dalszym ciągu w epoce imperiów kopalnych. To bowiem węglowodory nadal konieczne są do tego, by utrzymać produkcję i konsumpcję; by chronić drogi transportu towarów i surowców, teraz kontenerowców czy gazowców. Dlatego do funkcjonowania Systemu konieczne są różne wersje drednotów – napędzanych najpierw węglem, potem ropą w dieslowskich silnikach, a także samolotów zbudowanych ze stali, ze stopów różnych metali, z tworzyw sztucznych. Obecnie wydobycie metali ma szerokie zastosowanie militarne i cywilne, głównie w energetyce i w elektronice. Są one niezbędne do wywarzania elektroniki napędzającej roboty, jak i do cyberbroni. Mowa o metalach krytycznych, będących albo produktem ubocznym przy wytwarzaniu metali (gal, selen, tellur, german), albo występujących rzadko w litosferze. Dlatego są drogie (np. kg galu kosztuje 9 tys. razy więcej niż kg żelaza, a german 10 razy więcej niż gal). To m.in. kobalt, lit, tantal, cyrkon, wolfram, platynowce. Bez tych i wielu innych nie byłoby półprzewodników, a bez półprzewodników kapitalizmu platform, sieci, obróbki i przesyłania informacji – nowego źródła akumulacji kapitału i wylęgarni nowej oligarchii.
Trumpizm. Dlatego kalifornijskie big techy stanęły przed kolejnym wyzwaniem: jak zapewnić sobie zaopatrzenie w niezbędne metale i w niezbędną energię dla swoich platformianych biznesów? Nowe dziedziny produkcji i konsumpcji są konieczne, by kręciła się maszyneria akumulacji kapitału: będą inwestycje, będą zyski. Ich brak oznaczałby kres systemu podporządkowanego logice zysku. Od początku kapitalizm został zbudowany na taniej pracy ludów kolonialnych, później byłych chłopów zmuszonych, by przeżyć do pracy w fabrykach. Następnie taniej energii z węglowodorów, która napędzała nowe maszyny, a te ubogacały życie w coraz nowe sprzęty i gadżety – jedne ułatwiały życie (pralka, lodówka, samochód), drugie – czyniły je przyjemniejszym (radio, telewizja, smartfon). Trumpizm prowadzi, jak trafnie wskazuje historyk idei Andrzej Szahaj, do „połączenia totalnego kapitalizmu z zamordystycznymi rządami”[9]. Widzimy tego początki za Atlantykiem, a pilnym uczniem stała się polska prawica, antyszambrująca w Białym Domu.
Zbrojenia są gigantycznym marnotrawstwem zasobów. Nie dajmy się zwodzić soldatesce lokalnej i światowej. Wspierają ją telewizyjni samozwańczy eksperci. To podżegacze wojenni z think tanków, z akcentem na tanki. Żaden wyścig zbrojeń nie rozwiązał dylematu bezpieczeństwa, który wywołuje nieprzezwyciężalną niepewność co do cudzych motywów, intencji i możliwości działań ofensywnych. I właśnie ta niepewność jest pewna. Ale można ją redukować, budując środki zaufania i redukując arsenały. I wybrać nie armaty, tylko masło, zdrowie i życie.
[1] Zob. John J. Mearsheimer, Tragizm polityki mocarstw. Universitas, Kraków 2019, tłum. P. Nowakowski, J. Satkiewicz, rozdz. II. Anarchia i walka o potęgę.
[2] Zob. Ken Booth, Nicholas J. Wheeler, Wprowadzenie. Niepewność [w:] Studia bezpieczeństwa, red. Paul D. Wiliams, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2012, tłum. P. Nowicki, s. 131–147. Oraz tychże, The Security Dilema: Fear, Cooperation and Trust in World Policy. Palgrave, Basingstoke 2008.
[3] Zob. np. Zdzisław Cackowski, Filozoficzne problemy człowieka i społeczeństwa, PWN, Warszawa 1990, rozdz. V. W tej perspektywie interpretuje relacje między państwami realizm jako kierunek badawczy. Zob. np. John J. Mearsheimer, op. cit.
[4] Zob. Artur Ciechanowicz, Raport: pięć państw po cichu zwiększa zapasy broni jądrowej. Są obawy przed III wojną światową. BIZNESALERT, 07.03.2025. https://biznesalert.pl/raport-piec-panstw-po-cichu-zwieksza-zapasy-broni-jadrowej-sa-obawy-przed-iii-wojna-swiatowa/#
[5] Zob. w tej sprawie, Dawid Sześciło, Samoobsługowe państwo dobrobytu. Czy obywatelska koprodukcja uratuje usługi publiczne? Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2015 oraz Mikołaj Ratajczak, Forma życia i dobro wspólne. Geneza i aktualność współczesnej włoskiej filozofii politycznej. Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2020.
[6] Grzegorz Kołodko, Wojna i pokój. PWN, Warszawa 2022, s. 183/184.
[7] Vaclav Smil, Energia i cywilizacja. Editio, Gliwice 2022, s. 284–294.
[8] Grzegorz Kołodko, Wojna i pokój. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2022, ss. 181–186.
[9] Tegoż, esej Antydemokratyczny kapitalizm totalny, „Przegląd” 17–23.2025, a także Darwinizm społeczny, „Przegląd”, 12–18.05.2025.
Tadeusz Klementewicz, prof. nauk społecznych, UW.
Artykuł ukazał się w numerze 1/2026 „Res Humana”, styczeń-luty 2026 r.