Czy AI usunie odstraszanie jądrowe do lamusa historii?

Odstraszanie jądrowe – to już było…
Oby marzenia o chłodzie w dobie narastających fal ponadnormatywnych upałów i temperatur groźnych dla ludzi i niszczących środowisko naturalne nie ziściły się w najstraszniejszej dla trwałości ludzkiej cywilizacji formie: zimy nuklearnej. W ferworze bieżących mikro- i makroglobalnych wydarzeń sławny zegar atomowej katastrofy przyspiesza. I nie tylko dlatego, że pojawia się uzasadniona lub li tylko oparta na fikcyjnych, by nie powiedzieć fałszywych, celach ukrytej agendy strategii politycznych i globalnych interesów ekonomicznych.
Z tego punktu widzenia można poddać analizie niedawną wypowiedź byłego (do czasu rozpoczęcia agresji na UA) szefa think tanku Carnegie Moscow Center, a obecnie apologety Kremla, prof. Dymitra Trenina: rosyjska doktryna jądrowa wyraźnie określa warunki użycia broni jądrowej w konflikcie niejądrowym. Może to nastąpić w odpowiedzi albo na masowe uderzenia z powietrza i przestrzeni kosmicznej wymierzone przeciwko Rosji, albo na agresję przeciwko „nam lub naszemu sojusznikowi” – Białorusi – ze strony państwa nieposiadającego broni jądrowej, będącego w sojuszu z państwem broń jądrową posiadającym; na przykład Ukrainy wspieranej przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię lub Francję. Według Trenina zachodnie elity uważają, że Rosja użyje broni jądrowej wyłącznie w odpowiedzi na atak jądrowy na swoje terytorium – co jego zdaniem jest niebezpiecznym złudzeniem (wyciąg z jego art. zamieszczonego na portalu Lenta.ru).
Jest to gra strachem rodem z zimnej wojny. Żonglowanie takim szantażem przez decydentów na Kremlu z ich niedającą się obecnie określić wiarygodnością staje się niebezpieczne. Niebezpieczne także z powodów niżej przedstawionych.
Chęć pozyskania broni jądrowej lub przynajmniej jej parasola dotyczy coraz większej grupy państw. Taki jest efekt zapomnianych, gdyż nieefektywnych, działań USA pod rządami Donalda Trumpa wobec Kim Dzong Una z 2018 r. (Singapur), taki jest efekt agresji Rosji na Ukrainę, taki jest efekt – za Trumpem – jakoby (sic!) „zniszczenia jądrowego programu Iranu”. Równolegle pojawia się fenomen państw z grupy tzw. middle powers, rosnących w siłę graczy regionalnych i możliwych sojuszy między nimi z udziałem państw dysponujących bronią jądrową. Taki jest też efekt zrujnowania przez głównych graczy z okresu zimnej wojny dorobku mechanizmów traktatowych w sferze kontroli zbrojeń jądrowych oraz BMR (ABM, NPT, INF, START – problematyka ta była kilkukrotnie poruszona na łamach „Res Humana”). „Priorytety dwustronnej agendy USA – Rosja: bezpieczeństwo jądrowe: brak istotnych wydarzeń i postępów” – w tym punkcie cotygodniowych raportów Russia Matters, prowadzonych przez Uniwersytet Harvarda, zionie pustką, szczególnie od czasu agresji na Ukrainę. Tym bardziej jest to zatrważające, że medialne zainteresowanie w tym właśnie kontekście Chinami jest raczej znikome – a trzeba tu mieć na uwadze tempo produkcji zbrojeń również w kategorii triady (o czym niżej) i wprzęgnięcie AI do mechanizmów obronnych.
Eliminacja roli decydentów o użyciu broni jądrowej na rzecz AI?
Z tych powodów obawiam się, że wypowiedziana jednym zdaniem w formie podsumowania pewnej długiej dyskusji formuła mojego prześwietnego przyjaciela – „Jedno jest pewne: nigdy więcej nikt dobrowolnie nie odda broni atomowej” – dotyczy tylko jednego aspektu zagrożenia, czyli opiera się na dotychczasowej definicji roli odstraszania jądrowego. Co gorsza, obawiam się, że jest to tylko tło lub zasłona dymna wobec procesów techniczno-decyzyjnej modernizacji mechanizmów obronnych toczących się poza polem widzenia publicznych debat na temat ewolucji ich zdolności do eliminacji przeciwnika bez obawy o konsekwencje.
Powyższe zjawiska i ich opis wywodzą się z kategorii klasycznego rozumienia siły odstraszania jądrowego. U podstaw tej logiki leżało (używam świadomie czasu przeszłego dokonanego!) przekonanie, iż wymiana ciosów jądrowych pomiędzy głównymi potęgami, onegdaj między USA a ZSRR, a po rozpadzie tego ostatniego – Federacją Rosyjską, grozi zagładą cywilizacji ludzkiej przynajmniej w znanej nam formie.
Arsenały jądrowe nadal istnieją, budżety obronne i wydatki na zbrojenia – w tym przede wszystkim na tzw. triadę jądrową – nie zawsze są czytelnie umiejscowione lub wykazywane w budżetach głównych graczy globalnych potęg jądrowych. Triada, czyli środki przenoszenia (naziemne silosy / ruchome wyrzutnie; wyrzutnie na łodziach podwodnych; strategiczne bombowce) są doskonalone (rakiety hipersoniczne, ale i drony versus obrona przeciwrakietowa oraz tworzone wojska kosmiczne). Do tego rozbudowa systemów ostrzegania i receptorów danych, głównie rozmieszczanych na orbicie okołoziemskiej, oraz obrona przeciwrakietowa tworzą gigantyczną obecnie krytyczną masę informacji, których analiza ma uzasadnić użycie tzw. czerwonego przycisku!
AI a redukcja czasu – współczynnik skrócenia czasu na podjęcie przez decydenta decyzji o uruchomieniu systemu ataku / odpowiedzi jądrowej
Jak duża jest ta redukcja? Punkty odniesienia dla procesów decyzyjnych z czasów zimnej wojny można odtworzyć na podstawie kluczowych przypadków. Kryzys kubański z 1962 roku to aż 13 dni ruchów / sygnałów / analiz kontaktów między ośrodkami decydenckimi po obu stronach Atlantyku. Przypadek Pietrowa z 1983 roku – wówczas rosyjski wojskowy miał czas na podjęcie decyzji ograniczony do czterech minut. Z kolei podczas incydentu z 1995 r. norwesko-amerykańscy operatorzy mieli osiem minut, by uzmysłowić prezydentowi Jelcynowi (a jego „walizeczka” została już aktywowana), że na Kremlu omyłkowo odczytano wystrzelenie rakiety badawczej jako atak rakietowy w kierunku Rosji.
Analiza ogólnodostępnych danych dotyczących obecnych systemów wspomaganych przez sztuczną inteligencję wskazuje na skrócenie czasu w porównaniu z sytuacjami pamiętanymi z okresu zimnej wojny. W latach 80. i 90. od wykrycia zagrożenia do podjęcia decyzji niezbędne było od 15 do 25 minut. Obecne ekstrapolacje szacują ten interwał na 4 do 7 minut. Sztuczna inteligencja powoduje, że współczynnik skrócenia ulega znacznej redukcji, czyli możliwość popełnienia błędu przez decydenta od czerwonego guzika jest prawdopodobnie wprost proporcjonalna do dewastacyjnego wzrostu siły trzęsienia ziemi z każdą jedną dziesiątą magnitudy powyżej 7 punktów. Ilość i jakość informacji, którą ze stuprocentową wiarygodnością ma za zadanie wypracować AI w krytycznej sytuacji stanowi znak zapytania.
Każda z przywołanych sytuacji z okresu zimnej wojny została rozwiązana, ponieważ ludzie mieli czas – niewiele, ale wystarczająco, przy minimalnym marginesie błędu. Natomiast sztuczna inteligencja ten margines czasu (ludzkiej oceny i refleksji) może – jeśli nie będą wbudowane w nią bezpieczniki zredukować lub upodobnić do… ano właśnie – czego? Refleksu prześwietnych bramkarzy typu Tomaszewski, Lew Jaszyn czy Neuer, czy też czasu obliczeniowego szybkich komputerów?
Dziać się tak będzie (lub dzieje się już teraz) dlatego, iż sztuczna inteligencja wprowadzana jest i będzie do systemu dowodzenia siłami jądrowymi. Potocznie przyjmuje się dla niego określenie skrótem NC3 (Nuclear Command, Control, and Communications). Dla przypomnienia: to w tym systemie mają być wypracowane propozycje decyzji dla naciskającego czy jeszcze wciąż decydującego o uruchomieniu czerwonego guzika. Drugim obszarem tego mechanizmu jest, lub może być, intelektualna dyzwoluntura i indolencja polityków lub też celowa gra grup nacisku w połączniu z wykorzystaniem AI już na poziomie tworzenia właściwości projektów defensywnych. Z kolei budowa tych projektów warunkowana jest i będzie (i) efektywnością opracowań optymalizujących szybkość działania / podejmowania decyzji w ramach jego optymalizacji – inżynierowie; (ii) urzędników, którzy decydują o zamówieniach z punktu widzenia zdolności operacyjnych; i (iii) samych decydentów, którzy – oby zdawali sobie sprawę – że muszą mieć swój czas (a nie logarytmiczny) na podjęcie decyzji. Czyli: zadaniem systemu wzbogaconego o mechanizmy AI determinujące jego efektywność, ale i błędy (sic!) jest budowa takiego systemu NC3 – sprzężenie zwrotne – naciskający guzik, który wyruguje wręcz zasadniczą niedoskonałość systemu z czasów zimnej wojny: obawę o totalną, globalną zagładę tj. brak możliwość przetrwania systemu odstraszania w państwie X w wyniku jego wyeliminowania w państwie Y , tj. w formie jednostronnego ataku jądrowego bez możliwości odpowiedzi przez drugą stronę. Nieodparta to może być pokusa!
Troską odpowiedzialnych decydentów mianujących się mężami stanu czy wręcz opatrzności, naukowców i (to może przede wszystkim) tych z wielogwiazdkowymi pagonami zdobnych laurami liści pokoju, gigantów konsorcjów AI, ale i współczesnych filozofów antropocenu (tj. miejsca i roli w nim AI!) winno być pytanie, czy są oni w stanie wprowadzić równoległy do rewolucyjnej modernizacji sił zbrojnych i przemysłu obronnego dodatkowy mechanizm. Czy wbudowany zostanie ludzki bezpiecznik lub – dokładniej – czy zostanie zintegrowana z systemem architektury użycia broni jądrowej możliwość (w tym i czas) na rozważenie decyzji o użyciu lub nie?
Inaczej sama architektura wyeliminuje nie tylko czas, ale i decyzyjność decydenta.
Tertium non datur?