logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński
Wiersze

Oczy

Postarzały się ręce moim byłym dziewczynom,

Ich głosy niegdyś dźwięczne stały się chropawe.

Czas bujnych włosów już dawno przeminął,

Jest jak stara moneta uroniona w trawie.

 

Jest ich wiele bogaciej i w talii, i w biodrach,

A i poniżej bioder rozrosły się znacznie,

Poszarzały źrenice, kiedyś takie modre,

Są niby takie same, ale są inaczej.

 

Nie owijają ich teraz ciepłym światłem zorze,

A blask od nich bijący zmniejszył się i zmroczył.

Tak dzisiaj wyglądają, takie są. Lecz może

Prosto w oczy mi kłamią moje stare oczy.

 

Okulary

Powiało. I sypnęło gęsto liśćmi z drzew,

Nieustępliwa jesień spłynęła jak rzeka,

Ściemnia się nieodwołalnie. Ale jednak w mgle

Widać to, co się skryło pod szczelną powieką.

 

Przecież tego nie było. Ale dzisiaj jest.

Śledzę to przez tonące w przeszłości obszary.

Lata cię wyposażyły w dodatkowy gest,

Ten, którym lekko poprawiasz okulary.

 

Nie używałaś ich kiedyś. Szkła dłonią przecierasz,

Lat i dioptrii przybyło – taki to jest czas.

Było, przeszło, minęło – co począć. I teraz

Widzisz wciąż niewyraźniej – mnie, siebie i nas.

 

*Marek Wawrzkiewicz, Stary dom, Wydawnictwo Adam Marszałek, 2025, 71 stron

 

Marek Aleksander Wawrzkiewicz, ur. w 1937 roku w Warszawie, poeta, dziennikarz i tłumacz. Prezes Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich. Był redaktorem naczelnym pism literackich „Nowy Wyraz”, „Poezja” oraz tygodnika „Kobieta i Życie”. Redaktor audycji literackich Polskiego Radia Łódź. Uhonorowany wieloma nagrodami literackimi, w tym m.in. nagrodą literacką im. Władysława Reymonta (2007). Juror konkursów literackich. Erudyta. Ma na koncie dziesiątki tomików wierszy własnych, antologii poezji polskiej i obcej, 12 antologii Warszawskiej Jesieni Poezji. Jego opowiadania, wiersze, reportaże i przekłady znaleźć można w kilkudziesięciu antologiach polskich i zagranicznych.

 

 

Są ludzie, którzy uczą oddychać głębiej – nie dlatego, że wskazują drogę, ale dlatego, że ich obecność uwalnia oddech. W ich towarzyszeniu nie ma ciężaru, lecz przestrzeń. Miłość, która się w nich rodzi, nie jest tylko uczuciem – jest sposobem istnienia. Sposobem bycia bardziej sobą.

Niełatwo mówić o miłości, która nie potrzebuje deklaracji. Która nie hałasuje, nie domaga się dowodów. Ona dzieje się pomiędzy: między słowem a milczeniem, między bliskością a pragnieniem, między „już” a „jeszcze nie”. Czasem jeden gest znaczy więcej niż tysiąc zapewnień. Czasem brak gestu znaczy wszystko.

Miłość prawdziwa nie przemienia, lecz pozwala wrócić do siebie. Uczy, że nie trzeba grać ról, zakładać masek. Uczy, że odsłonięcie nie jest słabością, ale siłą – że najgłębsza bliskość zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk.

Czy można kochać i nie zatracić się? Czy można być z kimś, nie rezygnując z siebie? Miłość nie powinna zacierać granic, lecz je rozświetlać. Nie unieważniać osamotnienia, lecz czynić ją mniej bolesną. Nie pozbawiać niezależności, lecz wydobywać z niej sens wspólnego wzrastania.

„Kocham cię tak, jakbyś był powietrzem / oddycham tobą” – pisała Halina Poświatowska. W jej wersji miłość nie jest czynnością, lecz stanem świadomości. Nie dotyka powierzchni – przenika przez tkanki. Jest spokojem, nie burzą. Czułością, nie napięciem. Milczeniem, które mówi więcej niż słowa.

W filozoficznym świetle Albert Camus zauważał, że człowiek „nie zgadza się być tym, czym jest”. Być może właśnie dlatego tak tęskni do miłości – by w czyimś spojrzeniu zgodzić się na swoje istnienie. Bez korekty. Bez ucieczki. Być zaakceptowanym nie pomimo, ale z powodu.

Miłość – jeśli jest prawdziwa – nie potrzebuje imion. Potrzebuje obecności. Nie wielkich wyznań, ale ciszy, w której ktoś zostaje. Nie gotowych odpowiedzi, lecz odwagi do stawiania pytań.

Może nie da się o niej mówić inaczej niż szeptem. Może każda próba zrozumienia to tylko droga ku temu, co intuicyjne, miękkie, cielesne i duchowe zarazem. Może istotą miłości nie jest posiadanie, lecz rozpoznanie. Nie w drugim, ale w sobie – dzięki drugiemu.

Czy potrafimy być formą istnienia, która nie rani, lecz koi? Czy umiemy widzieć kogoś naprawdę – i nadal nie odwrócić wzroku? Czy mamy w sobie tyle przestrzeni, by ktoś mógł się w nas zadomowić – nie tracąc siebie?

Miłość nie daje gotowych odpowiedzi. Ale sprawia, że zaczynamy pytać ciszej, głębiej, prawdziwiej.

Miłość nie mówi: będziesz mój –
mówi: będziesz sobą, a ja zostanę.

Ciało nie jest przeciwieństwem ducha. Nie jest przeszkodą dla miłości – może być jej językiem. Dotyk – ten prawdziwy, uważny, czuły – nie zatrzymuje się na skórze. On przenika głębiej, jak spojrzenie, które widzi więcej niż zewnętrzność. Jak cisza, która nie jest pustką, lecz słuchaniem.

Miłość cielesna – gdy jest świadoma, wolna od lęku, od przymusu, od maski – staje się jedną z najczystszych form spotkania. Spotkania nie tylko dwóch ciał, ale dwóch obecności. Dwóch dusz, które zrzucają zasłony, zdejmują zbroje, i stają przed sobą – bez retuszu, bez dekoracji. Nagość ciała to wtedy tylko zapowiedź większej nagości – tej, która dotyczy istnienia.

Czy można dotykać tak, by nie posiadać? Czy można pragnąć tak, by nie zabić wolności? Czy bliskość fizyczna może być modlitwą – nie słowem, lecz gestem, który mówi: Jestem tu. Cały. Dla Ciebie. Z Tobą. I przy Tobie?

Są chwile, w których ciało przestaje być narzędziem. Staje się przestrzenią. Domem, w którym ktoś może zamieszkać na chwilę – bez obawy, że zostanie zraniony. I choć ta bliskość trwa moment – jej echo może wybrzmiewać całe życie.

W filozofii dialogu Martin Buber pisał o relacji Ja-Ty – jako o przestrzeni, gdzie drugi nie jest środkiem do celu, lecz celem samym w sobie. Tak samo w miłości cielesnej: dotyk nie jest środkiem do osiągnięcia przyjemności, lecz sposobem mówienia: „Ty jesteś ważny. Cały. Taki, jaki jesteś”.

Prawdziwa cielesność nie uprzedmiotawia. Uosabia. W niej nie chodzi tylko o zmysły – chodzi o to, by przez zmysły dotrzeć do głębi. By poczuć siebie bardziej, zobaczyć drugiego dokładniej. Ciało staje się wtedy świątynią obecności. Przestrzenią, w której to, co duchowe, może się ucieleśnić.

Nie każda namiętność jest Spotkaniem. Ale każde Spotkanie, jeśli jest prawdziwe, zostawia ślad także w ciele. Jakby dusza – wzruszona dotykiem – chciała pozostać bliżej skóry.

Czy więc miłość cielesna jest duchowa? Może nie zawsze. Ale może nią być. Wtedy, gdy nie szuka dominacji, lecz obecności. Gdy nie zmusza, lecz zaprasza. Gdy nie bierze – lecz dzieli się sobą. Całym sobą.

Najpiękniejszy dotyk to ten, który mówi: Jestem – zanim jeszcze cokolwiek zrobi.

Tatiana Mielcarek – nauczycielka języka polskiego i filozofii w X LO w Toruniu. Absolwentka studiów z zakresu coachingu oraz Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. W pracy dydaktycznej łączy edukację humanistyczną z elementami rozwoju osobistego i wsparcia psychologicznego, propagując humanistykę jako narzędzie kształtowania człowieka myślącego i wrażliwego.

Tekst ukazał sie w numerze 4/2025 „Res Humana”, lipiec-sierpień 2025 r.

Polska poranna

śnieżna

cicha

mglana

zapomniana

 

Pagórkowata

szara

zielona

lecz przykurzała

 

Polska zimowa

zaspana ranem

wieczorem mroczna

w południe zadbana

popołudniowa

kawowa

ciastkarniana

 

Polska herbaciana

pani korzenna

różowa

migdałowa

o smaku miodu

 

Panna czerwona

biała

bezbronna

butna

nieśmiała

onieśmielana?

 

Polska ta moja

w strojach

w pejzażu

milcząca

Panna Melancholia.

Modlitwa Arcykapłana

 

Daj mi Panie łaskę wiary.

Zabierz, proszę, inne dary:

Zdrowie, purpurę, pałace.

Jeszcze Ci za to dopłacę.

 

Miałem niegdyś ufność w Tobie.

Zmartwywstałem na Twym grobie.

Tyś mi wskazał życia drogę,

Suplikantem być przed Bogiem.

 

Wstyd mi teraz jest przed sobą.

Nie wiem jaką kroczę drogą.

Klepię słowa jak pacierze,

Ale ja już w nic nie wierzę.

 

Stoję pusty przed ołtarzem.

Perlustruję w tłumie twarze.

Łowię szepty na spowiedzi.

Uciec chcę od tej gawiedzi.

 

Daj mi Panie łaskę wiary

Uśmierz rozpacz, co bez miary.

(Mińsk/Londyn, kwiecień/maj 2013)

 

Kto zburzył mury Jeruzalem

 

Plac zabaw miałem na kirkucie.

Macewy, jak wieże, pełne tajemnych znaków.

Groby Azteków, Sarmatów czy Daków?

 

Przedszkole było w starej synagodze.

Za sanacji, bandy wyrostków, dla checy,

Rozmodlonym Żydom rzucały koty na plecy.

 

Do szkoły jeździłem kolejką podmiejską.

Mijałem bocznicę, z której w czas zagłady,

Do Treblinki wyruszały zaplombowane składy.

 

Matka moja panicznie bała się wspomnienia,

Jak stoi w cieniu klonu, wsparta o sztachety,

A na ulicy Niemcy tłuką dziecięce szkielety.

 

Chodziłem po ich śladach, oglądałem domy.

W szumie sosen otwockich nasłuchując głosów.

W rysach mijanych ludzi, ich szukałem losów.

 

Dwa odrębne światy, a jakby palimpsest.

Z tej może przyczyny, w rocznicę marcowego ruchu,

Na Starówce, zomowiec skopał mnie po brzuchu.

 

Nazwisko moje trafić miało między sprawiedliwych.

Kto bez winy, niech pierwszy ciśnie grudą błota.

I tak Jahwe osądzi gdzie zło, a gdzie cnota.

 

Kiedy gmina tułaczy, gości ojczyzny mojej,

Zapełni szczelnie dolinę Jozafata,

Bez lęku spojrzę w oczy mego brata.

 

Bo dla kogo Polin,

Jest tylko cmentarzem,

Ten sam się jawi pamięci grabarzem.

(Warszawa 2018)

 

 

Danse macabre

 

Śmierć krąży nad Europą.

Powabna, pełna fantazji.

Tu planuje panteon.

Tam szereg krwawych łaźni.

 

Tyle ją czeka pracy.

Wstrząsają ekstazy dreszcze.

Tu widzi ogród z kości.

Tam tunel do nicości.

 

W tym ogromnym projekcie

Każdy znajdzie swą rolę.

Jeden będzie zabijał.

Drugi nadstawi głowę.

 

Śmierć krąży nad Europą.

Powabna, pełna fantazji.

(Warszawa, 24.01.2023 r.)

 

 

zaczynają opowieść o człowieku
od jego pierwszego oddechu wymieszanego z krzykiem
od mazi i krwi jako pieczęci
na spisanej historii kobiet pochodzących z tej samej linii komórek

linieją pierwotną mocą przesuwania świata przez kanał rodny
tunel jasnego światła rozrywa ciepłe ciało
stwarza nowe zakamarki i czeluście
horyzonty lub klatki dla nowego istnienia

epitafia kiełkują w krtani
rodzą i oblekają w całuny milczenia


widok ciała
jego nieżywość i obcość zmieniła perspektywę
mojego postrzegania

zmieniła trajektorie mojego myślenia
jakby trumna stała się czółnem
a ja śledziłam jej podróż
kiedy odpływała w kierunku wiecznego horyzontu
do
nieboskłonu w pryzmacie barokowych obrazów
czasu i przestrzeni w której mieszkały wspomnienia mojego dzieciństwa

i ta cisza
która wpisywała się w pastelowe kolory
poświaty czającej się dookoła
usprawiedliwiała swoją nieoczywistością
to co typowe stało się
anachronizmem

gdy nic więcej nie mogło się już wydarzyć


mam wrażenie że chodzę po gruzach
godzin
dni
wyrazów twarzy
wspomnienia stały się nieistotne
światło zgasło automatycznie
dla oszczędności energii wyłączają się ludzkie synapsy
na próżno szukać przyczyny tego co się wydarzyło
nie ma logicznej odpowiedzi
wolna wola człowiecza miesza się
z fatum zależnym od słów
wyssanych z genów przodków
ich lęków
z przemieszczanych walizek

biletem do tego spektaklu
jest moja cisza


 

może to nie dziś stanie się najważniejszy dzień
a dziś wydarzyło się
to co przeznaczył mi los na kiedyś
może nie warto było zatrzymać myśli na wszystkim o czym do tej pory czytałam
a jedynym błogosławieństwem świata dla mnie był dotyk

matczyny dotyk nowo narodzonego istnienia
zwierzęce wylizywanie krwi i potu
chronologia przodków dopełniła się
przez historię usychania mojej odciętej pępowiny
w kontekście twojego umierania
według chronologii numerów pesel i mitochondrialnego DNA


długo przed zakończeniem aktu
przed finalnym akordem
zanim to się stało – był we mnie niepokój

wietrzyłam jak zwierzę to co miało się wydarzyć
czułam obecność czających się zmarłych
widziałaś ich pytałaś o nich

obraz kurczącej się ciebie
z dnia na dzień mniejszej

ten obraz został we mnie
stawał się obsesją w środku nocy
zasiedlił oczodoły i niepokoił
drażniąc jeszcze i jeszcze
powodował wątpienie w prawidłową ocenę zdarzeń
stał się przyczyną mojego lekarskiego milczenia

bezradność w obliczu uspokajania myślą

kiedy umarłaś nic się nie zmieniło
czuję tę samą pustkę i samotność
i zmieniło się wszystko
bez radykalnego momentu wyznaczającego cezurę
przemijania i niemożności


może istniejemy równocześnie po obu stronach powietrza

patrzysz na mnie
może moja materialna zwierzęcość i twoja niewidzialność
istnieje w tej samej przestrzeni
splecione w pamięci genów które trwają bez zbędnych kartotek
synchronizacji systemów
pozwoleń

ty już wiesz czy istnieje
pozaczasowa i bezterminowa miłość


PYTANIA BADAWCZE
czy energia z pierwszego krzyku dziecka przybyłego z zakrzywienia czasoprzestrzeni staje się gwiazdą. satelitą. sonatą. parą wodną opadającą na kafle podłogi łatwej do utrzymania w stanie sterylnej czystości. czy ginie. cud pierwszego krzyku umiera od środków dezynfekcyjnych. zamienia w nicość. w strach o to co będzie później. jutro. za miesiąc za rok. bilet do przyszłości zamyka się w książeczce szczepień jako gwarancji niesprecyzowanej zdrowotności
krew. pot. ból. nienawiść. miłość. układają się w dłoniach. wiążą palce pierścieniami by zatrzymać i zataić ich histeryczny taniec. odcisk. ich czystość i brud. kruchość linii papilarnych nawinięta na opuszki palców w celu autoryzacji. niezbędnej do nauki czułości swojej skóry. lub obcej
jak przez kamień ukazać umiłowanie wolności. rzeźbiąc w nim Niobe lub Nike. lub zwykłe kamienne balu-strady. lub kraty ogrodzeń
jak zatrzymać wspomnienie o człowieku inaczej niż w portrecie zdeponowanym w cyklonie czasu
czy żarłoczna czeluść nieskończoności ma jakiekolwiek znaczenie dla zwykłego pojedynczego istnienia. nieskończoność ubrana w kości szkieletów na barokowych obrazach. krągłe ciała wymieszane z resztkami gnijących szczątków. oczy wywrócone do nieba do granicy kiczu i sztuki. czas człowieczy w loterii rozliczeń których bilans nie ulega podsumowaniu
co pochodzi od Boga. gdzie On mieszka. kogo upoważnił do wglądu w dokumentację na jego temat. a może nie istnieje w sensie zwierzęcego istnienia. jest tworem. botem. Pandorą. czymś stworzonym by nadać sens kolejnym dniom. chociażby przez gorycz wyczekiwania na sygnał ze zbioru biblijnych proroctw
odwieczny dialog ze śmiercią. czy możliwe jest nieistnienie tego dialogu


Treny pochodzą z tomiku Teatr cieni (wyd. Adam Marszałek, Toruń 2023), będącym wyrażeniem smutku i rozpaczy, wyrazem samotności w obliczu śmierci Matki. To swego rodzaju pomnik napisany przez wyrażenie emocji. Epitafium człowieka przez opis pustki. Emocjonalnej i uczuciowej.
Wiersz mam wrażenie że chodzę po gruzach… w wersji przeredagowanej przez Autorkę.
Wiersz Pytania badawcze nie był dotąd publikowany.

Renata Elżbieta Paliga jest także autorką tomików Osłuchiwania (2014) i Kamienica (2019). Jako lekarka i naukowiec wydała także monografie: Krwiodawstwo i krwiolecznictwo w medycynie polskiej XIX i XX wieku (1831–1951) (2014), Od powietrza, ognia, głodu, wojny… Historyczne aspekty zarządzania epidemiami (2020) oraz Epidemie w dziejach Rzeczypospolitej. Dżuma, cholera, tyfus (2022).

OLBRZYM Z CURAÇAO

Karteczka przekazana chyłkiem do redaktora naczelnego

Zawierała zgryźliwą uwagę, iż w naszej dzielnicy

Są ludzie znacznie bardziej interesujący od…

 

Chodziło o młodego mężczyznę z Curaçao

Który przed sześciu laty tutaj przybył

Dla operacji w Curaçao niemożliwej

 

I pozostał

 

Mój wywiad ukazał się jednak

Dzięki zdecydowanej postawie

Redaktora naczelnego o skórze białej

I ufarbowanych na czerwono włosach

 

Niemniej coś zachowałam dla siebie…

To, że Łagodny Olbrzym

Wyznał cicho:

„Czuję się tutaj nieszczęśliwy”


OD KIEDY TELEFONY STANIAŁY…

Od kiedy telefony staniały

Częściej poruszane są sprawy miłosne

Cóż, nie układają się tak, jak byśmy chcieli

 

Czy on już powiedział…?

Nie, nie powiedział

Ale może wkrótce powie

 

A jeśli… nie powie nigdy?

 

Nawet pomyśleć nie wolno, że mógłby

 

Czy polskie kobiety są bardziej romantyczne

Niż kobiety inne?

Nie wiem, ale przypuszczam


 

 

 

SERGIUSZ SIĘ POMYLIŁ

Sergiusz się pomylił

Zakładając, że zamówienia klientów

Na portrety ludzi, psów, domów, drzew, wszystko jedno

Pozwolą mu znośnie żyć w kraju, w którym został już

(wstrętne słowo) N A T U R A L I Z O W A N Y

 

Zwlekał z domowymi opłatami aż sprowadził

Kary za zwłokę, a po nich jeszcze większe kary

Czy w Leningradzie kary były niewysokie?

 

Może kar w ogóle nie było?

Albo udawało się je przeczekać?

 

Sergiusz wsiadał na rower

 

Jeździł od instytucji do instytucji

Liczył na umorzenie kar

Ale nie następowało

Jego wylękniona twarz stawała się

Przezroczysta


 

 

POŁĄCZENIE FIOLETU Z PURPURĄ

Za górą szarych plastikowych worków

Dostrzegam parę ud, jasnobrązowych

Młoda kobieta wstrzykuje narkotyk

 

Twarz skryta jest pod kaskadą włosów

Ich kolor… ? Połączenie fioletu z purpurą?

Między workami czekającymi na przejazd śmieciarki

Płonące włosy, szczupłe uda


Wiersze/miniatury oraz rysunki ukazały się w numerze 6/2024 „Res Humana”, listopad-grudzień 2024 r.

Ocalenia

 

Kochana, zbudź mnie po północy

I w głuche ucho powiedz szeptem,

Że nieuchronnie ku nam kroczy

Morze przejrzyste jak powietrze

Błękitna fala prześwietlona

Słonym promieniem. Ja uwierzę

I znowu zasnę w twych ramionach.

 

Kochana, ale zanim zasnę,

Powiedz mi jeszcze, że znów szumi

Sosna samotna pośród lasu

W innych samotnych sosen tłumie.

 

Kochana moja, którakolwiek

Z moich kochanych, z minionego,

Ocal mnie, uchroń cichym słowem

Od marnej jawy i snu złego.

 

Ale to mów mi ty – jedyna,

Któraś przetrwała w moim świecie,

W tobie kochałem wszystkie inne,

Bo w każdej innej byłaś przecież

Niepowtarzalna, jednokrotna,

 

Nieosiągalna, moja cała,

Ta, której nigdy już nie spotkam,

Bo raz spotkana – pozostałaś.

Najodleglejsza i najbliższa,

Mów nocą o przejrzystej fali,

Powiedz, że morze tu się zbliża,

Z którego nic nas nie ocali.

 

 

 

Modlitwa

 

Dałeś mi długie wyczekiwanie,

Panie.

 

A dałeś mi cień chmury i okruchy blasku,

I obcą radość dałeś, i udrękę własną.

 

Dałeś mi słów kilkanaście i długie milczenia,

Dałeś mi to, co mam już i czego już nie ma.

 

Dałeś mi brak pieniędzy, brak na nie łaknienia,

I tych braków powszednich na inne nie zmieniaj.

 

Dałeś mi poszum lasu, błądzenie na drogach,

Kilku zmarłych przyjaciół i żyjących wrogów.

 

Dałeś mi głóg, tarninę i jabłoń zdziczałą,

I dałeś mi dziewczynę, której mi nie dałeś.

 

Dałeś mi miłość wielką, brak miłości dałeś

Nie całkiem dobre zdrowie i wątpiące ciało.

 

Ja przecież się nie skarżę – dałeś i tak sporo,

Bo mi podarowałeś wszystkie roku pory,

 

A wszakże mógłbyś wcześniej dać mi późną jesień,

A nie tą późną, w której właśnie dzisiaj jestem.

 

Daj, coś zamierzył, nie skąp mi niczego

I nie chroń mnie od złego, ani od dobrego.

 

Niech wedle twojej woli już wszystko się stanie –

Daj mi wieczny spoczynek i wieczne czuwanie,

Panie –

Zbuntowany wysadzałem w myślach

katedry puste, te bez Boga.

Kaleczyłem niewinność ledwo obudzonych.

Przeprawiałem ślepców przez wezbrane rzeki ulic.

Przenosiłem jeża na drugą stronę szosy.

Byłem dobry i niecierpliwy,

mściwy i litościwy,

gwałtowny i wyrozumiały.

A gdy już przejdę przez ucho igielne

i stanę w Twoim blasku, Dobrotliwy Panie,

czy wtedy będę tym licealistą,

co przez cały rok szkolny po lekcjach

zostawał z nią w klasie

i nie mógł powiedzieć, że kocha,

czy tym w sile wieku, który choć nie podpisał

paktu z diabłem, ale nie zamknął mu drzwi przed nosem?

Czy może będę tym pomarszczonym, przygłuchym,

który tłucze lustro,

bo nie może w nim rozpoznać siebie?

Który? Który zmartwychwstanę?

 

 

Wiersz zdobył wyróżnienie w Turnieju Jednego Wiersza odbywającym się w ramach 51. Warszawskiej Jesieni Poezji, 2023 r.

Publikujemy go wyłącznie na stronie reshumana.pl.

A historia – pytasz – co to?

A to my tak pochyleni

nad dniem, co kruszy się nam w palcach,

zanim do ust go doniesiemy.

To też nadzieja, co tak płynie

przez serce matki, która w sieni,

chociaż umarła dawno temu,

przecież wciąż siedzi zapatrzona

w ten jeden punkt, gdzie ty zniknąłeś

i czeka, czeka, kiedy wrócisz

i znów zasiądziesz z nią za stołem.

A to tramwaju nocny lament,

co na zakrętach ciszę rani,

jakby wspomnienia salw wojennych

odbiło echo w murach starych.

A ci, co patrzą na nas niemo

z gałęzi, gdzie ich powieszono,

z zieleni, która znów na wiosnę,

z książki na strychu znalezionej,

to też historia, twoje ziarno,

co kiedyś w tobie zakiełkuje

i staniesz się podglebia barwą

dla tych, co przyjdą pytać: co to?

Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, wyłącznie w celu umożliwienia dostępu do witryny i zapewnienia jej podstawowych funkcji. Nie wykorzystujemy Państwa danych w celach marketingowych, nie przekazujemy ich podmiotom trzecim w celach marketingowych i nie wykonujemy profilowania użytkowników. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne.