logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

Braun nie wie, co czyni…

Piotr STEFANIUK | 13 grudnia 2023
Fot. archiwum "Res Humana"

Nie mówię tego w troskliwym poczuciu wyższości, protekcjonalnie. Po prostu i dosłownie nie wie, co czyni, mimo deklarowanej gotowości do teologicznej dysputy. Szczerze wierzę, że nie wie, bo gdyby wiedział…

Czyn posła jest nieznośnie symboliczny. W dymie jawił się jak widmo Eligiusza Niewiadomskiego, wybudzone przez tożsamościową politykę najpopularniejszej partii politycznej, której najważniejszym przesłaniem ideowym było podniesienie narodu z kolan. Braun to logiczna personifikacja patrioty, który wstał z kolan i wyzwolony z pęt pedagogiki wstydu z godnością gasi gaśnicą świece obcego światła – przekonany, że wie, czemu tak czyni i pragnący o tym opowiedzieć. Z uporem twierdzę, że nie wie. Ale nie tylko on. Zbyt wielu nie wie. Ja też nie widziałem, a mój przypadek jest – sądzę – statystycznie istotny.

W Warszawie dziesięć lat przed moimi urodzinami żyło jeszcze 300 000 Żydów. Mieszkałem na terenie byłego Getta. Ukończyłem studia politologiczne i otrzymując dyplom z wyróżnieniem, nie miałem świadomości Zagłady. Gdy kilka lat później nadano mi stopień doktora nauk humanistycznych, już coś wiedziałem, ale jeszcze nie rozumiałem. Jakoś, przypadkowo, trafił w moje ręce mały rocznik statystyczny z 1938 r., a w nim, że mieszkańcy takich miasteczek jak Łosice i Mordy w 80 procentach deklarowali wyznanie mojżeszowe. Tam urodził się, ale nie mieszkał, mój tata. Więc pytam wuja Heńka, co z nimi, Żydami, się stało, a ten po prostu zamilkł.

To jego milczenie okazało się z czasem rozstrzygające dla mojego intelektualnego losu. Sam chciałem zrozumieć powód tak długiego pozostawania w nieświadomości – mimo ciekawości świata i pasji do studiowania. Wyłowiłem z pamięci epizod maturalny. Na egzaminie ustnym z polskiego trafił mi się temat „martyrologia narodu polskiego w czasie II wojny światowej”. Czytałem „Medaliony” i Szmaglewską (choć nie wiem dlaczego, bo „Dymy nad Birkenau” nie były obowiązkową lekturą). Byłem zadowolony, bo znałem teksty, wiedziałem, że zginęło 6 milionów Polaków, że był Oświęcim… Ale gdy miałem rozpocząć odpowiedź doznałem całkowitej pustki. Coś się rozpadło. Jakie kominy, dlaczego kominy? Milczenie komisja potraktowała jako skutek silnego przeżycia emocjonalnego, ale przypuszczam, że jej członkowie mogli zdawać sobie sprawę, że szkoła nie przygotowywała do odczytania tego rodzaju tekstów. Cała moja generacja i kolejne również nie zostały do odczytania tych tekstów przygotowane. Gdy ponad 40 lat później na konferencji zakładów teorii polityki polskich uniwersytetów argumentowałem, że teoria polityki niewrażliwa na Auschwitz jest bezużyteczna, czułem, że wzbudzam konsternację.

Mrok narodowo-katolickiej polityki tożsamościowej nie rozpłynie się szybko i łatwo, ale poniższe teksty mogą być świecą pomocną w jej rozjaśnianiu.

1. Rudolf Höss, Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu:

Latem 1941 r., dokładnej daty obecnie nie pamiętam, zostałem nagle wezwany do Reichsführera SS do Berlina bezpośrednio przez jego adiutanturę, wbrew swemu zwyczajowi, bez asysty adiutanta. Himmler powiedział mi, co następuje: Führer nakazał ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, my zaś, SS, mamy ten rozkaz wykonać. Istniejące na wschodzie miejsca zagłady nie są w stanie zrealizować zakrojonych na wielką skalę akcji, wobec tego wyznaczyłem na ten cel Oświęcim, z jednej strony z powodu jego korzystnego położenia pod względem komunikacyjnym, jak również, dlatego, że przeznaczony na ten cel teren będzie łatwo odizolować i zamaskować. Zamierzałem początkowo zadanie to powierzyć jednemu z wyższych dowódców SS, aby jednak wykluczyć możliwe trudności w zakresie podziału kompetencji, zrezygnowałem z tego i polecam panu przeprowadzenie tego zadania. Jest to trudna i ciężka praca, wymagająca całkowitego poświęcenia się, bez względu na trudności, jakie mogą się wyłonić. Bliższych szczegółów dowie się pan od Sturmbahnführera Eichmanna z RSHA, który w najbliższym czasie zgłosi się do pana. Zainteresowane urzędy zostaną przeze mnie powiadomione we właściwym czasie. Rozkaz ten ma pan zachować w najściślejszej tajemnicy, również w stosunku do swoich przełożonych. Po rozmowie z Eichmannem prześle mi pan natychmiast plany zamierzonego urządzenia. Żydzi są odwiecznymi wrogami narodu niemieckiego i muszą zostać wytępieni. Wszyscy Żydzi, których dostaniemy w nasze ręce, muszą zostać zniszczeni bez wyjątku, jeszcze w czasie wojny. Jeżeli nie uda się nam teraz zniszczyć biologicznych sił żydostwa, to Żydzi zniszczą kiedyś naród niemiecki.

  1. Rudolf Höss, Autobiografia (fragment):

Wprawdzie rozkaz Führera, jak i to, że wykonać go musiano, było czymś niewzruszonym, ale wszystkich dręczyły tajone wątpliwości. Ja sam również w żadnym przypadku nie mogłem przyznać się do podobnych wątpliwości. Chcąc zmusić innych do psychicznego przetrwania, musiałem okazywać niezłomne przeświadczenie o konieczności wykonania tego okrutnego i twardego rozkazu. Wszyscy patrzyli na mnie, jakie wrażenie robią na mnie tego rodzaju sceny, jak to powyżej przedstawiłem, jak ja na nie reaguję. Byłem dokładnie pod tym względem obserwowany. Komentowano każdą moją wypowiedź. Musiałem bardzo panować nad sobą, aby pod wpływem wzburzenia spowodowanego powyższymi przeżyciami nie dać po sobie poznać wewnętrznych wątpliwości i przygnębienia. Musiałem wydawać się zimnym i bez serca w okolicznościach, w których każdemu czującemu po ludzku kurczyło się serce. Nie wolno mi się było nawet odwrócić, ogarniało mnie naturalne ludzkie wzburzenie. Musiałem chłodno przyglądać się, gdy matki szły do komór gazowych ze śmiejącymi się lub płaczącymi dziećmi. Pewnego razu dwoje małych dzieci tak pogrążyło się w zabawie, że nie chciały matce pozwolić się od niej oderwać. Nawet Żydzi z Sonderkommando nie chcieli zabrać dzieci. Nigdy nie zapomnę błagającego o zmiłowanie spojrzenia matki, która na pewno wiedziała, co się stanie. W komorze poczęto się niepokoić – musiałem działać. Wszyscy patrzyli na mnie. Dałem znak podoficerowi służbowemu, ten wziął opierające się dzieci na ręce i zaniósł je do komory wśród rozdzierającego płaczu matki. Pod wpływem współczucia najchętniej zapadłbym się pod ziemię, nie wolno mi jednak było okazać najmniejszego wzruszenia.

Autobiografia Rudolfa Hossa komendanta obozu oświęcimskiego, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1990, str. 186 oraz 150-151.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności