logo3
logo2
logo1

"Ufajmy znawcom, nie ufajmy wyznawcom"
Tadeusz Kotarbiński

8 marca świętem praw kobiet. Ale nie w Polsce

Renata MIEŃKOWSKA-NORKIENE | 10 marca 2024
Rys. Marek CHACZYK

Miniony tydzień upłynął w Polsce pod znakiem dyskusji o prawach kobiet i aborcji. Nie tylko w Polsce zresztą, ponieważ 8 marca jest międzynarodowym świętem praw kobiet, corocznie mobilizującym różne środowiska polityczne do pochylania się nad losem żeńskiej części populacji. Ponadto, we Francji i w Irlandii kwestie praw kobiet stanowiły podstawę dwóch bardzo istotnych i szeroko debatowanych decyzji politycznych, o których warto wspomnieć w zestawieniu z tym, co się działo w Polsce. Ale to za chwilę – zacznijmy od polskiego podwórka.

Nie ukrywam, że sama pochyliłam się nad losem polskich kobiet, publicznie odnosząc się do decyzji polskiego marszałka sejmu Szymona Hołowni o przełożeniu debaty nad projektami aborcyjnymi, nazywając Hołownię „rozedrganym kunktatorem”. Takim bowiem objawił się lider Polski 2050: „wąsatym dziadersem” zamiast błyskotliwego politycznego wizjonera, na jakiego mógł się zapowiadać. Zwłaszcza w oczach młodzieży i kobiet, szukających w wyborach 15 października alternatywy dla duopolu PiS i KO, dla których Lewica z różnych powodów (głównie związanych z katolickim wychowaniem i niewiarą w sprawczość polityczną tego ugrupowania) nie była wyborczą opcją. Hołownia pokazał aż nader wyraźnie, że jest konserwatywny, a także że prawa kobiet jest w stanie poświęcić na rzecz politycznej kalkulacji (co warto podkreślić: o charakterze taktycznym, nie zaś strategicznym).

Wielu analityków sugeruje, że tą decyzją Hołownia pokazał swoją dojrzałość polityczną. Jestem politolożką, socjolożką, od dwudziestu lat badam polską politykę i zastanawiam się: gdzież ta dojrzałość? Otóż, wg Wielkiego Słownika Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk, dojrzałość to „pełne ukształtowanie pod względem umysłowym, psychicznym i emocjonalnym oraz cechowanie się osiągnięciem dużych możliwości i dużej biegłości w danej dziedzinie”. Wziąwszy pod uwagę fakt, iż Szymon Hołownia odsunął w czasie dyskusję o sprawie, która dotyczy zdrowia i życia wszystkich polskich kobiet w wieku reprodukcyjnym, ale także dobrostanu ich rodzin, wziąwszy pod uwagę fakt, iż największą porażką polityczną PiS było zamówienie w Trybunale Konstytucyjnym orzeczenia niemal zakazującego aborcji w Polsce, wziąwszy pod uwagę, iż znacząca większość społeczeństwa w Polsce chce liberalizacji prawa aborcyjnego i umożliwienia kobietom w pełni samodzielnego decydowania o ich ciele do 12 tygodnia ciąży (w tym aż 48% wyborców Konfederacji wyraża takie poglądy), wreszcie wziąwszy pod uwagę, że sam Hołownia obiecywał, że nie będzie używał sejmowej zamrażarki, naprawdę zachodzę w głowę, gdzie ta dojrzałość?

Owszem, można się domyślać, że Hołownia wsparł swego koalicjanta PSL w walce o konserwatywnych wyborców w wyborach samorządowych. Owszem, zadziałał zgodnie z własnym sumieniem. Owszem, próbował zapobiec odrzuceniu jego własnego projektu przez Lewicę i KO, gdyby do głosowania doszło teraz. Jednak wciąż mnie zastanawia, gdzie ta dojrzałość, czyli to ukształtowanie i biegłość w polityce. W polityce rozumianej jako rządzenie, które ma przynosić korzyść społeczeństwu.

Na razie korzyści z decyzji Hołowni widać w notowaniach jego ugrupowania, które podbiera wyborców Prawu i Sprawiedliwości (to pewna nowość, ponieważ zazwyczaj Polska 2050 podbierała głosy KO). Czy dawni wyborcy PiS przechodzą do Trzeciej Drogi z powodu kluczenia w sprawie aborcji? Nie ma na ten temat szczegółowych badań, jednak zapewne nie. PiS traci przez afery, przez zamieszanie wokół protestu rolników, przez strategię betonowania najwierniejszego elektoratu, która zniechęca wyborców mniej radykalnych. Wiązanie tego z kwestią aborcji nie ma uzasadnienia. Ponadto, z braku własnych kandydatów, Hołownia „przygarnia” na swoje listy samorządowe dawnych działaczy PiS, co także nie pozostaje bez znaczenia dla jego politycznego kunktatorstwa w sprawie aborcji. A zatem nie o dojrzałość chodzi, a raczej pewną doraźność i rozedrganie, które są od dojrzałości daleko.

Co ciekawe, KO i Lewicy działania Hołowni są – paradoksalnie – na rękę. Lewica może na tym oprzeć kampanię samorządową, by stać się wyrazistą (a przy niezbyt dużej liczbie kandydatów z szansą na sukces w sejmikach każda wyrazistość Lewicy jest na wagę złota), KO natomiast nie musi ryzykować niezadowolenia wciąż licznych „wąsatych dziadersów” we własnych szeregach kandydatów samorządowych. Być może zatem – dość niespodziewanie – Hołownia zadziała na korzyść wszystkich ugrupowań demokratycznych, działając tak bardzo na niekorzyść polskich kobiet i polskiego społeczeństwa. Ot, polski polityczny paradoks. Ale jak widać, jaka dojrzałość polityków, takie polityczne „korzyści” społeczeństwa. Tylko przypominam jednak, że Hołownia-marszałek to nie to samo, co Hołownia-lider swojego ugrupowania i polityk ten powinien o tym pamiętać, skoro chciał być marszałkiem wszystkich Polaków.

Jeszcze inny polski paradoks, który mnie nieustannie zadziwia, to tak niskie poparcie dla ugrupowań lewicowych w Polsce. Jest na nie zapotrzebowanie w kontekście rozwoju społeczeństwa, ale z ust moich koleżanek i kolegów analityków słyszę aż za często: to świetnie, że Hołownia jest konserwatywny, to wspaniale, że PSL jest konserwatywne, to dobrze, że KO ma silne skrzydło konserwatywne, to bardzo potrzebne, byśmy mieli konserwatywne partie demokratyczne, by odbierać paliwo prawicowym populistom. W tym zalewie radości, że mamy tyle demokratycznego konserwatyzmu w Polsce gdzieś umyka niektórym prosty arytmetyczny fakt, że przy poparciu ok. siedemdziesięciu procent społeczeństwa dla legalnej aborcji do 12 tygodnia ciąży, przy tak wysokim odsetku samobójstw i depresji wśród młodzieży ze środowisk LGBTQ+, przy poparciu większości społeczeństwa dla związków partnerskich, mamy w polskim krajobrazie dwa ugrupowania lewicowe o łącznym poparciu nieprzekraczającym dwunastu procent. Może czas się zastanowić, czy z tym konserwatyzmem demokratycznym tak nam wspaniale.

W tym kontekście jak inna polityczna planeta jawi się Francja, w której prawo do aborcji zostało wpisane do konstytucji. Choć kobiety to prawo już mają, takie jego ugruntowanie ma wartość symboliczną, a także zabezpieczającą prawa kobiet w sytuacji dojścia do władzy populistów. Polki zarówno o takich prawach, jak i symbolach, mogą tylko pomarzyć – na razie nasi politycy większości ugrupowań wciąż nie traktują ich potrzeb poważnie. I wciąż wolą unikać prawdziwej, opartej na faktach, a nie wyłącznie emocjach, dyskusji o tym, dlaczego kobiety powinny być mężczyznom po prostu równe. A taka dyskusja jest potrzebna zawsze i wszędzie, nawet w Irlandii, w której coraz bardziej progresywne społeczeństwo odrzuciło w referendum zmiany konstytucji, dotyczące likwidacji archaicznych zapisów o małżeństwie i roli kobiet. Co dokładnie stało się w Irlandii i dlaczego (sondaże wyraźnie wskazywały na przewagę zwolenników usunięcia dyskryminacyjnych zapisów) – jeszcze nie wiemy. Ale wiemy jedno: o prawach kobiet trzeba rozmawiać jak najwięcej: przed wyborami, po wyborach, między wyborami. Słyszy się czasem, że święto kobiet powinno być codziennie, nie tylko 8 marca. Polskie kobiety nie mogą liczyć na zauważenie ich potrzeb nawet tego dnia.

TAGI

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

  • ZAPRASZAMY TEŻ DO PISANIA!

    Napisz własny krótki komentarz, tekst na stronę internetową lub dłuższy artykuł
    Ta strona internetowa przechowuje dane, takie jak pliki cookie, aby umożliwić podstawowe funkcje witryny, a także marketing, personalizację i analizy, zgodnie z naszą Polityką Prywatności.
    W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia przeglądarki lub zaakceptować ustawienia domyślne. Akceptuje politykę prywatności